W ciągu dwóch dni pokonali 260 kilometrów. Na Dziesiątą Tomaszowską Rowerową Pielgrzymkę na Jasną Górę wybrało się aż 150 cyklistów. Nowicjusze i weterani jechali ramię w ramię, wspierając się w trudnych chwilach.
Jubileuszowo i rekordowo
Zaczynali w 2013 r. Wtedy niewielka grupa rowerowych zapaleńców zgromadzonych przez ks. Grzegorza Chirka wybrała się z naszego miasta do Częstochowy. - Pierwszy rok jechaliśmy trasą pieszej pielgrzymki. To było 145 km w jedną stronę, jednego dnia. Dało nam się we znaki. W kolejnych latach zmienialiśmy nieco trasę, miejsca postoju. W ostatnim czasie to jest około 130 km. Z każdym rokiem jest nas coraz więcej. Pielgrzymka się rozrasta, co nas bardzo cieszy - mówi proboszcz parafii św. Rodziny.
W tym roku błyskawicznie zapisało się 150 osób i organizatorzy musieli zamknąć listę ze względu na kwestie logistyczne (organizację noclegów, posiłków, transportu) i zapewnienie bezpieczeństwa na drodze.
Jubileuszowa pielgrzymka, to musiało być uroczyście. W sobotę, 20 sierpnia wcześnie rano pielgrzymi (i ich rodziny) zebrali się w kościele księży filipinów przy ul. Niskiej. Porannej eucharystii przewodniczył ks. biskup Marek Marczak, który następnie wsiadł na rower i ruszył z pielgrzymami na Jasną Górę. Mszę koncelebrowali pomysłodawca i organizator pielgrzymki ks. G. Chirk i ks. Zygmunt Nitecki, dziekan dekanatu tomaszowskiego, który przejechał na rowerze z pątnikami przez miasto.
Trenowali przed pielgrzymką
Nieważne, jaki rower, osprzęt, ile przerzutek... Ważne, żeby miał sprawne hamulce, ogumienie, oświetlenie i odblaski. Do tego kamizelka odblaskowa i kask. Dla wielu dystans, który mieli do przejechania, wcześniej był nieosiągalny. Jeździli na krótkie wycieczki po 20-30 kilometrów. A teraz mieli pokonać 260 km w ciągu dwóch dni. - Jak co roku w okresie przed pielgrzymką widzę większy ruch rowerowy w mieście i okolicach. Pątnicy trenują przed wyprawą na Jasną Górę, co później przekłada się na kondycję na trasie - powiedziała Dorota Warczyk, mistrzyni Polski w kolarstwie przełajowym, która pielgrzymowała na rowerze już dziewiąty raz.
Wśród rowerowych pątników byli mieszkańcy niemal całego powiatu tomaszowskiego, ale też z bardziej odległych miejscowości, m.in. z Łodzi, Warszawy. - Każdy ma inne doświadczenie pielgrzymkowe czy wynikające z jazdy na rowerze. Jednak jedziemy zawsze w grupie, tempem dostosowanym do wszystkich, żeby wszyscy mogli dotrzeć do celu - mówi ks. Grzegorz.
Nieważne, czy na składaku czy na kolarce
Nie było ścigania ani rywalizacji. Słabsi mogli liczyć na pomoc silniejszych. Trzymali za rękę, brali na tzw. koło, podciągali na podjazdach. Zatrzymywali się, gdy ktoś nie dawał rady i potrzebował pomocy. Jak ktoś złapał gumę, zaraz obok był drugi pielgrzym, który pomógł zmienić albo skleić dętkę.
- Przecież każdy jechał z osobistymi intencjami w sercu. Chciał za coś podziękować Matce Bożej albo o coś poprosić. Jednak przy tym nie zapominał o innym. Ta miłość, dobroć dana innym była ważniejsza o samego celu naszego pielgrzymowania - uważa ks. G. Chirk. - Nie jest najważniejsze, że ktoś jeździ na pielgrzymki czy chodzi regularnie do kościoła, tylko że dostrzega drugiego człowieka, niezależnie od tego, jak bardzo jest inny od nas - dodaje.
Na Jasną Górę pielgrzymowali wytrawni rowerzyści, ale też tacy co na dwóch kółkach jeżdżą od święta. Jedna pani kręciła na składaku. - Już w połowie drogi bolało mnie wszystko. Sama na pewno bym nie dojechała, ale w tej wspaniałej grupie dostałam nadludzkich sił. To jedna pielgrzymkowa rodzina, wspaniali bracia i siostry, którzy tworzą wspaniałą atmosferę. Ludzie pozdrawiający nas na ulicach klaskali, machali, dopingowali, pełni uśmiechu - powiedziała jedna z pątniczek.
Zmęczeni, ale szczęśliwi na Jasnej Górze
Przez Polichno (drogą serwisową S8 do Piotrkowa Tryb.), dalej Parzniewice, Lgotę Wielką (jest tam piękny drewniany zabytkowy kościółek z XVII w.) i Nową Brzeźnicę (to rodzinne strony Jana Długosza - słynnego dyplomaty i kronikarza czasów Jagiellonów) w sobotni wieczór zmęczeni, ale szczęśliwi, pątnicy dotarli na Jasną Górę. Wszyscy w jednolitych, jubileuszowych koszulkach: 10-lecia pielgrzymki, 400-lecia kanonizacji św. Filipa Neri.
Modlili się w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej (przed cudownym obrazem). Uczestniczyli w apelu jasnogórskim. Noclegi były w Domu św. Gabriela i u sióstr elżbietanek.
W niedzielę, 21 sierpnia po porannym nabożeństwie tomaszowscy pątnicy ruszyli w drogę powrotną. Nikt nie narzekał. Nie przeszkadzała nawet ulewa po drodze czy bolące mięśnie.
Na ulicach Tomaszowa pątników witali mieszkańcy z kwiatami. Na zakończenie wszyscy zgromadzili się w kościele przy ul. Niskiej na wspólnej modlitwie. Zaśpiewał też chór z Lubochni. - Przyjechali, zupełnie bezinteresownie, żeby nas przywitać i uczcić jubileusz pielgrzymki. Bardzo im dziękujemy - powiedział ks. Grzegorz.
W organizację pielgrzymki zaangażowało się wiele osób na czele z ks. G. Chirkiem. Nad bezpieczeństwem pielgrzymów czuwała ekipa medyczna oraz osoby odpowiedzialne za kierowanie ruchem. Podziękowania należą się też kierowcom (jechać 15-20 km/h przez tyle kilometrów to duży wyczyn), którzy przewozili bagaże, i osobom, które dowoziły pątnikom ciepłe posiłki. Również tym, którzy zapewnili oprawę muzyczną.
ag



Komentarze