Letnie ciekawostki
Ze stojącym jeszcze w polu zbożem i żniwami związane są różne opowieści ludowe o złych mocach, które chcą przeszkodzić człowiekowi w zżęciu zboża na chleb. Najbardziej popularnymi postaciami takich ludowych wierzeń były południce - demony polne przybierające postać biało ubranej, starej i brzydkiej kobiety o czerwonym ciele, z głową i twarzą skrytą w chustach lub obwiązaną płóciennymi pasami. Lokalna fantazja dodawała jeszcze pewne specyficzne szczegóły.
W Sieradzkiem - cienkie nogi porośnięte sierścią lub piórami, w Rawskiem - długie, zwiędłe piersi wyłożone na wierzch rozchełstanej koszuli, w Łęczyckiem - czerwone oczy, olbrzymie krwisto-czerwone usta i długi czerwony język.
Natomiast na terenach Podlasia, Rzeszowszczyzny i w Lubelskiem południce przedstawiano jako młode i ładne dziewczęta, ubrane w białą koszulę lub nawet chodzące całkiem nago, które pokazywały się młodym parobkom w samo upalne południe i namawiały ich do grzechu, co powodowało przerwanie pracy na polu. A ponieważ południce zabierały chłopcom wszystkie siły, potem nie byli w stanie dobrze i wydajnie pracować.
Przebywające w dojrzewającym zbożu południce straszyły i przeganiały z pola, a nawet porywały dzieci śpiące na miedzy, kiedy matka pracowała przy żniwach. Dlatego zawiniętym w płachty niemowlętom zostawiano różne talizmany, które miały odstraszać złe moce. Najczęściej były to zapięte na rączce dziecka koraliki lub wstążeczka zawiązana na szyi. Obowiązkowo czerwona, bo - jak wiadomo - czerwień zawsze płoszyła złe uroki. Diabeł południowy- tak bowiem określano południce w niektórych regionach - napadał też na samotnych żniwiarzy, pasterzy i przechodzących miedzą, łamał im ręce i nogi, wpędzał w obłęd, powodował inne ciężkie choroby. Dlatego w lecie omijano drogi polne, uznawane za "ścieżki południc", unikano samotnego przebywania w polu w południe, a przede wszystkim wystrzegano się długiego odpoczynku lub zaśnięcia w pobliżu łanu pszenicy lub żyta. Demon ten, jeśli udało mu się podejść do śpiącego w polu człowieka, dotknąć go lub pocałować, mógł ukraść, wypić lub spalić mu serce, co oczywiście prowadziło do niechybnej śmierci.
Po żniwach z braku kryjówek południce opuszczały pola, aby powrócić na nie w następnym roku w porze kwitnienia i dojrzewania zbóż, by znów chronić je przed ludźmi.
Profesor Aleksander Gieysztor w Mitologii Słowian wspomina również o innym występującym wśród zbóż demonie. W środkowej Polsce nazywano go Sporyszem, na Białorusi Sporem. Do dziś jego imię nosi przetrwalnikowa forma buławinki czerwonej - grzyba workowca pasożytującego w postaci czarnych rożków na dojrzałych kłosach żyta. Sporysz uznawany był za matkę zboża - upatrywano w nim dobrą wróżbę plonów mimo zawartości silnie trujących i halucynogennych alkaloidów. Ze sporyszu otrzymuje się LSD-25, groźny i bardzo łatwy do przedawkowania narkotyk. A to już nie ma nic wspólnego z wiarą w przesądy.
jerg



Komentarze