Tłumy ludzi przyszły w niedzielę, 1 maja do Skansenu Rzeki Pilicy na Majówkowy Piknik Ludowy, podczas którego było sporo atrakcji dla dzieci i pozostałych zwiedzających.
Duże zainteresowanie wzbudzało stoisko dla najmłodszych prowadzone przez instruktorów Miejskiego Centrum Kultury, którego częścią jest skansen. Przy kamieniach młyńskich i pojazdach wojskowych ustawiono różne tory przeszkód dla dzieci i organizowano inne zabawy ruchowe, wśród których było nawet... wieszanie prania na czas. Trzeba przyznać, że zabawy były udane. Dzieci bawiły się też przy innych stoiskach MCK, gdzie panie instruktorki pomagały im robić wianki, czapki i inne prace plastyczne. Smaczne jedzenie można było zaś kupić przy stoisku z tradycyjnymi potrawami, które serwowały panie z Koła Gospodyń Wiejskich "Stokrotki" z Lubochni.
Pokazały też jak ubija się masło. Na scenie przed stacyjką pokazali się "Mali Lubochnianie", "Smardzewianie" i "Wesołe Ludwiczanki". Zaśpiewała niezawodna grupa "Wokalni" działająca w MCK pod przewodnictwem Beaty Niedzielskiej. Swoje wiersze recytowali też członkowie grupy literackiej "Estawela".
Zainteresowanie budziły stoiska z rękodziełem. Wśród artystek spotkaliśmy Katarzynę Kłopotowską, która mieszka w Wąwale, a w skansenie prezentowała swoją tradycyjną ceramikę i korzenioplastykę. Miała też nowość. -To ceramika mlekowana. Powstaje przez wygrzewanie jej do temperatury 800 st. Celsjusza, a potem kąpana jest w mleku. Dzięki temu uzyskuje fantastyczną właściwość. Kazeina obecna w mleku uszczelnia ceramikę tak bardzo, że można w niej zaparzyć herbatę, kawę czy trzymać w niej żurek na piecu. Jest to ceramika bez szkliwa - tłumaczy Katarzyna Kłopotowska swoje piękne, choć proste i pierwotne naczynia, takie jakich używano dawniej, gdy ludzie nie znali szkliw. Pani Katarzyna cały czas chodzi na różne warsztaty i sama uczy, a poza tym wraz z córką pomaga Ukraińcom, którzy uciekli do Polski przed wojną. To dziewięć osób, matki z dziećmi. Im także pokazuje swój artystyczny, rękodzielniczy świat.
W skansenie odbywały się też warsztaty tkania, które prowadziła Kinga Maciaszczyk-Bednarek, kierowniczka Działu Rozwoju Turystyki w MCK. Używała do tego bardka, czyli deseczki do tkania. - Na nim robi się krajki. Są to pasy, które najczęściej stroiły męski strój ludowy, ale często były też wykorzystywane do wykańczania damskich strojów. Krajki znane są od średniowiecza, najbardziej znanymi wzorami są właśnie słowiańskie - mówi K. Maciaszczyk-Bednarek. W bardku są dziurki, gdzie są nitki stałe i szczeliny, w których nitki się przesuwa, dzięki czemu zmienia się położenie nitek osnowy i w ten sposób się tka. W zależności od tego, jak ułoży się nici osnowy, jakie da się kolory, powstaje określony wzór. Można było spróbować tkania na miejscu. - Drugim elementem, jaki pokazuję, jest tkanie na tabliczkach. Mamy itellum, czyli rodzaj krosna, które jest wygodne do tkania krajek. Wzór robi się według rozrysowanego schematu. Nie trzeba się tu do niczego przywiązywać, mocować, można w każdej chwili od tkania odejść i potem wrócić do pracy - dodaje. Podczas majówki można było zobaczyć także stoisko grupy rekonstrukcyjnej Drużyna Leszego, pokazującej przędzenie wełny i tkanie oraz dawne słowiańskie gry.
Do placówki tego dnia przyszły tłumy. Wielu gości, bo 750, było też w skansenie w sobotę, 30 kwietnia.
Joanna Dębiec



Komentarze