9 lutego, 78 lat po rozstrzelaniu ludności cywilnej w tzw. Molkowym Rowie w Inowłodzu, delegacja dzieci i młodzieży, władz gminy Inowłódz oraz Instytutu Pamięci Narodowej uczciła pamięć ofiar tej zbrodni.
To był odwet za zabicie przez członków polskiego ruchu oporu trzech niemieckich żandarmów. Hitlerowcy w lutym 1944 r. rozstrzelali 30 mieszkańców Inowłodza i okolic. Zbrodni dokonali w wąwozie, w tzw. Molkowym Rowie.
- Widziałem to na własne oczy. W Brzustowie i w Inowłodzu Niemcy złapali 30 mężczyzn. Wśród nich byli nasi sąsiedzi, którzy wracali z pastwiska. Najpierw trzymano ich w areszcie na Zapiecku w Tomaszowie. Następnie rozstrzelano ich w dwóch grupach w wąwozie. Pamiętam dzień egzekucji. Byłem wtedy w tamtych okolicach u kolegi. Usłyszeliśmy strzały i wybiegliśmy zobaczyć, co się dzieje. Leżeli na ziemi rozstrzelani. Mieli na sobie białe koszule i kalesony. Zamordowani Polacy zostali pochowani we wspólnym grobie - wspominał kilka lat temu zmarły niedawno Marian Leksiński.
Po zakończeniu II wojny światowej szczątki pomordowanych zostały przeniesione na cmentarz w Inowłodzu. W centrum miejscowości jest pamiątkowa tablica z nazwiskami mieszkańców gminy zamordowanych i poległych w walce o niepodległość.
78 lat po tych tragicznych wydarzeniach zapłonęły tam znicze i zostały złożone kwiaty. Mieszkańcy gminy pamiętali. Oddali hołd rozstrzelanym. Przecież wśród pomordowanych byli członkowie ich rodzin. W uroczystościach wzięły udział władze gminy na czele z wójtem Bogdanem Kąckim oraz dzieci i młodzież. Przyjechali również przedstawiciele IPN w Łodzi.
ag



Komentarze