Niedawno minęło 25 lat, jak podjąłem współpracę z Tomaszowskim Informatorem Tygodniowym.
Nie była to moja pierwsza przygoda z dziennikarstwem. Wcześniej, od 1994 r., współpracowałem z innym lokalnym tygodnikiem - "Echo", a jeszcze wcześniej, w okresie kiedy byłem pracownikiem TZWS (później Wistom), pisywałem sporadycznie do gazety zakładowej "Włókna Sztuczne". Równolegle z "Echem" i TIT współpracowałem z miesięcznikiem ekologicznym "Pilica". "Echo", tak jak i TIT, i "Pilica", były gazetami prywatnymi.
Dlaczego i jak trafiłem do TIT-u? "Echo" zmieniało właścicieli, coś się zaczęło psuć w zespole redakcyjnym, odchodzili lub zostawali odsunięci współpracownicy. Odszedł Ryszard Gidrewicz, który pisywał też do TIT. To on zarekomendował mnie Agnieszce Łuczak, będącej sekretarzem redakcji. Agnieszka powiedziała (zapewne po konsultacjach z Andrzejem Kucharczykiem): "Niech pisze". I tak się stało.
Jakie były te minione 25 lat? Różne. Zdarzały się tematy "hiciory", które czasami podejmowały inne gazety, w tym ogólnopolskie. Była też żmudna dziennikarska robota, relacje i sprawozdania z imprez i wydarzeń, teksty informacyjne i zapowiedzi. Robiłem wywiady z osobami znanymi i zwykłymi ludźmi. Cały czas uczyłem się dziennikarstwa od innych. Z czasem moją ulubioną dziedziną stała się historia lokalna. Pozyskiwałem informacje od regionalistów, ze źródeł pisanych, ze wspomnień starszych ode mnie i od uczestników zdarzeń sprzed lat. Bywały i wpadki powodowane, cóż tu dużo mówić, brakiem rzetelności, pomyłki, za które musiałem przepraszać. Wiadomo, nie myli się tylko ten, co nic nie robi, w tym wypadku pisze.
Mam już swoje lata, kondycja już nie najlepsza, odpuszczam więc tematy i dziedziny życia regionu, którymi się wcześniej zajmowałem. Została historia lokalna, której chcę być wierny. Za jej przypominanie bywam chwalony przez czytelników i to mnie cieszy. Ktoś w redakcji nazwał mnie "redaktor senior", bo chyba tak jest ze względu na wiek (rocznik 1944) i staż w zespole redakcyjnym. Z okazji swojego jubileuszu pozdrawiam czytelników.
Jan Pampuch



Komentarze