Co pomyślą sobie inni? Wyzwanie, jakim jest występowanie przed obcymi ludźmi, jak i znajomymi z pracy bądź z sąsiedztwa, może przyprawić o poważną tremę i stres.
Zawodowo zajmują się kompletnie innymi tematami. Są tu młodzi , jak i starsi pasjonaci teatru, którzy odkryli swoje zamiłowanie do występów na scenie niespełna rok temu. Czy aktorzy z Teatru na Zamku bardzo przeżywają swoje występy czy może wręcz przeciwnie? Odpowiedzi na to pytanie udzielili nam współtwórcy teatru.
- Kiedyś bardzo przerażały mnie występy publiczne, dzisiaj trochę mniej, ale odkąd pamiętam, zawsze miałem z tym problem. Za każdym razem wiązało się to z mniejszym lub większym stresem. Nigdy jednak nie występowałem w roli aktora i mam nadzieję, że praca z fajnymi ludźmi pod okiem profesjonalisty, jakim niewątpliwie jest Remigiusz, pozwoli mi nad tym strachem zapanować i będzie to dla mnie jakaś forma terapii - odpowiada Wojtek Haduś odtwórca głównej roli, jak i teatralny debiutant.
- Zależy. Ale od czego, to w sumie nie wiem. Pamiętam siebie z czasów, kiedy pracowałam w korporacji i czasami wystąpienia mnie paraliżowały. Trzęsłam się jak po pracy z młotem pneumatycznym! A czasami wychodziłam i jakbym była sama na sali, bez strachu i spięcia. Myślałam, że na scenie będzie trudno, ale tam nie jestem Iwoną. I to pomaga! - odpowiada Iwona Wójcicka
- Czy wystąpienia przed publicznością cię przerażają?
- Nie powiedziałbym, że przerażają, a bardziej, że nakręcają. Za każdym razem, kiedy mam wyjść na scenę, mam to samo niepowtarzalne uczucie, wiem, że zaraz dam z siebie wszystko. A jeśli chodzi o doświadczenie, to nabierałem go od lat najmłodszych, kiedy grałem w szkolnych przedstawieniach. Jedną z moich pierwszych ról była postać Wielkiego Baja na Gminnych Teatraliach. Rola szalonego inspicjenta w naszej inauguracyjnej sztuce była pierwszą, gdzie mogłem się pokazać większej publiczności. Te wszystkie doświadczenia sprawiają, że umiem przekuć tremę na bardzo pozytywne uczucie - wyjaśniaFilip Owczarek, uczeń III LO w Tomaszowie Mazowieckim. Zamiłowanie do sztuki sprawia, iż coraz poważniej zaczyna myśleć o zawodowej karierze aktorskiej.
- Nie przerażają mnie, wręcz lubię ten smak adrenaliny. Uczucia, jakie towarzyszyły mi na premierze "Zemsty", były tak niesamowite i fascynujące, że znów nie mogę doczekać się wyjścia na scenę. Przyznaję jednak, że w przeszłości bywały i gorsze momenty. Pamiętam, jak na jednej z akademii, przed całą szkołą spadła mi spódniczka na podłogę albo jak będąc już na środku sceny, zupełnie zapomniałam tekstu wiersza i na poczekaniu wymyśliłam swoją wersję. Bardzo mnie to teraz śmieszy. Z tremą z dziecinnych lat już się uporałam. W dużej mierze przyczyniła się do tego praca, którą wykonywałam w Anglii (zajmowałam się marketingiem centrum konferencyjnego). Wystąpienia publiczne należały do moich obowiązków. Jako ciekawostkę mogę dodać, iż na jednej z konferencji witałam księcia Wiliama - odpowiada Dominika Pawelska.
Na to pytanie odpowiedzi udziela również reżyser spektakli Remigiusz Caban, nazywany przez ekipę duchem opiekuńczym.
- Mobilizują mnie. Doświadczenie, owszem, mam spore (w tzw. spiczach do publiczności). Gdy o scenę idzie, to byłem jedynie statystą w Teatrze Współczesnym u Macieja Englerta. Pomysł, żeby zostać aktorem, umarł pod drzwiami sali, w której odbywały się tzw. konsultacje przed egzaminami na Wydział Aktorski (i dobrze). Praca z początkującymi aktorami to ciekawe doświadczenie - mówi Remigiusz Caban. - Nie dochodzi tutaj do zjawiska takiego jak zazdrość czy wieczna rywalizacja, panuje tutaj rodzinna atmosfera.
Grupa zachęca wszystkie osoby, które chciałyby spróbować swoich sił w aktorstwie, do dołączenia do Teatru na Zamku w Inowłodzu.
A dla dwóch pierwszych osób, które w czwartek odwiedzą redakcję i kupią gazetę oraz wyrażą chęć uczestnictwa w spektaklu, są dwa zaproszenia.
W.L.
Na zdjęciu: Reżyser przy pracy. Fot. Sebastian Banaś



Komentarze