Kolejna "Potańcówka w Glinie" odbędzie się już w najbliższą w sobotę, 5 sierpnia od godz. 18.00 w świetlicy wiejskiej w Glinie.
Jak co roku Kapela Gmajów, a także kapele: Bobrowianie, Grzegorza Tomaszewskiego z Luboczy i Barbary Branickiej Gromek przygrywać będą do tańca na wyjątkowej "wiejskiej zabawie w dawnym stylu".
- Pierwsze potańcówki na Glinie sięgają początku lat 90. ubiegłego wieku, niestety, po kilku latach impreza ta została przerwana. Pomysł na jej przywrócenie powrócił w 2015 roku - wspominały Teresa Gmaj i Grażyna Sarnecka w rozmowie z portalem Lubocz.pl w marcu 2018 r. Już ta pierwsza po przerwie odbyła się z dużym rozmachem. Niewielka Glina ugościła miłośników tańca i muzyki ludowej nie tylko niemal z całej Polski, ale i z zagranicy - z Francji i Rosji. I to jak! Tamtejsze, najmłodsze wówczas gminne Koło Gospodyń Wiejskich na czele z przewodniczącą Grażyną Gmaj i wraz z radną Katarzyną Kłopotowską oraz sołtyską Ewą Szulc, przy współpracy z muzykami pielęgnującymi pamięć skrzypka Kazimierza Mety, zadbało o przywołanie klimatu dawnych potańcówek - podkreśla z kolei Jacek Zakrzewski w swojej relacji w serwisie samorządowym. Wszyscy zaś, że ani w tej, ani w kolejnych edycjach nie były to tylko muzyka i tańce. Imprezom towarzyszyły inne ciekawe przedsięwzięcia: warsztaty (pieśni i tańców z Gliny, ale też wirowania i lania miodu), wystawy plenerowe, jarmarki i prezentacje wyrobów rękodzielniczych, projekcje filmów.
W 2015 r. zorganizowano też szczególne wspomnienie o, przywołanym już wcześniej, Kazimierzu Mecie. Zatrzymajmy się przy nim na chwilę, gdyż postać to, nie tylko dla Gliny, wyjątkowa. Andrzej Bieńkowski, prezes fundacji Muzyka Odnaleziona przyrównał go we wspomnieniach do malarza Nikifora. Meto, ksywka "Kazio", był tak jak on wiejskim "odmieńcem", łatwym obiektem drwin, ale przede wszystkim - naturalnym talentem i samoukiem. Jako 14-latek zrobił sobie sam skrzypce z deski i usiłował grać, a gdy jego ojciec zorientował się, że mu to wychodzi, kupił mu prawdziwy instrument. Kazimierz uczył się gry na nim, podsłuchując miejscowych mistrzów. Nie tylko oryginalnie ogrywał mazurka, w dużej mierze jego muzykę stanowiły własne kompozycje. Mieszkał z bratem Józefem, znakomitym basista i jego rodziną, z nim też tworzył (nie bójmy się tego słowa) legendarną kapelę Metów. W 1981 r. kapela z Gliny otrzymała Basztę - główną nagrodę Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym, a sam Kazimierz pierwszą nagrodę w kategorii solistów-instrumentalistów. W 1999 r. uhonorowano ją Nagrodą im. Oskara Kolberga. Kazimierz Meto zmarł w 2008 r. Siedem lat później jego imię symbolicznie nadano zainscenizowanemu w centrum Gliny rondu (łącząc to z nadaniem nazwy ulicy Kilimkowej), odsłaniając też kopię wykonanego przez niego stracha.
Parafrazując J. Zakrzewskiego, w wiejskim tańcu wciąż uśpiona jest bowiem wielka siła. Przekona się o tym z pewnością każdy, kto skorzysta z zaproszenia.
wk
Na zdjęciu: Kazimierz Meto na swoim podwórku, Glina, 1960-69 (fot. Archiwum Muzyki Wiejskiej/fundacja Muzyka Odnaleziona)



Komentarze