Wprawdzie Mariusz Sobański nie znalazł się nigdy w gronie osób, które prezydent Marcin Witko honoruje statuetkami "Panny na niedźwiedziu" za promowanie miasta, to dla wielu miłośników jazzu z całej Polski symbolem Tomaszowa są organizowane przez niego imprezy.
Niezbyt często się zdarza, by w kameralnej atmosferze spotkać się i porozmawiać z artystami takiego formatu jak Ryszard Horowitz czy Czesław "Mały" Bartkowski, by posłuchać o polskiej muzyce wg Pawła Brodowskiego i by wreszcie uczestniczyć w cyklu koncertów wspaniałych jazzowych kapel.
Tak było od minionego czwartku do soboty w czasie kolejnego "Volbórka Jazz Festivalu". Niejako w cieniu hucznych Dni Tomaszowa na przekształconej w festiwalowy teren ulicy Rzeźniczej - zmienionej na Rzeźnicza/Karewicza - liczna grupa słuchaczy z całej Polski delektowała się grą Kapeli Irka Wojtczaka, Jazz Ensamble Feat Marka Kądzieli czy występem Orkiestry Jazzowej Akademii Muzycznej w Łodzi.
A w sobotę nasz plac Kościuszki i tereny nad Wolbórką były świadkami "Cudu" - jazzowej parady ulicami miasta, bluesowych klimatów w wykonaniu Marka Makarona Motyki i ukwieconego kolejnego Dnia Motyla.
Wielka szkoda, że dwie świetne imprezy, adresowane wprawdzie do miłośników odmiennych muzycznych klimatów, nałożyły się na siebie. Wielu ludziom humor zepsuła konieczność wybierania między fantastycznym koncertem Kazika, a dyplomowym koncertem orkiestry łódzkiej Akademii Muzycznej. Może to w naszym mieście niemożliwe, ale chyba warto pokusić się, by do takich zbitek dochodziło jedynie w wyjątkowych sytuacjach.
and



Komentarze