Tłumy chętnych oglądały w sobotę, 13 maja schron obrony cywilnej przy ul. Polnej, otwarty z okazji Nocy Muzeów. Ustawiały się wielkie kolejki, a ludzie dyskutowali, co by było, gdyby wybuchła u nas wojna i gdzie można byłoby się wtedy schować...
W klimat czasów PRL, zagrożenia zimną wojną i kolejek za papierem toaletowym czy cukrem przenosili 13 maja pasjonaci historii i schron, którym się opiekują. Żeby do niego wejść, trzeba było uzbroić się w cierpliwość i odstać swoje niczym w minionej epoce. Stanie w długiej kolejce umilało oglądanie pojazdów militarnych ustawionych u zbiegu ul. Polnej oraz Żwirki i Wigury. Kto wszedł do środka schronu, nie rozczarował się, bo to jeden z niewielu tak dobrze zachowanych tego rodzaju obiektów w Polsce. Wybudowano go w roku 1962, a zmodernizowano w latach siedemdziesiątych minionego wieku.
Obiekt składa się z 36 pomieszczeń. Docelowo był przeznaczony dla 200 osób. To tylko około 2 metry kwadratowe na osobę, ale jak mówi Michał Stec, opiekujący się tym miejscem z Pawłem Gradem, i tak dużo, bo w innych schronach, np. w Łodzi, standardem jest pół metra na osobę. W środku było ciasno, nieco ciemno, jak w piwnicy, ale pasjonaci opowiadali tak ciekawie, że można było poczuć się jak w PRL-u. Schron cieszy się zainteresowaniem także dlatego, że ludzie po napaści Rosji na Ukrainę obawiają się wojny, tego, że nie mieliby się gdzie ukryć, gdyby i u nas doszło do konfliktu zbrojnego. I obawy te są zasadne, bo jak dowiedzieliśmy się od Michała Steca, w naszym mieście jest łącznie tylko 14 obiektów ukrycia.
J.D.



Komentarze