Zakłady Przemysłu Wełnianego Tomtex SA w Starzycach można było zwiedzać w sobotę, 13 maja podczas Nocy Muzeów. Zainteresowanie było ogromne, ale nie każdy, ze względu na ograniczoną liczbę miejsc podczas oprowadzania, mógł wejść.
Tomtex można było zobaczyć w ramach Nocy Muzeów po raz pierwszy. Przewodnikiem po fabryce był Dominik Chaber, kierownik działu wykańczalni tej firmy. Pierwsze wzmianki o zakładzie można znaleźć w dokumentach datowanych na 1857 rok. Wówczas to Zusman Bornstein zaczynał tu swoją produkcję tkanin, mając zaledwie kilka krosien. Dominik Chaber mówił o początkach włókiennictwa w Tomaszowie. Pokazał m.in. budynek, w którym dziś funkcjonuje Tomtex z 1969 r.
- Skupia w sobie przędzalnię, tkalnię, wykańczalnię i magazyn wyrobów gotowych - mówił. To wszystko można było zobaczyć w sobotę. D. Chaber opowiadał o całym procesie robienia tkanin, zarówno w dawnych czasach, jak i dziś.
Starsi tomaszowianie, którzy tam pracowali, wspominali dawniejsze czasy i historie, a młodsi mieli okazję zobaczyć fabrykę "od kuchni", dowiedzieć się, co to jest i jak wygląda wiskoza, jak robi się melanż na tkaninie, co to jest runo, niedoprzęd, przędza, osnowa i wątek. Pokazano proces tkania i wielkie szpule zakładane na krosna.
Dominik Chaber mówił też o błędach tkackich. - Kontrola jakości odbywa się tylko i wyłącznie ludzkimi oczami. Większość błędów możemy naprawić. Robi się to na oddziale cerowarni. Tu naprawiamy tkaniny w sposób najbardziej tradycyjny, czyli za pomocą ludzkich rąk - opowiadał D. Chaber. Potrzeba do tego mnóstwo cierpliwości. Chętni oglądali folowanie tkaniny, które odbywa się na mokro. Niektóre tkaniny w Tomteksie wykańczane są za pomocą wielkich pralek automatycznych. Mają wsady po 45 kg. Maszyny i praca ludzi robiły wrażenie.
Joanna Dębiec



Komentarze