"Zimni ogrodnicy" to normalne o tej porze roku zjawisko klimatyczne charakterystyczne dla środkowej Europy.
Majowe fale chłodów rzadko kiedy bywały pojedyncze, zazwyczaj pojawiały się dwukrotnie i nie trwały dłużej niż tydzień. 12 maja to dzień, który od wieków spędza sen z oczu sadownikom.
Tego dnia rozpoczynają się bowiem "zimni ogrodnicy" ("Pankracy, Serwacy, Bonifacy - każdy swoim zimnem raczy"), nazwanych tak od imion świętych Kościoła katolickiego, których liturgiczne wspomnienia przypadają od 12 do 14 maja. Czas niepokoju o kwitnące drzewa trwa aż do "zimnej Zośki", czyli do 15 maja. Nocne przymrozki w tym czasie nie są żadną anomalią i nie należą wcale do rzadkości.
Ludowe klechdy głoszą, że gdy św. Zofia nie chciała wybrać żadnego z trzech kochających się w niej ogrodników, ci ze złości zmrozili rozwinięte kwiaty w jej ogrodzie. Dlatego tradycja ludowa twierdzi, że wiosenna pogoda, naprawdę łagodna i bez niespodziewanych przymrozków, przychodzi dopiero po "zimnej Zośce", czyli po 15 maja. Z tego powodu większość letnich kwiatów i warzywa wrażliwe na gwałtowne zmiany temperatury, takie jak pomidory, sieje się lub wysadza do gruntu dopiero pod koniec maja.
Dawniej w takie majowe noce rozpalano w sadach ogniska, aby ochronić kwitnące drzewa przed mrozem. Stawiano zbiorniki z zimną wodą, aby mróz kierował ku nim swoje zamiary, omijając rośliny. 14 maja - w ostatniego "ogrodnika", Bonifacego - gospodarze obchodzili swe pola, aby sprawdzić, jak wzeszły zasiewy i czy przymrozek nie wyrządził znacznych szkód. Choć zabarwienie emocjonalne stosunku do świętych Pankracego, Serwacego i Bonifacego było raczej negatywne, to właśnie ku nim zanoszono modły, gdy w środku maja pojawiały się przymrozki. Kiedy świętym ogrodnikom coś z tym wstawiennictwem nie wychodziło - wiosna "warzyła się" i drzewa gubiły kwiaty. Stąd wzięło się tytułowe przysłowie: "Pankracy, Serwacy i Bonifacy to źli na ogrody chłopacy" i określenie "święci złodzieje" (kwiatów).
jerg



Komentarze