Anna z Zaborowa ma niespełna 43 lata, dwóch wspaniałych synków i plany na przyszłość, które niestety krzyżuje podstępna choroba - nowotwór złośliwy jajnika. Przeszła ciężkie cykle chemioterapii, a teraz zaczyna leczenie, które nie jest już refundowane. Potrzebuje wsparcia.
Anna Pierścińska zawsze była zdrową, energiczną i wesołą dziewczyną o długich, czarnych włosach. Teraz na jej twarzy częściej pojawia się smutek, a chemia zabrała włosy. Anna się jednak nie poddaje, ma dla kogo żyć. - Choroba przyszła nagle, jak grom z jasnego nieba. Na początku sierpnia ubiegłego roku zaczął mnie bardzo mocno boleć brzuch. Ledwo dotarłam do lekarza. Wykonano mi badanie USG, a następnie szybko skierowano mnie do szpitala na natychmiastową operację. Okazało się, że to nowotwór złośliwy jajnika - mówi kobieta. - Tak zaczęła się moja walka o być albo nie być. Muszę wychować moje dzieci - dodaje.
Po operacji przeszła osiem cykli chemioterapii. Każdy kolejny coraz bardziej osłabiał jej organizm. - Człowiek po prostu pada, nie ma na nic siły. Nikomu tego nie życzę - wyznaje mieszkanka Zaborowa. Przez cały czas stara się być silna dla synów, których wychowuje samotnie. Jest po rozwodzie. Dzieci mają 6 i 12 lat. Jeden chłopiec chodzi do zerówki, drugi do piątej klasy. W opiece nad nimi pomagają rodzice Ani. Na szczęście mieszkają blisko i nie zostawili jej bez wsparcia. Serce okazują jej także m.in. znajomi, pani prezes oraz pracownicy Zakładu Gospodarki Wodno-Kanalizacyjnej, a także Zespół Szkół w Komorowie, do którego uczęszczają jej dzieci.
- Dla moich synów staram się, mam motywację do leczenia. Nawet gdy po chemii było ze mną bardzo źle, musiałam wstać, musiałam znaleźć w sobie siłę - powiedziała mi. Nie chce, żeby synowie się bali. Chce dla nich wyzdrowieć. Tłumaczy im, że jej włosy odrosną jeszcze ładniejsze, niż były wcześniej, tylko musi dojść do siebie po operacji. Żeby tak się stało, w maju podejmuje kolejną walkę o zdrowie. - Leczyłam się w Szpitalu Klinicznym im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie i tam dalej będę mieć konsultacje, a jednocześnie w maju zaczynam dalsze leczenie wspomagające w Instytucie ImmunoMedica, także w Warszawie. Niestety nie jest ono refundowane, przez co jego koszty są bardzo obciążające - mówi Anna. Obecnie przez chorobę nie pracuje, jej dochodem jest świadczenie rehabilitacyjne. - Pomagają mi również najbliżsi. Nie jestem jednak w stanie dalej pokrywać kosztów nierefundowanego leczenia, które daje naprawdę bardzo pozytywne efekty. Instytut ImmunoMedica oferuje terapie zintegrowane, wdrażane przez lekarzy specjalistów. Takie metody są stosowane np. w Niemczech, u nas to są bardzo duże koszty - dodaje. Jej największym marzeniem jest pokonać raka i wychować ukochanych synów.
Annę można wspomóc poprzez zbiórkę założoną przez Fundację Rakiety dostępną pod adresem:
https://fundacjarakiety.pl/podopieczni/anna-pierscinska/?fbclid=IwAR0c2DRrw6NWE6gI6sDfRpDbbH5L8m5UhGOImCw8dcCe-j8AtEDT9Co__kA
Można też ją wesprzeć przelewem na konto. Numer konta Fundacji: 52 1050 1025 1000 0090 3010 4252. Tytuł przelewu: Anna Pierścińska. Dane odbiorcy: Fundacja Onkologiczna Rakiety, al. Rzeczypospolitej 2/U-2, Warszawa. Kto się jeszcze nie rozliczył, może przekazać 1,5 proc. podatku: 1,5%, KRS: 0000414091, cel szczegółowy: Anna Pierścińska.
Joanna Dębiec



Komentarze