A robią to już od 25 lat, czyli od czasu powstania hospicjum domowego, którego założycielką była dr Alina Goska i które do dziś, mimo różnych przeciwności losu, jest przez nią prowadzone, niosąc nieocenioną pomoc terminalnie chorym i ich rodzinom. Robią to bez rozgłosu, błysku fleszy i tylko ci, którzy ze wsparcia "hospicyjnych aniołów" skorzystali, wiedzą, ile im zawdzięczają. Z okazji jubileuszu placówka otrzymała patronkę – Stanisławę Leszczyńską, "położną z Auschwitz", która stała się symbolem walki o życie.
Uroczystości związane z nadaniem imienia Służebnicy Bożej Stanisławy Leszczyńskiej hospicjum domowemu dr Aliny Goski odbyły się 30 października. Pierwsza część przy ul. Cekanowskiej 5, gdzie mieści się Niepubliczny Zakład Opieki Paliatywno-Hospicyjnej (w skład którego wchodzi hospicjum domowe oraz poradnia medycyny paliatywnej), a kolejna w kościele pw. NMP Królowej Polski przy ul. Słowackiego.
Wśród tych, którzy w tym wyjątkowym dniu towarzyszyli zespołowi hospicjum, byli m.in.: przedstawiciele środowisk i placówek medycznych, radnych miejskich i powiatowych, instytucji współpracujących z hospicjum, rodzin chorych objętych opieką placówki oraz duchowieństwa, na czele z kardynałem Grzegorzem Rysiem, który poświęcił siedzibę NZOP-H, a następnie przewodniczył mszy odprawionej w intencji jego pracowników. Przed nabożeństwem metropolita łódzki oraz dr Alina Goska uczestniczyli w rozmowie o Stanisławie Leszczyńskiej, którą moderował Łukasz Głowacki, dyrektor Radia Plus Łódź. Po mszy uczestnicy uroczystości mieli okazję obejrzeć film dokumentalny pt. "Położna" w reżyserii Marii Stachurskiej.
– Wybór patrona dla naszego hospicjum nie był łatwy. Szukaliśmy go bardzo długo. Ktoś podpowiedział Stanisławę Leszczyńską. Gdy zaczęliśmy o niej czytać, lepiej ją poznawać, stwierdziliśmy, że to odpowiednia postać, bo każdy obszar jej życia może być dla nas inspiracją – mówi doktor Alina Goska. Jak dodaje, niejako przy okazji zrodził się też pomysł powołania do życia fundacji, która będzie wspierać działania Hospicjum Domowego im. Stanisławy Leszczyńskiej (choć zakres statutowych działań ma być znacznie szerszy), a nosić będzie nazwę "W jednym pantofelku", nawiązującą do bycia w ciągłej gotowości do niesienia pomocy.
-
Najstarsze hospicjum w Tomaszowie
Termin palium (łac. pallium) wywodzi się od łacińskiego słowa oznaczającego "płaszcz" i symbolizuje wszechstronną, "płaszczową" opiekę nad pacjentami, którzy nie mogą zostać wyleczeni. Skupia się na poprawie jakości życia i łagodzeniu cierpień, a nie na leczeniu choroby.
Ćwierć wieku od rozpoczęcia działalności hospicjum domowego dr Aliny Goski minie dokładnie 2 stycznia 2026 roku, ale pierwsza założona przez nią poradnia medycyny paliatywnej powstała już w 1994 roku. – Po zamieszkaniu i podjęciu pracy w Tomaszowie Mazowieckim rozpoczęłam w szpitalu specjalizację z chirurgii na oddziale, którego ordynatorem był doktor Witold Dąbrowski, i jednocześnie pracowałam w Pogotowiu Ratunkowym. Wtedy zobaczyłam, jak wielka jest potrzeba zajęcia się osobami z chorobą nowotworową, które bardzo cierpią. W wielu przypadkach ich życie trwało od zastrzyku do zastrzyku z morfiny, a my – jako lekarze – nie mogliśmy im nic więcej wówczas zaoferować – wspomina A. Goska. – Kiedy studiowałam na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, nie było specjalizacji z medycyny paliatywnej. Jedna z moich znajomych podpowiedziała mi, że prof. Jacek Łuczak z Kliniki Anestezjologii i Opieki Paliatywnej w Poznaniu prowadzi kursy przygotowujące lekarzy do pracy na oddziałach paliatywnych. Po ich skończeniu poprosiłam dyrektora szpitala w Tomaszowie, by dał mi jakieś miejsce i raz w tygodniu karetkę, bym mogła stworzyć poradnię. Z jedną pielęgniarką i jednym lekarzem przez sześć lat prowadziliśmy ją na zasadzie wolontariatu.
W 2000 roku zakiełkował pomysł, by powołać do życia hospicjum domowe. Łatwo nie było, ale się udało. – Pamiętam, że pierwszy kontrakt podpisaliśmy z Kasą Chorych na trzy miesiące, na 15 chorych – mówi założycielka hospicjum. – Szybko zaczęliśmy kompletować niezbędny sprzęt – łóżka, materace przeciwodleżynowe, koncentratory tlenu, wózki inwalidzkie, rękawy do masażu limfatycznego itd. Rozrastał się też zespół. Z pierwszego składu nadal pracuje z nami pielęgniarka Ewa Golenia. Ale i inne osoby są od kilkunastu lat. W tej chwili mamy trzech lekarzy, siedem pielęgniarek, dwie rehabilitantki, panią psycholog. Współpracuje też z nami ksiądz. Cały czas szkolimy się, by jak najlepiej opiekować się naszymi pacjentami.
Początkowo poradnia i hospicjum funkcjonowały w różnych lokalizacjach. Potem przeniosły się do obecnej siedziby przy ul. Cekanowskiej 5. Tu opieką i wparciem otaczane są nie tylko osoby z chorobą nowotworową, ale także – jak informuje dr Goska – chorzy ze stwardnieniem zanikowym bocznym, zaawansowanym stwardnieniem rozsianym oraz z rzadkimi jednostkami chorobowymi, które są ściśle określone przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Część, która nie wymaga opieki domowej, przychodzi do poradni. Podopiecznych hospicjum członkowie zespołu odwiedzają w domach, monitorują ich stan zdrowia, dostosowują leczenie do potrzeb, a także uczą codziennej pielęgnacji i wspierają rodziny. Opieka jest całkowicie bezpłatna, podobnie jak wypożyczenie sprzętu medycznego.
-
To nie tylko praca
Działania pracowników hospicjum dr Aliny Goski bardzo często nie ograniczają się tylko do opieki medycznej. – Kiedy przychodzi się do kogoś do domu przez dłuższy czas, nie sposób się z nim i jego rodziną nie zżyć, nie przejmować się ich losem czy sytuacją – mówi Alina Goska. – Pamiętam np. historię jednej z naszych podopiecznych. Gdy umierała, okazało się, że ma bardzo skomplikowaną sytuację, zadłużone mieszkanie. Aby jej dzieci nie zostały bez dachu nad głową, organizowaliśmy zbiórki pieniędzy na spłatę tego długu. We współpracy z miastem znaleźliśmy im też inne mieszkanie. Mieliśmy także przypadek, że w domu naszego chorego wybuchła butla z gazem. Mieszkańcom udało się uciec, ale dom cały spłonął. Tu również staraliśmy się zebrać pieniądze, żeby umożliwić im nowy start. Były też sytuacje, że nasze dziewczyny podczas wizyt domowych kupowały za własne pieniądze jedzenie, bo ktoś nawet na to nie miał środków, albo załatwiały obiady, opał czy pomagały w inny sposób. Jednemu panu kupiliśmy piecyk.
– Nasze wizyty rzadko trwają od godziny do godziny. Wielu z naszych podopiecznych potrzebuje bliskości innej osoby, rozmowy, potrzymania za rękę, podniesienia na duchu. Zostawiamy im swoje numery telefonów, by mieli z nami kontakt w każdej chwili, a my żebyśmy mogli reagować na bieżąco – dodaje pielęgniarka Ewa Golenia.
O całym swoim zespole dr Goska wypowiada się bardzo ciepło. – To wspaniali ludzie. My nie tylko ze sobą pracujemy, my się przyjaźnimy i jesteśmy dla siebie wsparciem. W ciągu roku spotykamy się na różnych wydarzeniach integracyjnych, modlitwach, ale też prywatnie. O atmosferze w zespole niech świadczy fakt, że jedna z pielęgniarek podjęła decyzję o odejściu na emeryturę, po czym wróciła i powiedziała, że bardzo jej nas brakowało. Równocześnie jest to bardzo wykwalifikowany zespół z wielką wiedzą i doświadczeniem. Większość pielęgniarek ma specjalizację z medycyny paliatywnej – mówi.
-
Powiedzieć "dziękuję" to za mało
Pracę i wsparcie docenią również bliscy podopiecznych hospicjum domowego dr Aliny Goski. Wiele osób przyznaje, że gdyby nie udzielona im pomoc, nie poradziliby sobie z chorobą najbliższych, opieką nad nimi czy ich utratą.
– Pielęgniarki z hospicjum domowego, które opiekowały się moją chorą żoną, były niezwykle troskliwe, profesjonalne i pełne empatii. Z oddaniem wykonywały swoją pracę, dbając nie tylko o stan fizyczny, ale i o komfort psychiczny nie tylko mojej żony, ale i całej rodziny. Ich obecność dawała nam poczucie bezpieczeństwa i wsparcia w najtrudniejszych chwilach niezależnie od pory dnia czy nocy. Okazywały ogromne serce i zrozumienie, cierpliwością, delikatnością i ciepłem towarzyszyły nam w najtrudniejszych chwilach, aby godność chorego nie została w żaden sposób naruszona. Ich obecność w naszym domu była nieoceniona i bez ich pomocy nie dalibyśmy sobie rady. Aniołki – zwierzył się nam pan Waldemar.
– Chciałabym z całego serca podziękować pani doktor i wszystkim pielęgniarkom, a w szczególności pani Ewie Pietruszczak-Wojtaszek, pracującym w Hospicjum Domowym przy ul. Cekanowskiej, które otoczyły opieką mojego ukochanego tatę w ostatnich miesiącach jego życia. Pomoc na najwyższym poziomie, możliwość wypożyczenia sprzętu, porady, częste wizyty, a co najważniejsze okazane serce, życzliwość i wsparcie w tak trudnym czasie były dla nas bardzo ważne i nieocenione. Anioły z hospicjum sprawiły, że razem z moją mamą przeszłyśmy przez ten trudny czas z poczuciem bezpieczeństwa – powiedziała z kolei pani Iwona.
– Pani dr Goska była pełna współczucia i wrażliwości dla mojego taty, dla jego cierpienia i schorzeń współistniejących utrudniających egzystencję w tym trudnym czasie. Była dla nas dostępna pod telefonem w bardzo nietypowych godzinach, zdecydowanie poza godzinami pracy hospicjum. W domu na wizyty pojawiały się także pielęgniarki, zarówno do naszego przeszkolenia, jak i pomocy w trudniejszych działaniach. Przykro mi jest słuchać, że w ostatnich latach hospicjum prowadzone, wymyślone i zarządzane przez panią doktor Goskę boryka się z opiniami deprecjonującymi jego działalność. Jest to o tyle smutne, że wiem doskonale, ile sił pani doktor włożyła w funkcjonowanie tego hospicjum i ile siebie oddała dla swoich pacjentów, którzy nie rokują, którzy zostali już skreśleni z listy tych, na których warto wyłożyć środki i którzy najnormalniej w świecie nie są interesujący dla ogromnej większości świata medycznego – opowiada o swoich odczuciach pan Maciej.
– Podczas choroby mojego taty, na wizyty pani doktor mogliśmy liczyć nie tylko dwa razy w tygodniu, jak funduje to NFZ, zawsze pomocna i uśmiechnięta, zawsze z sercem na dłoni. Naszą pielęgniarką była pani Ewa Golenia, kobieta anioł... Była zawsze wtedy, kiedy jej potrzebowaliśmy. Dla nas jest jak rodzina, była przy tacie przed śmiercią, uspokajała nas, tłumaczyła, co mamy dalej robić, jak się zachowywać. Hospicjum jest świetnie zorganizowane, jeśli chory potrzebuje większego wsparcia, to można skorzystać z pomocy psychologa, fizjoterapeuty oraz księdza. W listopadzie minie rok jak taty nie ma z nami, ale nigdy nie zapomnę tego, co dla nas zrobiło hospicjum – mówi pani Natalia.
– W hospicjum doktor Aliny ważny jest zarówno pacjent, jak i jego najbliżsi, którzy tak jak np. ja kompletnie nie radzą sobie z zaistniałą sytuacją. Dziś wiem, że bez pomocy hospicjum, nie dałabym sobie rady. Miałabym wyrzuty sumienia i doszczętnie zszarganą psychikę, a tak moja mama i ja zostałyśmy przeprowadzone przez ten traumatyczny proces z ogromnym ciepłem, zaangażowaniem i profesjonalizmem. Życzę każdemu choremu takiej opieki, jaką gwarantuje ta placówka – podsumowuje pani Marta.
Zdjęcia z uroczystości dostępne na naszym FB: https://www.facebook.com/share/p/1BxPCpm49D/
Mar Maj



Komentarze