Takich tabliczek w przestrzeni publicznej jest coraz więcej. To, co kiedyś uznawane było za wspólne, dzisiaj często jest oznakowane, ogrodzone czy zamknięte szlabanami. Tak jest na osiedlach domków (miejskich czy podmiejskich), ale również na blokowiskach.
– Kiedyś osiedla budowane były jako wspólna przestrzeń z granicami działek. Dzisiaj powstają enklawy do wyłącznej dyspozycji – mówi nam Jan Nowakowski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Przodownik".
Szlabany stoją przy wjazdach na parkingi osiedlowe przy Głowackiego, Rolnej, Smugowej czy Ogrodowej. W niektórych miejscach ogradzane są całe tereny przed blokami, tak jak na Niebrowie czy przy ul. Polnej. Przyczyn tego grodzenia jest wiele. Chodzi przede wszystkim o miejsca postojowe. Mieszkańcy chcą mieć własne, najlepiej przypisane do swojego samochodu. Tak, żeby nikt nie zastawiał tej przestrzeni pod ich oknami.
Innym problemem są odpady (ten czynnik miał zadecydować o ogrodzeniu bloku przy Polnej – pisaliśmy o tym na naszych łamach), których tony lądują pod osiedlowymi kontenerami. Nie tylko te produkowane przez mieszkańców danej nieruchomości, ale również podrzucane z zewnątrz.
-
Jest ciszej pod oknami
– Ważny jest też spokój. Teren wokół naszego bloku jest od niedawna ogrodzony. Jest lepiej, ciszej, bezpieczniej. Pod oknami nie jeździ tyle aut. Przed wejściami do klatek schodowych nie zbierają się już jakieś lupy To był bardzo dobry pomysł – mówi nam mieszkanka osiedla Niebrów.
O budowie ogrodzeń, szlabanów decydują sami mieszkańcy. Ci zrzeszający się w ramach wspólnot, ale też tam, gdzie nieruchomościami zarządza bezpośrednio spółdzielnia. – Decyduje większość. Prowadzimy ankietę, jest sporządzany kosztorys. Wydatki na budowę takich urządzeń ponoszą sami mieszkańcy w ramach funduszu remontowego – jednego budynku lub kilku, jeśli inwestycja dotyczy wielu nieruchomości – wyjaśnia J. Nowakowski.
– To trochę znak czasu. Nowe osiedla od razu są grodzone. Mieszkańcy tych starszych też chcą mieć taki luksus – uważa jeden z mieszkańców Tomaszowa.
-
Nie wchodzić! To moje!
Ten znak czasu widać też na osiedlach domków jednorodzinnych. Zwłaszcza w rozbudowujących się miejscowościach okalających Tomaszów. W Wąwale, Ciebłowicach, Smardzewicach, Twardej przybywa dróg. Większość z nich jest prywatna. Na wielu w ostatnim czasie pojawiły się oznakowania dotyczące zakazu parkowania, a nawet wstępu. W niektórych miejscach są nawet taśmy, sznurki czy łańcuchy. – Byłem zdziwiony, bo przez lata tędy chodzimy i nikt mi nie ograniczał wejścia. A teraz jakieś tabliczki postawili i jeszcze przeganiają. Mówią, że to ich! – mówi nam mieszkaniec jednej z miejscowości w gm. Tomaszów.
– Zainwestowaliśmy duże pieniądze w działkę, później w budowę domu. Nie po to, że ktoś jeździł czy hałasował nam pod oknami. Wspólnie ponosimy też koszty utrzymania dróg dojazdowych do naszych posesji – odpowiadają właściciele działek.
-
Gmina nie przejmie
Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejęcie (i utrzymanie) takich dróg przez gminę. – Ze względów finansowych nie ma takiej możliwości. W całej gminie Tomaszów jest już wiele takich wewnętrznych, prywatnych dróg. A będzie ich przybywać wraz z rozbudową osiedli – mówi Sławomir Bernacki, wójt gminy Tomaszów.
Sprzedający grunty często zostawiali tylko wąskie ciągi na drogi, żeby wydzielić z danego terenu jak więcej działek na sprzedaż. Wiadomo, chodzi o pieniądze. – Teraz, po przejęciu takich wąskich dróg, musielibyśmy przejąć (specustawą) lub wykupić także sąsiednie tereny. Przesunąć ogrodzenia, poszerzyć pas drogowy. To byłyby gigantyczne koszty i rewolucja na wielu osiedlach – dodaje wójt.
Obecnie na terenie gminy Tomaszów jest już około 200 dróg publicznych, z czego połowa to trasy dojazdowe do miejscowości, a pozostałe wewnętrzne. – Na więcej nie możemy sobie pozwolić. Pamiętajmy, że współfinansujemy też inwestycje na drogach powiatowych, z których korzystają nasi mieszkańcy – twierdzi S. Bernacki.
ag



Komentarze