Tomaszów żył meczem pucharowym ze Śląskiem Wrocław przez co najmniej tydzień. To spotkanie elektryzowało kibiców nie tylko ze względu na prestiż sportowy, ale było też wielkim wyzwaniem organizacyjnym. Na nogi postawiono ponad 200 policjantów. Na stadionie roiło się od służb porządkowych i pracowników ochrony.
Już dawno nie mieliśmy w naszym mieście wydarzenia piłkarskiego tej rangi, cieszącego się tak dużym zainteresowaniem. Starsi kibice pamiętają pojedynki Lechii (chociażby te derbowe z Pilicą) w latach 60. czy 70. ub.w., kiedy na trybunach było po kilka tysięcy, a nawet 10 widzów. Jednak prestiż meczu ze Śląskiem Wrocław, dwukrotnym mistrzem kraju i zdobywcą Pucharu Polski był nieporównywalnie większy. Pierwsza runda rozgrywek PP (jak kto woli 1/32 finału), czyli jakby nie patrzeć elitarne grono 64 najlepszych drużyn w kraju.
- Bali się najazdu kiboli
Ważną, wręcz kluczową kwestią było przygotowanie do spotkania stadionu przy ul. Nowowiejskiej, który na co dzień nie gości tej rangi rozgrywek. – We współpracy z policją tomaszowską, ale też z komendy wojewódzkiej w Łodzi musieliśmy zadbać o wszystkie detale, szczególnie związane z kwestiami bezpieczeństwa. Ta impreza masowa została uznana jako podwyższonego ryzyka – mówi Tomasz Łuczkowski, prezes Tomaszowskiego Centrum Sportu.
To ryzyko było związane z animozjami kibicowskim, a właściwie kibolskimi. Jak wiadomo, "Tomaszów jest miastem Widzewa" i Lechia sympatyzuje z tym łódzkim klubem. A najbardziej zagorzałym fanom łódzkiej drużyny, delikatnie mówiąc, nie po drodze z ich odpowiednikami z Wrocławia. Chociaż jeszcze niedawno Śląsk miał tzw. zgodę z Wisłą Kraków, z którą od niedawna "przyjaźni się" Widzew. Jednak wszystko się zmieniło... Trudno za tym nadążyć, ale w komendach wojewódzkich policji są specjaliści, którzy na bieżąco monitorują środowisko kiboli. Służby przygotowujące mecz obawiały się ich przyjazdu do Tomaszowa.
Zrezygnowano nawet ze sprzedaży biletów przez Internet. – Były obawy, że będą kupowane w ten sposób przez sympatyków Śląska, którzy będą chcieli dostać się na stadion na trybuny, na których zasiadali kibice Lechii i Widzewa – wyjaśnia T. Łuczkowski.
Wejściówki na mecz były więc sprzedawane tradycyjnie w kasach za okazaniem dowodu tożsamości (chodziło o miejscowy meldunek). Rozeszły się jak świeże bułeczki. Trybuny wypełniły się niemal do ostatniego miejsca. Zasiadło na nich ponad 1,5 tysiąca widzów. A chętnych na mecz było znacznie więcej.
- Świetny mecz, wspaniała atmosfera
Kibice nie mogli obejrzeć transmisji meczu w telewizji. Stacja TVP Sport, która ma prawa do relacjonowania spotkań Pucharu Polski, nie zdecydowała się na relacjonowanie spotkania z Tomaszowa. Na własną rękę próbował zorganizować transmisję Śląsk (nawet znalazł sponsora), ale ostatecznie nie doszła ona do skutku ze względów technicznych. – To było wykonalne. Jednak konieczne byłoby ustawienie dodatkowych rusztowań i wieży transmisyjnej. Na co klub (gospodarz) nie uzyskał zgody służb porządkowych ze względów bezpieczeństwa – czytamy w komunikacie klubu z Wrocławia.
Tuż przed meczem występowały utrudnienia w ruchu na ul. Nowowiejskiej. Najlepiej zrobili ci, którzy na stadion wybrali się pieszo lub komunikacją miejską. Wchodzący na mecz byli dokładnie sprawdzani przez służby porządkowe. Zakazane były race, petardy, świece dymne, alkohol, butelki, trąbki, wuwuzele i inne przedmioty mogące stanowić zagrożenie, którymi można rzucić lub je odpalić.
Tomaszowscy kibice spisali się bez zarzutów. Świetnie dopingowali przez cały mecz swoich piłkarzy. "Jesteśmy z wami" – śpiewali po bramce straconej przez Lechię już w pierwszej minucie. Do końca wierzyli, że ich drużyna zwycięży. "Walczyć Lechia! RKS!" – wołali. Mimo wielkich ambicji tomaszowianie musieli uznać wyższość znacznie wyżej notowanego rywala (Śląsk gra w pierwszej lidze). – Świetny mecz, wspaniała atmosfera. Dawno nie byłem na takim widowisku. Wielkie uznania dla Lechii i jej kibiców – powiedział nam jeden z widzów.
Na mecz z Lechią przyjechała 300-osobowa grupa kibiców wrocławskich. Oglądali spotkanie zza ogrodzenia stadionu (od strony Wolbórki). Dotarli do Tomaszowa busami i samochodami osobowymi. – Byli pilotowani przez całą drogę i już w samym mieście. Nie doszło do żadnych naruszeń czy zakłóceń porządku publicznego. Nad bezpieczeństwem czuwali policjanci z tomaszowskiej komendy i Oddziału Prewencji Policji w Łodzi – wyjaśnia asp. szt. Aleksandra Cieślak, rzeczniczka tomaszowskiej policji.
W pogotowiu były trzy policyjne konie i siedem psów służbowych, również armatka wodna, służby medyczne i straż pożarna.
Przeczytaj także: https://www.tomaszow-tit.pl/2025-rok/tit-nr-39-1834-z-3-pazdziernika-2025r/17397-bylo-blisko-niespodzianki
ag



Komentarze