Jak słusznie wskazał Tomaszowski Informator Tygodniowy (12 września 2025 r.), wokół planowanej rewitalizacji Zalewu Sulejowskiego narosło wiele nieprecyzyjnych wypowiedzi i sprzecznych komunikatów.
TIT zauważył, że informacje o walce z sinicami mogły być nadinterpretowane, a analiza dokumentacji technicznej to potwierdza. Użytkownicy wierzyli, że projekt wart 200 milionów złotych wreszcie poprawi jakość wody. Tymczasem zamiast ekologicznej rewolucji mamy jedynie modernizację techniczną. Politycy i media snują przy tym fantastyczne wizje, a Wody Polskie, zamiast wyjaśniać fakty, dokładają kolejne niejasności. Efekt? Zalew stał się areną dezinformacji, a mieszkańcy wciąż nie wiedzą, czego naprawdę mogą się spodziewać.
Sprzeczne komunikaty sieją zamęt
Czy woda zostanie spuszczona, a dno oczyszczone? 28 lipca 2025 roku podczas konferencji prasowej zastępca prezesa Wód Polskich Jacek Jarząbek oświadczył, że "woda będzie musiała zostać spuszczona ze zbiornika". Wypowiedź natychmiast trafiła na okładkę TIT (1 sierpnia 2025 r.) i do ogólnopolskich mediów, wywołując niepokój. Miesiąc później, 3 września, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie wydał dementi, mówiąc o okresowych obniżeniach poziomu piętrzenia. Paradoksalnie, ten sam zarząd w swoich mediach społecznościowych linkuje wywiad Piotra Grabowskiego, zastępcy dyrektora Zarządu Zlewni w Piotrkowie, zatytułowany: "Zalew Sulejowski będzie rewitalizowany. Ten sztuczny, ogromny zbiornik zostanie po raz pierwszy, osuszony i oczyszczony".
Sam prezes powiedział iż "proces oczyszczania dna to jest jeden z elementów, na który składa się cały projekt. Natomiast metoda, jaka zostanie zastosowana do oczyszczenia tego dna, jeszcze nie została wybrana". Zatem prace mogą wymagać obniżenia wody (niekoniecznie pełnego spuszczenia).
Czy to koniec festiwalu dezinformacji?
Nie. RZGW w Warszawie właśnie opublikowało kolejne "wyjaśnienie" wcześniejszych nieprecyzyjnych wypowiedzi – zastępując je następnymi zagadkami. W komunikacie pojawia się fraza: "oczyszczenie czaszy zbiornika (usunięcie nagromadzonych osadów)", powołująca się przy tym na bliżej nieokreśloną dokumentację techniczną – o zawartości jedynego oficjalnego dokumentu w dalszej części tekstu. Reszta komunikatu to lista krągłych banałów, a szczytem absurdu jest twierdzenie o "odbudowie naturalnych procesów przyrodniczych". Sztuczny zbiornik nie przywróci natury przepławkami – to bełkot! W kolejnym komunikacie być może dowiemy się, że remont tamy wspomoże podbój kosmosu?
A co z zakwitami sinic?
Wójt gminy Tomaszów Maz. Sławomir Bernacki podczas wspomnianej konferencji mówił iż: "poprawa jakości wody wpłynie na wzrost atrakcyjności turystycznej". Prezydent Tomaszowa Maz. Marcin Witko skupił uwagę na jakości wody pitnej: "zależy nam na jak najwyższej jakości wody, ponieważ to bezpośrednio wpływa na zdrowie mieszkańców i funkcjonowanie miast". Kolejny polityk Piotr Wojtysiak, wicemarszałek województwa łódzkiego sugerował, że ta modernizacja techniczna: "otworzy nowe możliwości dla turystyki i rekreacji w całym regionie", a minister infrastruktury Dariusz Klimczak rzekł: "bez sprawnej infrastruktury i zadbanego środowiska nie można mówić o wykorzystaniu jego pełnego potencjału". Czy panowie politycy wiedzą, o czym mówią? Nie, projekt skupia się na infrastrukturze, nie na ekologii wodnej. Mało tego, oczekiwania wzajemnie wykluczają się, turystyka – woda pitna.
Co naprawdę obejmuje projekt rewitalizacji? Fakt – check
Na obecnym etapie (przedprojektowym) chodzi o opracowanie dokumentacji. Na dobrą sprawę nie możemy być teraz pewni, czy prace budowlane w ogóle obejmą zapowiadany zakres. Analiza oficjalnego Opisu Przedmiotu Zamówienia (OPZ) nie pozostawia złudzeń. Planowana rewitalizacja obejmuje m.in. modernizację systemów monitoringu, naprawę jazu piętrzącego, remont zapory czołowej i trzech pompowni oraz budowę przepławek. Należy podkreślić, że OPZ nie przewiduje odmulenia czaszy zbiornika! Czy zatem go nie będzie? Podczas spotkania ze stycznia 2024 r. z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury i gminy Sulejów, prezes Wód Polskich Mateusz Balcerowicz obiecywał etap drugi polegający na odmuleniu czaszy zbiornika, który ma być zakończony do 2033 r. Jednak na obecnym etapie wydaje się, że to jedynie obietnica bez gwarancji realizacji.
Jako że projekt ma być finansowany z Funduszy na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (FENX.02), standardowo dopisano też mnóstwo ekologicznych haseł, wątpliwych merytorycznie.
Przyczyny dezinformacji
Tego typu chaos komunikacyjny to niewątpliwie efekt braku koordynacji między różnymi szczeblami Wód Polskich i niewystarczającej wiedzy merytorycznej, a politycy i/lub samorządowcy mówią frazesy, by brzmieć optymistycznie w blasku fleszy. Hydrobiologia, hydroekologia czy ichtiologia to bardzo specjalistyczne i mało popularne dziedziny nauki, z czego korzystają dyletanci. Niemniej tacy fachowcy istnieją. Gdzie ich szukać? Na pewno nie w Wodach Polskich, podległych Ministerstwu Infrastruktury. Tak, w Polsce tą częścią natury – żywymi rzekami, często źródłem wody pitnej – zajmują się inżynierowie budownictwa! Nic więc dziwnego, że ich stan jest zły (99,5% polskich wód powierzchniowych nie osiągnęło dobrego stanu ekologicznego – to najgorszy wynik w Europie), a...
Miliony idą w beton – tworząc fabrykę iluzji
W ostatnich latach historia wydatków nad zalewem to katalog kosztownych remontów: 2017 – obniżenie poziomu wody i naprawa jazu w Smardzewicach; 2020–2021 – obniżenie poziomu wody i pogłębienie koryta Pilicy, koszt 40 mln zł; kolejne obniżenie poziomu wody i ponad 7 mln zł na rewitalizację mola i plaży; 2027 – rewitalizacja za 200 mln zł. Równolegle finansuje się kolejne projekty wizerunkowe, takie jak parkingi, ścieżki rowerowe czy dodatkowe patrole WOPR na permanentnie zagrażającym zdrowiu kąpielisku. A sinice jak były, tak są i będą. Dlaczego...
Sinice wrócą szybciej, niż woda opadnie?
Główny problem zalewu – zakwity sinic – pozostaje nietknięty planowanymi pracami. Badania prowadzone przez Politechnikę Łódzką, Uniwersytet Łódzki i ERCE PAN od lat wskazują, że źródłem problemu są biogeny trafiające do zbiornika – około 60% wraz z wodami Pilicy i jej dopływów, reszta trafia ze zlewni samego zalewu. Największym źródłem biogenów jest rolnictwo.
Na walkę z sinicami wydano już dziesiątki milionów euro. Projekt MONSUL kosztował 195 tys. euro, LIFE+EKOROB pochłonął 1,3 miliona euro, a obecnie realizowany LIFE Pilica jest wart 16,3 miliona euro. Nawet w przypadku pełnego wdrożenia kompleksowych projektów LIFE prognozuje się zaledwie 25-proc. redukcję zakwitów! Taki wynik oszacowali uznani specjaliści, porównajmy to z frazesami polityków i inżynierów z Wód Polskich.
Wątpliwe uzasadnienia ekologiczne
Choć wspomniani inżynierowie budownictwa lubią przedstawiać sztuczne zbiorniki jako narzędzia walki z suszą, fakty mówią coś zupełnie innego. Taki zbiornik nie tylko nie zatrzymuje wody w krajobrazie, ale wręcz przyczynia się do jej szybszej utraty. Otóż jego ekologiczną "funkcjonalność można porównać do wanny postawionej na środku ogrodu – to, że w wannie będziemy mieć wodę, nie oznacza, że nasz ogród będzie dobrze nawodniony" – twierdzi hydrobiolog dr Alicja Pawelec-Olesińska, członkini Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Prawdziwa retencja zachodzi w glebie.
Prof. Jerzy Kozyra z IUNG w Puławach wylicza, że w upalne dni z powierzchni wód śródlądowych ulatuje nawet 7 litrów wody z każdego metra kwadratowego – czyli 189 milionów litrów dziennie w przypadku "Jeziora Sulejowskiego". Woda stojąca w zbiorniku paruje bowiem szybciej niż ta zatrzymana w mokradłach.
Zalew działa punktowo, podnosząc poziom wód gruntowych tylko w swoim sąsiedztwie. Tymczasem w dole rzeki powoduje erozję dna, co skutkuje obniżeniem poziomu wód gruntowych i wysychanie gleby. Do tego dochodzą negatywne skutki dla bioróżnorodności. Budowa zbiornika odcięła starorzecza, zamuliła tarliska ryb, zmieniła termikę wody i naruszyła naturalny cykl wezbrań rzeki, od którego zależy funkcjonowanie łąk i lasów łęgowych – często tworzących rezerwaty i obszary chronione we wciąż dzikiej Dolinie Rzeki Pilicy. Ponadto każde sztuczne wahnięcie poziomu wody równa się presji na ptactwo, ryby i organizmy związane z brzegiem.
Zalew emituje też gazy cieplarniane (metan i CO₂) oraz wpływa na lokalny mikroklimat. Może warto zbadać korelacje między zimnym, wilgotnym powietrzem znad zalewu, a zimowym smogiem zawieszonym nad Tomaszowem?
Piliczanka
W wodach "zielonej zupy" stwierdzono sinice wytwarzające toksyny. Warto przypomnieć, że parametr określający dopuszczalną ilość mikrocystyn w wodzie pitnej obowiązywał w Polsce zaledwie pięć lat – następnie został usunięty, choć problem nie znikł.
Normy jakości wody pitnej nie uwzględniają też wielu szkodliwych substancji wykrytych w wodach Pilicy – choćby pozostałości leków, antybiotyków, mikroplastiku czy tzw. substancji priorytetowych. Związki te odkładają się w tkankach i mogą wpływać na zdrowie ludzi, choć oficjalnie "nie istnieją" i usłyszymy, że woda jest bezpieczna do picia – tak bezpieczna, że Łódź szybko pobudowała studnie głębinowe...
Ryby widmo
Jako uzasadnienie budowy przepławek Wody Polskie podają m.in. odtworzenie migracji incydentalnego w Pilicy węgorza, który w drodze na tarlisko w Morzu Sargassowym miałby pokonać turbiny trzech elektrowni wodnych... Projekt zakłada również dostosowanie konstrukcji dla ryb diadromicznych – gatunków wędrujących między morzem a wodą słodką, które w Pilicy nigdy swych tarlisk nie miały. W OPZ znajdziemy też informacje o obcym dla dorzecza Pilicy pstrągu potokowym, którego presję drapieżniczą podobno trzeba ograniczyć... To pokazuje poziom merytorycznego przygotowania dokumentacji. Może komuś zależy, by jednak finalnie przepławki nie powstały, a szkoda, bo sprawnie działające są niezbędnym plastrem na ranną rzekę.
Quo vadis Zalewie Sulejowski?
Dzisiejsze funkcje zalewu to fikcja. Łódź wody już nie czerpie. Pojemność przeciwpowodziowa jest minimalna, a uwarunkowania wskazują, że to cofka zalewu stanowi największe zagrożenie. Produkcja energii ma znaczenie symboliczne i mogłaby być z łatwością zastąpiona trzema wiatrakami. Rekreacja w toksynach i bakteriach kałowych nie należy do rozsądnych. W zasadzie sztuczny Sulejowski Park Krajobrazowy nie jest ważniejszy od Doliny Rzeki Pilicy wraz z licznymi rezerwatami i terenami chronionymi, mającymi pierwotny charakter. To absurd.
Rolą rzeki jest eksponowanie naturalnej ekspresji poprzez zachowanie jej cyklu hydrologicznego – w tym okresowe wezbrania, które zasilają mokradła i starorzecza. To one podtrzymują rytmy przyrody, wpływają na darmową technologię samooczyszczenie wody i gwarantują trwanie życia w ekosystemie doliny rzecznej.
Okoliczni mieszkańcy i użytkownicy zalewu zasługują na rzetelną informację o tym, czego mogą oczekiwać od 200-milionowego projektu. Obecny chaos komunikacyjny i nierealne obietnice służą jedynie budowaniu fałszywych nadziei.
Czy naprawdę stać nas na regularne pompowanie setek milionów złotych w obiekt, który generuje więcej problemów niż pożytku? Czy nie lepiej – zamiast pudrować trupa – poważnie porozmawiać o przyszłości Pilicy i sensie istnienia zalewu? W interesie mieszkańców leży picie czystej wody, a nie rozwój turystyki produkującej ścieki i śmieci. Nie ufajmy dyletantom i osobom czerpiącym zyski z działek nad zalewem. Czas zadbać o własne, realne interesy tomaszowian.
Wojciech Prekurat
Fot. Wojciech Prekurat




Komentarze