Samochody zresztą też, jak w piosence. Już rano, gdy dojeżdżaliśmy z kolegami do Spały, byliśmy pewni, że kolejny Spalski Jarmark Antyków i Rękodzieła Ludowego nie będzie udany. I tak się stało.
Wielu wystawców zrezygnowało z przyjazdu, oglądając prognozy pogody, a ci co przyjechali, zwlekali z rozłożeniem straganów. Niektórzy jednak, szczególnie ci, którzy mieli namiotowe zadaszenia, rozłożyli je. Przyszedł moment, że przestało siąpić, bo nie był to ulewny deszcz. Znaleźli się też klienci, szczególnie stali bywalcy imprezy, i szukali znajomych stoisk. Antyki? Może tylko szkło, porcelana i stare żelastwo. Bukiniści, numizmatycy czy oferujący rzeczy nieodporne na wodę zrezygnowali z handlu. Kwitła branża spożywcza. Zazwyczaj są to producenci prowadzący zarejestrowaną działalność.
Nie ma wątpliwości, że obroty były mniejsze. Tak jak pisałem w zapowiedzi, dużą ofertę przygotowały małe przetwórnie owoców, warzyw, produktów pszczelich, wypieków, napojów. Koła gospodyń wiejskich z okolicznych gmin kusiły swojskimi przysmakami. Pierogi, kapusta z grochem były podane na ciepło, bo z przywiezionej gazowej kuchenki. Do tego kawa z małych palarni. Dużo było pszczelarzy z różnych stron, często odległych od Spały, co wzbogaca ofertę o miody z mniej znanych pożytków (kwiatów). Jak np. pszczelarz z okolic Zgierza, który przywiózł miód (choć nie tylko) faceliowy. Jego kram opatrzony był szyldem "Miody Ługowskie" (na zdjęciu), od nazwiska pszczelarza. Jak nam powiedział, bywa w Spale już od dłuższego czasu. Znowu zaczęło padać i niektórzy sprzedawcy zwinęli się wcześniej niż zwykle.
I jeszcze ważna informacja. Jarmarku planowanego na 5 października nie będzie w związku z rewitalizacją terenu przy stawie.
J. Pampuch



Komentarze