Ta wieść gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Zdziwiła nawet zagorzałych melomanów. Prezydent Marcin Witko ogłosił w ubiegłym tygodniu w swoich mediach społecznościowych, że zbuduje nam... filharmonię. – W niespełna 55-tysięcznym mieście? – pytają, pukając się w głowę co bardziej obeznani w ekonomii obywatele.
Mieć wizje i marzenia to dobra rzecz. Można wtedy uparcie dążyć do celu. Jednak zazwyczaj sami je realizujemy i finansujemy. Co innego, gdy dotyczą one nas wszystkich i naszego wspólnego budżetu. Żeby nikt jednak źle nie zrozumiał. Nie jesteśmy przeciwni budowie sali koncertowej, na której brak wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na naszych łamach. Ale parafrazując nieco Fredrę, "znaj proporcjum mocium panie".
Jak poinformował prezydent Witko, budowa Tomaszowskiej Filharmonii planowana jest na terenie obecnego parkingu pomiędzy ulicą Tkacką i parkiem Bulwary. Bryła budynku i jego otoczenie mają nawiązywać do historii miasta (czyt. budynku dawnej łaźni żydowskiej, która tam funkcjonowała), ale też wyznaczać nowoczesne standardy architektoniczne (na wizualizacji można dostrzec nawiązania do fortepianu). – Chodzi o to, aby obiekt był wkomponowany w park i przestrzenie zielone – mówi Joanna Budny, rzeczniczka prezydenta Tomaszowa. – Wybór terenu przy ul. Tkackiej wynikał z kilku powodów, tj. centrum miasta i jego historycznego znaczenia, dostępności terenów miejskich i dostępności komunikacyjnej oraz chęci zagospodarowania terenów nie na funkcje mieszkaniowe (te realizowane są w ramach działań SIM i TTBS), ale otwarcia na park Bulwary i rzekę – dodaje.
Budynek jest okazały, trzeba to przyznać. Tylko czy adekwatny do potrzeb takiego miasta jak Tomaszów? Już przewidywana liczba miejsc na widowni – 700 – budzi obawy, czy uda się je zapełnić (nawet na najbardziej markowym tomaszowskim festiwalu, jakim jest Love Polish Jazz Festival, nie udaje się zgromadzić takiej widowni, chyba że doliczymy "zaproszonych gości", owszem tysięczna widownia jest pod sceną, gdy wydarzenia są darmowe i grają disco polo – tylko czy to repertuar dla filharmoników?). To rodzi kolejne pytania. Chociażby o to, czy filharmonia na siebie zarobi i utrzyma bez konieczności dofinansowywania jej z budżetu miasta. Jak wielu tomaszowian wskazuje, mamy już na utrzymaniu Arenę Lodową, która co roku "wysysa" z naszej wspólnej kasy kilka milionów złotych.
Zadaliśmy w Urzędzie Miasta klika pytań na temat planowanej inwestycji, w tym o szacunkowe chociażby koszty budowy, eksploatacji i utrzymania tak imponującego budynku. – Planowane szacunkowe, wskaźnikowe koszty budowy będą wynikać z ostatecznej wersji koncepcji i przyjętych rozwiązań materiałowych, akustycznych, technologi budowy, układu i wielkości pomieszczeń, kubatury obiektu, wyposażenia scenicznego, docelowego zagospodarowania terenu. Koszty eksploatacji zostaną wskaźnikowo określone również po zakończeniu prac nad koncepcją i przejęcia jej wersji ostatecznej. Zarówno koszty budowy, jak i eksploatacji na etapie koncepcji można przyjmować jako szacunek dokonany w oparciu o wskaźniki. To dokumentacja projektowa i kosztorysy inwestorskie określają koszty w sposób szczegółowy – odpowiedziała nam Joanna Budny. Z całego tego potoku słów wysnuć można tylko jedną konkluzję: mistrzostwo w unikaniu prostych odpowiedzi na jeszcze prostsze pytania. Jedyny koszt, który nam podano, to koszt przygotowania koncepcji. Wyniósł 60 tys. zł zamiast zabezpieczonych w budżecie 100 tysięcy.
Skoro nie otrzymaliśmy konkretów u źródła, o roczny koszt utrzymania zapytaliśmy w Filharmonii Łódzkiej, która jest jedynym takim obiektem w naszym województwie. – Stałe koszty utrzymania w roku 2024, nie wliczając w to gaż muzyków zapraszanych z zewnątrz oraz innych kosztów, to 35 milionów złotych – wyliczyła nam od ręki główna księgowa tej instytucji. Czy nas na to stać? Może by i było, gdyby nie fakt, że niedawno Tomaszów otrzymał też ponad 40 mln zł na rewitalizację i przebudowę budynku Włókniarza. Tam też ma być sala widowiskowa. Czy oba obiekty będą miały rację bytu tuż obok siebie i z podobnymi funkcjami?
Pytań jest jeszcze mnóstwo, więc do tematu będziemy z pewnością wracać. Jak poinformowała nas Joanna Budny, obecnie analizowane są materiały opracowane przez firmę projektową, czyli wizualizacje. Prowadzone są też konsultacje ze środowiskiem artystycznym.
W tym wszystkim najbardziej zadziwia jedno, a właściwie jeden – prezydent, który ot tak sobie rzuca hasło "filharmonia", nie mając wiedzy ani o kosztach budowy, ani o kosztach utrzymania obiektu.
MarMaj



Komentarze