– mówi Krzysztof Kukliński, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Monitoringu w Urzędzie Miasta w Tomaszowie.W nocy z wtorku na środę (z 9 na 10 września) na Polskę spadło kilkanaście dronów (piszemy o tym też na stronie 2). – Uspokajamy razem z władzami centralnymi. Nie ma powodów do paniki, ale musimy być przygotowani na takie zagrożenia – dodaje K. Kukliński.
Kto w środę rano włączył telewizor, radio czy Internet mógł się przestraszyć. Pierwszą najważniejszą informacją była ta o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez drony (wszystko wskazuje na to, że rosyjskie). Na nogi zostały postawione wszystkie służby. W trybie pilnym zwołano posiedzenie rządu i Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Premier mówił o "prowokacji na wielką skalę".
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alerty z informacją o naruszeniu granicy Rzeczypospolitej, z prośbą o informowaniu służb o dronach i miejscach ich upadku. Ostrzegając, by nie zbliżać się do takich obiektów.
Część ich zestrzelono, a pozostałe szybko zlokalizowano. Najdalej na zachód (około 300 km do granicy Polski z Białorusią) doleciał dron do Mniszkowa (w pow. opoczyńskim). – Spadł w pobliżu szkoły, niedaleko innych zabudowań. Przecież mógł kogoś zabić, a nawet ranić. Tak sobie przeleciał kilkaset kilometrów. Aż trudno uwierzyć – mówili okoliczni mieszkańcy.
Na miejscu przez kilka godzin pracowały wszystkie służby, wyjaśniając dokładnie okoliczności tego zdarzenia. Ta wiadomość przeraziła również mieszkańców naszego miasta i powiatu. – Trudno się dziwić. Od rana wszyscy z niepokojem obserwowaliśmy rozwój wydarzeń. Musimy być przygotowani, że takie zagrożenie może się nasilać, potęgować. Dlatego ważne są odpowiednie środki pomocy w zakres ochrony ludności i alarmowania – przyznaje K. Kukliński.
Procedury postępowania już dawno zostały ustalone, ale gorzej z ich realizacją. – Są środki na rozbudowę systemów alarmowych, łączności i ostrzegania. Ważne, żeby jak najszybciej stworzyć tę bazę, również magazynową i miejsc ukrycia – dodaje dyrektor Wydziału Zarządzania i Monitoringu w tomaszowskim magistracie.
Baza schronów była sprawdzana i weryfikowana już dwa lata temu. Okazało się, że miejsca dla wszystkich (w skali całego kraju) starczyłoby tylko w tzw. miejscach doraźnego schronienia, tj. piwnice w blokach mieszkaniowych. Nie brakuje ich na tomaszowskich osiedlach (zwłaszcza w starszym budownictwie). W Tomaszowie są dwa schrony (przy ul. Polnej) i kilkanaście miejsc ukrycia.
– Zdajemy sobie sprawę, że ta baza jest zdecydowanie za mała. Zostały wyznaczone nowe obiekty, które mogą spełniać tę rolę. To głównie infrastruktura parkingowa poniżej poziomu gruntu. Miejmy nadzieję, że nigdy nie będzie potrzebna, ale musimy rozbudować ten system ochrony – dodaje K. Kukliński.
(fot. FB Nocna Jazda Tomaszów Mazowiecki)
ag



Komentarze