Środowiskowy Dom Samopomocy w Tomaszowie to ważna placówka dla chorych i ich rodzin. Niestety spokój podopiecznych burzy konflikt między pracownikami a dyrektorką. Ma on negatywny wpływ na funkcjonowanie placówki. Czy da się wyjść z impasu?
Środowiskowy Dom Samopomocy jest jednostką organizacyjną powiatu tomaszowskiego. Działa od 1 grudnia 2002 r. Jest przeznaczony dla osób dorosłych przewlekle chorych psychicznie i niepełnosprawnych intelektualnie z terenu naszego powiatu wymagających wsparcia i postępowania rehabilitacyjnego. Uczestniczenie w zajęciach ma pomóc im w codziennym życiu, jest wsparciem dla farmakologii, odciążeniem rodzin, które same przez lata borykają się z chorobami swoich najbliższych. Zajęcia trwają tam sześć godzin dziennie, potem uczestnicy wracają do domów.
Przez lata dom mieścił się przy ul. Żwirki i Wigury, w parku Rodego. Budynek był stary, zniszczony, niekomfortowy. W 2023 r. placówkę przeniesiono do internatu Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego przy ul. Majowej, którego część już dawno została wyłączona z eksploatacji. Został wyremontowany i zmodernizowany. Chorzy psychicznie i niepełnosprawni mają teraz lepsze warunki bytowe. Ale czy ogólnie mają lepiej? Wygląda na to, że nie. Między pracownikami a nową dyrektor Marzanną Popławską trwa konflikt. Każda ze stron skarży się na złą atmosferę w pracy. Tę "złą atmosferę" chłoną, chcąc nie chcąc, podopieczni, którzy przychodzą na zajęcia. Są to osoby bardzo wrażliwe, cierpiące np. na schizofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową czy różne sprzężone zaburzenia. Nie trzeba posiadać dużej wiedzy medycznej, by mieć świadomość, że osoby te potrzebują spokoju, szacunku, poczucia bezpieczeństwa. Prawdopodobnie tak nie jest.
Pokazało to posiedzenie Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych w Starostwie Powiatowym, które odbyło się we wtorek, 9 września po południu. Przyszli na nie m.in. pracownicy ŚDS, dyrektor Marzanna Popławska, pełnomocnicy prawni obu stron, starosta tomaszowski Mariusz Węgrzynowski, członkowie Zarządu Powiatu oraz dyrektor PCPR Jan Andrzej Więckowski. Spotkanie prowadziła Alicja Zwolak-Plichta, przewodnicząca Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych. Wysłuchano obu stron. Padło wiele gorzkich słów, a nawet polały się łzy.
Marzanna Popławska przywołała szereg inicjatyw i akcji oraz działań, które prowadzi w ŚDS. Pracownicy przyjęli to z rozżaleniem, zarzucając jej, że wszystkie z nich przypisuje sobie, a niektóre prowadzone były już wcześniej lub z ich inicjatywy. Czują się niedoceniani. Uważają, że podważa się ich kompetencje, a wielu z nich pracuje np. po 20 czy kilkanaście lat w tym miejscu. – Pani dyrektor dubluje pracę. Mówi nam, co mamy robić, np. podczas organizacji wyjazdów z uczestnikami z PFRON -u, które robiliśmy i wiemy, jak je przeprowadzić. Nie ma do nas zaufania – mówili pracownicy.
Podobno jedna z pracownic miała przepisać ze szkolenia 80 stron ręcznie, choć dyrekcja miała z niego slajdy. Pracownicy twierdzą też, że nie mają jasnych komunikatów i poleceń i czasem nie wiedzą, co mają robić. – Jak gdzieś popełnimy błąd, mówi, że nam go nie wskaże, mamy sami się domyślać – wymieniali. W ŚDS coraz częściej korzysta się ze zwolnień lekarskich, w tym dyrekcji, księgowej, kadrowej. Terapeuci twierdzą, że uczestnicy wyczuwają złą atmosferę, że jedni pracownicy muszą uspokajać drugich po rozmowach z dyrekcją. Najmłodszy stażem pracownik powiedział, że koleżanki poprosiły go, by był świadkiem podczas ich rozmów z dyrekcją.
Obecny na sali mecenas, pełnomocnik pracowników ŚDS, stwierdził, że w placówce dochodzi do mobbingu. Pani dyrektor wyraziła smutek z powodu, że według niej od początku nie jest akceptowana przez pracowników, że nie słuchają jej poleceń służbowych, że musi je dawać na piśmie. Uważa, że przejmują za małą inicjatywę w pracy i nie uznają potrzeb zmian i szkoleń. Starosta Mariusz Węgrzynowski zarzucił pracownikom brak chęci dialogu. Według niego "szantażują Zarząd Powiatu", dążąc nie do łagodzenia konfliktu, lecz do doprowadzenia do zwolnienia dyrektorki.
Podczas spotkania rozmawiano też o odszkodowaniu dla byłej dyrektor ŚDS Teresy Ogórek. Sąd w drugiej instancji przyznał, że nieprawnie miała zmniejszone uposażenie emerytalne. – Pracownicy boją się, że zapłacenie odszkodowania plus odstek ze środków ŚDS, wpłynie na ich uposażenia. Jest szansa, że pieniądze dostaną z rezerwy budżetowej – mówi Alicja Zwolak-Plichta.
Nie trudno zauważyć, że obecnie bez mądrych ruchów władz powiatu w ŚDS może zadziać się jeszcze gorzej. Potrzebny jest kompetentny mediator z zewnątrz, który pomógłby załagodzić konflikt między stronami. Żadna z nich nie ma prawdopodobnie złych intencji. Komisja Zdrowia zaproponowała, żeby w ŚDS wdrożono mediacje i program naprawczy. Złożono wniosek formalny do starosty. – Oczywiście starosta może podjąć inne decyzje i działania. Ma czas do końca września br., aby je nam przedstawić – mówi Alicja Zwolak-Plichta.
W 2024 r. Wydział Rodziny i Polityki Społecznej Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi przeprowadził kontrolę problemową w ŚDS w Tomaszowie (opublikowaną w sierpniu 2025 r.). W jej wyniku stwierdzono kilka uchybień i nieprawidłowości. Są one związane m.in. z organizacją pracy, aktywizowaniem uczestników, brakami w dokumentacjach. Według kontrolujących, przyczyną powstałych nieprawidłowości jest niewystarczająca analiza organizacji Środowiskowego Domu Samopomocy, w tym prowadzonych zajęć wspierająco-aktywizujących, niewystarczająca współpraca pracowników zespołu wspierająco-aktywizującego oraz nieprawidłowa interpretacja przepisów prawa w zakresie określenia stanowiska służbowego pracowników, zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami zawodowymi.
Joanna Dęciec



Komentarze