– przekonuje Jan Tatarowicz, dwukrotny zwycięzca programu Ninja Warrior Polska, który opowiedział nam o swojej drodze na sportowy szczyt. Niedawno wystartował kolejny sezon popularnego telewizyjnego show w wersji "Ninja vs Ninja".
– Pamiętamy twoją finałową rywalizację z Wiktorem Wójcikiem przed rokiem. Ostatecznie to ty uzyskałeś tytuł Ninja Warrior. Jako pierwszy Polak zdobyłeś wtedy Górę Midoriyama. Spotykacie się, przyjaźnicie z Wiktorem?
– Tak, pewnie. Wiktor to świetny zawodnik. Nigdy nie zapomnę tej rywalizacji. To była piękna sportowa walka. Do tej pory się spotykamy przy okazji różnych sportowych zawodów.
– Jako ambasador "Drużyny Energi" miałeś okazję gościć w jego mieście. Bywałeś już wcześniej w Tomaszowie?
– Tak, właśnie na zaproszenie Wiktora, który organizuje supereventy w Arenie Lodowej, ale również w okolicach. Wiem, że te imprezy (typu OCR) cieszą się dużą popularnością. Chętnie jeszcze tutaj przyjadę.
– Stałeś się idolem, wzorem dla wielu młodych ludzi.
– Zawsze chciałem zaszczepiać ducha sportu w młodym pokoleniu. Pomagać dzieciom w odkrywaniu ich talentów. Teraz dzięki zdobytej popularności mam taką okazję. Zdjęcia, autografy, ćwiczenia, sztuczki. Pokazałem też dzieciom trofeum za wygranie programu. To wszystko po to, żeby zainspirować i zmobilizować do aktywnego stylu życia.
– Sam dobrze wiesz, że droga na sportowy szczyt nie jest łatwa.
– Oczywiście, ale najważniejsze, żeby się nigdy nie poddawać. Uwierzyć w siebie i wtedy wszystko da się zrobić. Trzeba też pamiętać, że bez ciężkiej, systematycznej pracy nic się nie osiągnie. Sam talent nie wystarczy. Jednak krok po kroku i się uda. Przecież w Ninja Warrior Polska próbowałem siedem razy. Eliminacje, półfinały, finał i w końcu uwierzyłem, że wygrana jest realna i poświęciłem się temu w stu procentach.
– Trzeba mieć niesamowity charakter, żeby osiągać takie wyniki. Ty nie miałeś w życiu łatwo. Jako dziecko straciłeś rodziców, wychowywałeś się w rodzinie zastępczej. Te doświadczenia w jakiś sposób cię ukształtowały.
– Nieraz musiałem się podnosić po porażce, pokonywać różne przeciwności. Jednak starałem się iść do przodu. Przetrwać trudny czas. Nauczyłem się wytrwałości, determinacji i pokonywania własnych słabości. Najważniejsze w sporcie, ale też w życiu, jest to, żeby przełamywać własne granice. Nie bać się podejmować wyzwań. Być aktywnym, próbować nowych form spędzania wolnego czasu, szukać właściwych ludzi. Mistrzami Polski czy świata zostaną tylko jednostki, ale przez sport można ukształtować charakter, który pomoże w życiu.
– Sukces sportowy zmienił twoje życie?
– Tak, zdecydowanie. Pokazał mi nowe ścieżki rozwoju. Otworzyłem salę treningową. Robię to, o czym zawsze marzyłem – pracuję z dziećmi i młodzieżą.
– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.



Komentarze