Inga i Cezary Skórowie pokonali prawie 5 tysięcy kilometrów, żeby zobaczyć występy swojego syna Olgierda na mistrzostwach świata siatkarzy U-19. Polska drużyna zdobyła srebrny medal. – Przeżyliśmy niezapomniane emocje, ale też wspaniałą przygodę. Zobaczyliśmy kraj o wyjątkowych smakach i kulturze – mówią państwo Skórowie.
Tomaszów był najliczniej reprezentowanym miastem w dalekim Uzbekistanie. Na mundial do Taszkentu (Taszkientu) – mecze fazy grupowej nasza kadra grała też w oddalonej od stolicy o około 40 km miejscowości Chirchiq (Czyrczyk) – poleciała wyjątkowo liczna grupa tomaszowian. Aż trzech zawodników: 16-letni Jakub Przybyłkowicz i o rok starsi od niego Olgierd Skóra i Patryk Głowa. Na czele sztabu szkoleniowego stał Jacek Nawrocki, a jego asystentami byli Krzysztof Kurzdym i Bartłomiej Neroj. Fizjoterapeutą był Michał Więtczak, a trenerem przygotowania fizycznego Michał Adamczewski.
Tomaszowianie brylowali na boisku, ale też na trybunach. Biało-czerwoną flagę z nazwą naszego miasta wywiesili państwo Skórowie. – Byliśmy na wszystkich dziewięciu spotkaniach naszej reprezentacji. Nie mieliśmy swojej flagi, a pożyczył nam ją sędzia Wojciech Plich (też tomaszowianin – przyp. red.), który z racji pełnionej funkcji nie mógł okazywać sympatii, którejś z drużyn. Na turniej przyjechali jeszcze rodzice dwóch innych zawodników spoza Tomaszowa – wspominają rodzice Olgierda.
Nie żałowali. Ich synowie dali im powody do radości. Po ciężkich potyczkach w fazie grupowej (m.in. z Włochami czy Iranem) Polacy awansowali do fazy pucharowej. Tam na początek (w 1/8 finału i ¼ finału) rozegrali dwa dreszczowce z Pakistanem i Koreą Południową. Oba wygrali w tie-breakach. – Wygląd niektórych zawodników z krajów azjatyckich mógł budzić podejrzenie. Jeden miał wpisany w dokumentach rok urodzenia 2010, a wyglądał jak 30-latek. Nasze wątpliwości podzielali też francuscy kibice – mówi pan Cezary.
W półfinale Polacy rozegrali zwycięski mecz z Hiszpanią, z którą przegrali w fazie grupowej. – Zawodnicy rozegrali fantastyczne spotkanie. Rzuciliśmy na ten mecz wszystkie siły. W końcu to była już walka o medal. Jestem dumny z tych chłopaków. Imponowali motywacją i wolą walki – powiedział trener J. Nawrocki.
W finale z Francją najzwyczajniej zabrakło już sił (w 11 dni trzeba było rozegrać dziewięć meczów). Jednak wszyscy cieszyli się ze srebrnych medali. Polacy przed turniejem nie byli w gronie faworytów.
Państwo Skórowie kibicowali swojemu synowi i całej reprezentacji Polski, ale mieli też czas na zwiedzanie. – Samego Taszkentu czy oddalonej od niego o 300 kilometrów Samarkandy. Wszędzie dookoła meczety, w końcu dominują tutaj muzułmanie. Uzbekistan to stosunkowo tani kraj. Przejazd taksówką kosztuje około 6 złotych, a autobusem miejskich 50 groszy. Za 12 noclegów ze śniadaniem (za dwie osoby, w przyzwoitym hotelu) zapłaciliśmy zaledwie 1500 złotych. Za 7 złotych można zjeść ciepły posiłek, np. kebaba z baraniną czy wołowiną. Oczywiście można też wydać znacznie więcej w restauracji – opowiada pan Cezary.
Narodowe danie w Uzbekistanie to plov (pilaw) – z ryżu, baraniny, marchewki i przypraw. Lagman to gęsta zupa z makaronem czy mięsem, a samsa i manty to pierożki (pieczone i gotowane). Na ulicach można posmakować też wyjątkowych szaszłyków lub tradycyjnego uzbeckiego chleba (lepioszków). – Te zapachy i smaki są niesamowite. W wielu miejscach gotuje się na ulicy. Wszędzie pełno straganów z gastronomią, ale też małych sklepików. U nas drobny handel i usługi wykończyły już supermarkety – mówią państwo Skórowie.
Zwrócili też uwagę na zachowanie Uzbeków. – Zawsze uprzejmi i pomocni. Jak usłyszeli, że jesteśmy turystami z Polski, to traktowali nas jak wyjątkowych gości. Na ulicach pełno policji, ale jest porządek. Na mecze finałowe, żeby zapełnić trybuny, przywieźli ludzi z różnych zakładów pracy – dodają.
ag



Komentarze