Do pięciu lat więzienia grozi 28-latkowi, który podpalił auto przy jednym z lokali gastronomicznych na Bulwarach. Mężczyzna przyznał się do winy i powiedział, dlaczego wsiadł do czyjegoś samochodu.
O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy krótko już w zeszłym tygodniu, lecz teraz na jaw wyszło więcej szczegółów. Do zdarzenia doszło tuż po północy 29 lipca. Oficer dyżurny tomaszowskiej komendy policji otrzymał zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego o pożarze pojazdu w rejonie lokalu przy ulicy Świętego Antoniego. Na miejsce zadysponowane zostały wozy strażackie oraz policyjne patrole. – Dyżurny nawiązał kontakt z operatorami Centrum Monitoringu Miejskiego, prosząc o weryfikację zapisów z kamer w obrębie zaistniałego pożaru – poinformował asp. sztab. G. Stasiak, oficer dyżurny KPP w Tomaszowie.
Operatorzy zobaczyli na nagraniach, że w okolicy wystąpienia pożaru kilkukrotnie przemieszczał się mężczyzna ubrany na czarno z torbą foliową w ręku. Wytypowaną osobę operatorzy kamer wypatrzyli chwilę później na ulicy Grunwaldzkiej. Tam wysłano radiowóz. W ręce policji wpadł 28-letni tomaszowianin. Był nerwowy i nie potrafił odpowiedzieć, co ma w torbie. Zaczął wymachiwać rękoma w stronę policjantów. Czuć było, że jest pod wpływem alkoholu."Wydmuchał" ponad 2,5 promila. Funkcjonariusze założyli mu kajdanki i przeszukali. W torbie miał alkohol, zapalniczkę, nóż oraz kartusz gazowy. Przyznał się do podpalenia pojazdu. Stwierdził, że schronił się w jego wnętrzu przed deszczem. Straty spowodowane doszczętnym spaleniem pojazdu, we wnętrzu którego znajdował się dowód rejestracyjny, oszacowano 8.500 złotych. Mężczyzna po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut, za który grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
J.D



Komentarze