– mówi Marcel Hendzelewski, złoty medalista Uniwersjady. – Na razie spełniłem takie małe marzenie. Wierzę, że przede mną jeszcze finał igrzysk olimpijskich – dodaje siatkarz Lechii Tomaszów, który w rozmowie z TIT opowiada o swoim wielkim sukcesie w biało-czerwonych barwach.
– Gratulacje Marcelu. Po ponad 30 latach polscy siatkarze w końcu zdobyli złoty medal Uniwersjady. Powiedz, jakie to uczucie?
– Dziękuję serdecznie. Niesamowita satysfakcja, radość i sportowe spełnienie. To był dla mnie zaszczyt grać w takiej drużynie. Start w Uniwersjadzie był poprzedzony serią zgrupowań i meczów sparingowych. Myślę, że w tym czasie się poznaliśmy, zaprzyjaźniliśmy i to przełożyło się na sukces na boisku. To był bardzo intensywny czas, ale było warto. Jestem szczęśliwy.
– Akademicka reprezentacja Polski to można powiedzieć kadra B, czyli bezpośrednie zaplecze kadry narodowej. Grałeś u boku zawodników, którzy byli w szerokiej reprezentacji Nikoli Grbicia. Kto wie, może teraz też dostaniesz szansę od serbskiego szkoleniowca?
– Nie ukrywam, że to moje marzenie. Chciałbym kiedyś zagrać na igrzyskach olimpijskich i walczyć o najwyższe cele. Powoli. Złoto Uniwersjady jest taką namiastką olimpijskiego krążka, ale myślę, że smakuje podobnie. To mój, póki co, największy sukces. Pierwszy medal w narodowych barwach. Wcześniej z reprezentacją U20 zająłem piąte miejsce na mistrzostwach świata w Bahrajnie.
– Przebić się do pierwszej reprezentacji nie będzie łatwo. Na pozycji przyjmującego konkurencja jest olbrzymia: Leon, Fornal, Śliwka, Semeniuk...
– Na pewno nie będzie łatwo, ale będę walczył. Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy. Moim siatkarskim idolem w kadrze był Michał Kubiak. Podobny do mnie ze względu na wzrost i charakter. Słynął właśnie z waleczności na boisku.
– Wróćmy do Uniwersjady. Jak ci się podobało to wielkie sportowe, studenckie święto?
– Do Niemiec przyjechali sportowcy z całego świata. Region Ren-Ruhra – tam rozgrywano większość konkurencji. A mecze siatkarzy w halach w Berlinie. Tam też mieliśmy swoje miasteczko, taką wioskę olimpijską. Atmosfera była znakomita.
– W grupie wygraliście z Filipinami, Argentyną oraz Kolumbią. W drodze do strefy medalowej niespodziewany opór stawili siatkarze z chińskiego Tajpei. Urwali wam nawet seta.
– Tak. Jak dla mnie, to był najtrudniejszy mecz całego turnieju. Siatkarze tej reprezentacji byli dobrze przygotowani technicznie, szybcy, nieobliczalni. W półfinale z Japonią i w finale z Brazylią (wygranych po 3:0) grało nam się zdecydowanie łatwiej. Na każdym meczu mogliśmy liczyć na doping polskich kibiców. To bardzo pomagało.
– Będzie teraz czas, żeby trochę odpocząć przed sezonem ligowym?
– Kilkudniowy wypad w góry i wracam na boisko. Rozpoczynamy z Lechią przygotowania do nowego sezonu. Będziemy chcieli walczyć o jak najwyższe miejsce w I lidze. Na pewno poprawić pozycję z zeszłego sezonu.
– Trudno połączyć naukę z profesjonalnym sportem?
– Jestem studentem drugiego roku Wyższej Szkoły Zarządzania w Opolu na kierunku menadżer sportu i turystyki. Nasza uczelnia jest przychylna sportowcom. Dzięki temu mogę spokojnie trenować i grać w kadrze czy klubie.
– Z Lechią jesteś związany do dziecka, już jako 16-latek zadebiutowałeś w I lidze, ale pewnie masz ambicje, żeby zagrać w PlusLidze?
– Tak. Można powiedzieć, że byłem skazany na siatkówkę. Grałem w nią od zawsze. Właściwie zaczynałem już jako dwulatek. Dziadek (Marek Hendzelewski – przyp. red.) zrobił siatkę z firanki i przymocował do szafy, a my z tatą (Rafałem – przyp. red.) odbijaliśmy. Tata był siatkarzem Lechii i od najmłodszych lat uczył mnie siatkarskiego rzemiosła. Zaczynałem w SP nr 10, później w "trzynastce", aż w końcu w siódmej i ósmej klasie w SP nr 12. Tam moim trenerem był Bartłomiej Rebzda. Później I LO. Byliśmy w jednej klasie z Kubą Nowakiem (jest rok ode mnie młodszy, ale wcześniej poszedł do szkoły). Bardzo się cieszę, że trafił do pierwszej reprezentacji i PlusLigi. Mam nadzieję, że pójdę jego drogą.
– Tego ci życzymy. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Adrian Grałek



Komentarze