"Było nas trzech, w każdym z nas inna krew" – mogliśmy o sobie zaśpiewać. Z naszej trójki – Andrzej Kucharczyk, Paweł Kucharski i Jacek Mrozowicz – to Paweł był najspokojniejszy i cierpliwy. Odszedł 19 stycznia.
Poznałem Pawła, gdy rozpocząłem pracę w wistomowskich "Włóknach Sztucznych". Był fotoreporterem. Zazdrościłem mu umiejętności, podziwiałem sposób, w jaki oglądał świat przez wizjer aparatu. Pamiętam do dziś kilka z jego zdjęć. Jedno z nich miało być dołączone do tekstu o kondycji tomaszowskiego szpitala. Paweł sfotografował salę szpitalną w taki sposób, że przez otwarte drzwi widać było rząd łóżek, a z kilku z nich wystawały nogi pacjentów, którzy się na nich nie mieścili, albo kadr z zabawy mikołajkowej – rozmyte tło, na którym widać Mikołaja i tańczące dzieci, a na pierwszym planie oparta o framugę drzwi zapłakana dziewczynka. Był niesłychanie odpowiedzialny i lojalny. Dlatego odszedł z firmy i z gazety. Jak sam stwierdził, nie był w stanie pracować tak długo i tak ciężko, jak przez pierwsze lata musieliśmy. Bywały dni, że przez dobę nie odchodziło się od jedynego komputera, jakim wówczas dysponowaliśmy. Jeden pisał, dwóch spało – i tak na zmianę. Jego uczciwość nie pozwalała mu czerpać korzyści z pracy swoich kolegów.
Uwielbiał tomaszowskie targowiska, które na początku lat 90. XX w. tętniły życiem. Były pełne mniej lub bardziej legalnych towarów ściąganych z "Zachodu", kramów handlujących "turystów" zza wschodniej granicy. Kupował dziwaczne rzeczy, pisywał niekiedy bardzo anegdotyczne teksty o handlu. Miał niesamowite poczucie humoru, a jego sentencja: "nie opłaca się inwestować w gorzałę, choć czasem się zwraca" weszła do potocznego języka.
Jeszcze kilka lat temu miałem nadzieję, że znów popracujemy razem, gdy Paweł chciał wrócić do fotoreporterki. Niestety choroba i inne problemy nie pozwoliły. Zmarł w wieku 71 lat.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze