W numerze 20 TIT z 23 maja br. ukazał się mój tekst "Postscriptum do pożaru synagogi w Inowłodzu", który dotyczył losu inowłodzkich Żydów w czasie II wojny światowej. Było w nim o tragicznych wydarzeniach we wsi Żądłowice (gm. Inowłódz). W gospodarstwie rodziny Marzyjanków ukrywała się grupa Żydów. Ktoś o tym doniósł służbom niemieckiego okupanta. Przyjechali żandarmi i zamordowali ukrywających się i gospodarzy. Sprawa nie dawała mi spokoju, postanowiłem ustalić coś więcej. I udało się.
O zdarzeniach w Żądłowicach przeczytałem przed kilku laty w publikacji wydanej przez pamiętnikarza z Królowej Woli, teraz do sprawy wróciłem i opowiedziałem o niej burmistrzowi Inowłodza Bogdanowi Kąckiemu, którego też ona interesowała. Burmistrz skontaktował mnie z p. Jolantą Widulińską, mieszkanką gminy, która jest regionalistką badającą lokalną historię. Pani Jolanta, jak się okazało, zgłębiała już ten temat. Naprowadziła mnie na opis w Internecie, który pokazał, że to co wiedziałem i opisałem, było tylko częściową prawdą.
Pamiętnikarz przytoczył tę historię na przełomie XX i XXI wieku, w dobie raczkowania Internetu, a wiedzę czerpał z własnych wspomnień i przekazów. Faktycznie rodzina Marzyjanków udzieliła schronienia inowłodzkim Żydom Cymermanom. Na jakiej zasadzie, to już inna sprawa. Prawdą jest, że Niemcy wtargnęli do obejścia w Żądłowicach. Jednak ich tam nie zamordowali. I ukrywający się, i gospodarze zostali aresztowani i przewiezieni do Tomaszowa. Cymermanów wywieziono do obozu zagłady w Auschwitz i tam zamordowano, co zostało odnotowane przez redaktora M. Wajsberga w Yizkor Book (Tel Awiw, 1969).
Los Marzyjanków, ojca Stanisława i jego syna Michała, był zgoła inny. Niemcy postawili ich przed Sądem Doraźnym przy Komendanturze Policji Bezpieczeństwa i SD dla Dystryktu Radomskiego, skazując na karę śmierci za ukrywanie przez 18 miesięcy rodziny Cymermanów. Wyrok wykonano 24 marca 1944 r. przez rozstrzelanie. Egzekucję przeprowadzono tego dnia na dziesięciu osobach w miejscu straceń przy nieistniejącym już dziś browarze . Ofiary mordu pogrzebano na cmentarzu żydowskim, który był zwyczajowym miejscem zakopywania ofiar niemieckich zbrodni – nie tylko z tej jednej egzekucji, ale również innych w tym miejscu oraz w innych miejscach straceń i miejscach uwięzienia. Po wojnie szczątki pomordowanych ekshumowano i po próbach identyfikacji pochowano na cmentarzu katolickim, w większości jako NN.
PS Również Włodzimierz Rudź, historyk, archiwista odnotował śmierć Marzyjanków w "Dziejach miasta" (z 1980 r.), ciągle niezastąpionej monografii Tomaszowa.



Komentarze