– mówi nam Jakub Nowak, środkowy reprezentacji Polski. 20-letni wychowanek Lechii przebojem wdarł się do kadry narodowej i dostał szansę gry u boku takich gwiazd jak Tomasz Fornal czy Wilfredo Leon. – To dla mnie zaszczyt. Kocham to, co robię, spełniam swoje marzenia. Mam nadzieję, że to dopiero początek tej drogi – dodaje Kuba.
Jakub Nowak specjalnie dla TIT-u
– To wszystko jest jak piękny sen. Takie historie zdarzają się tylko w bajkach. A tobie przytrafiła się naprawdę.
– No tak (śmiech). Jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie śniłem, że mogę się znaleźć w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. Zawsze marzyłem o grze w kadrze narodowej, ale nie sądziłem, że stanie się to tak szybko. Zanim jeszcze wystąpię w rozgrywkach PlusLigi. Na początku powołania do reprezentacji towarzyszyło mi mnóstwo emocji, oczywiście pozytywnych. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Jednak szybko musiałem zejść z poziomu tej euforii i udowodnić na treningach i meczach, że miejsce w kadrze mi się należy.
– No i udowadniasz swoją postawą na boisku.
– Siatkówka jest sportem drużynowym, bez dobrych relacji z kolegami z drużyny, atmosfery w reprezentacji nie byłoby wyników na boisku. Od pierwszego dnia zgrupowania w Spale czułem się w tej drużynie bardzo dobrze. W gronie zawodników, których wcześniej mogłem podziwiać tylko w telewizji. Żaden nie dał mi odczuć, że on jest gwiazdą, a ja dopiero zaczynam. Od początku byłem pełnoprawnym członkiem tej grupy. To da się odczuć nie tylko podczas treningów, meczów, ale też podczas obiadu czy kolacji. Dzisiaj cieszę się, że jestem w tym miejscu. Stanowimy niesamowity team.
– Ważna, a może nawet najważniejsza jest rola trenera. Nikola Grbić wprowadził w tym roku do reprezentacji kilku młodych zawodników. Ty zdecydowanie wpadłeś mu w oko. Byłeś w kadrze na turniej Ligi Narodów w Chinach, później w Stanach Zjednoczonych, a teraz grasz w reprezentacji (w tej najsilniejszej) na turnieju w Gdańsku. Trener nawet podczas meczów wpadał w zachwyt po twoich zagraniach (chociażby w pamiętnym meczu z Brazylią). Ciągle też cię chwali w wywiadach.
– Na pewno trenerowi Grbiciowi bardzo dużo zawdzięczam. Dziękuję mu, że mi zaufał. Ciągle uczę się nowych rzeczy. Trener udziela mi cennych wskazówek, przekazuje rady, rozmawia... Zawsze wierzyłem w swoje umiejętności. Nawet jak występowałem w rozgrywkach I ligi w barwach Lechii. Miałem ambicje, żeby kiedyś grać na poziomie międzynarodowym. Tę szansę dał mi właśnie trener Grbić i to w tak młodym wieku.
– Nie masz żadnych kompleksów (to ważne w sporcie na najwyższym poziomie). Nie boisz się rywalizacji i otwarcie mówisz, że walczysz o miejsce w kadrze na turniej finałowy Ligi Narodów i wrześniowe mistrzostwa świata na Filipinach. Jesteś bardzo bliski tego celu.
– Spokojnie... Robię swoje, a trener zdecyduje, kto zasługuje na miejsce w MŚ.
– Mówi się, że siatkówka to gra nerwów. Mimo młodego wieku radzisz sobie z presją bardzo dobrze. Wchodzisz na boisko i robisz swoje. Świetnie sprawdzasz się nie tylko w bloku, ale też w ataku.
– Staram się za dużo nie myśleć, nie spekulować. Skupiam się na meczu i na tym, co mam do zrobienia. Na początku zawsze jest jakiś stresik, ale on znika z pierwszą akcją, z pierwszym zdobytym punktem. Nie ma się co przejmować. Co ma być, to będzie. Wychodzę na boisko po to, żeby wygrywać i jak najlepiej reprezentować kraj. Krok po kroku realizować swoje cele. A ocenę pozostawiam kibicom. No i mediom. Chociaż za dużo nie czytam na swój temat, bo to niczemu dobremu nie służy.
– Stałeś się ulubieńcem kibiców (nie tylko w Polsce). Chyba wsparcie sympatyków siatkówki (szczególnie tych z rodzinnych stron) jest dla ciebie ważne?
– Oczywiście. Reprezentuję Polskę, ale też Tomaszów i okolice, gminę Ujazd. Jestem z tego dumny. To dla mnie zaszczyt. Oczywiście największym wsparcie była zawsze dla mnie rodzina. Poświęcili wiele czasu i wysiłku, żebym znalazł się w tym miejscu, gdzie dzisiaj jestem. Zawsze mieli dla mnie czas, również na rozmowy. Dużo zawdzięczam też Lechii Tomaszów. Tutaj się wszystko zaczęło. Miałem świetne warunki do rozwoju. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, przyjaciół (pozdrawiam ich wszystkich z tego miejsca).
– Tomaszów dawno nie miał siatkarza w kadrze narodowej.
– Mam nadzieję, że za mną pójdą kolejni. Przecież mamy w Tomaszowie mnóstwo utalentowanej młodzieży. Nie tylko siatkarzy. To w najbliższej przyszłości mogą być reprezentanci Polski. Tylko muszą w siebie wierzyć, ciężko pracować i realizować swoje marzenia.
– Twój przykład pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jednak w sporcie (jak w życiu) trzeba mieć też trochę szczęścia.
– Tak, ale szczęściu trzeba też dopomóc (śmiech). Ważna jest determinacja, dążenie do celu, no i ciężka praca. Sam talent nie wystarczy. Na początku trener przygląda się dużej grupie zawodników. Trzeba nie bać się pokazać swoich atutów.
– Od początku maja pracujesz w reprezentacji na pełnych obrotach. Zgrupowania, mecze, wyjazdy (również na inne kontynenty). Czujesz się trochę zmęczony?
– Jako najmłodszemu w reprezentacji nie wypada mi mówić o zmęczeniu. Trenujemy nawet po dwa razy dziennie, obciążenia są duże. Jednak lubię tę robotę. Kocham to, co robię. Nie wyobrażam sobie siedzenia za biurkiem. Bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie. Czasem trochę poboli, a później przestanie. Nie męczy mnie to, czerpię radość z tego wysiłku.
– Gracie teraz trzeci turniej LN w Gdańsku. Iran, Kuba, Bułgaria, Francja. Którego z tych rywali obawiacie się najbardziej?
– Francuzi to mistrzowie olimpijscy, ale do każdego meczu podchodzimy tak samo. Chcemy zawsze grać swoją siatkówkę, na najwyższym poziomie. Nie ma mowy o żadnych ustępstwach, podawaniu ręki przeciwnikowi. Gramy w najmocniejszym składzie i z każdego meczu chcemy wyjść zwycięsko. Szkoda, że w Chicago nie udało się ograć Włochów i Brazylijczyków. Byliśmy bardzo blisko. No, ale walczymy o kolejne wygrane.
– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
Rozmawiał: Adrian Grałek
Zdjęcie główne: Największym atutem Kuby Nowaka (z numerem 73) jest blok, fot. Volleyball World
Zdjęcie boczne: fot. Getty



Komentarze