Kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku wzięło udział w warsztatach pn. "Szydełkowe sploty", które odbyły się w sobotę, 5 lipca w parku Bulwary. To pierwsze spotkanie z cyklu. Zaplanowano jeszcze m.in. naukę tkania czy haftu.
Wspomniane warsztaty to część projektu, który jest realizowany w ramach zadania publicznego pn. "Lokalne rękodzieło jako innowacyjny sposób budowania poczucia wartości", a finansowanego z Budżetu Obywatelskiego Województwa Łódzkiego. Jego pomysłodawczynią jest Kinga Maciaszczyk-Bednarek z Pracowni Artystycznej Czarny Motyl w Tomaszowie (na głównym zdjęciu w środku), pasjonatka rękodzielnictwa. Sama tka, robi makramy, lepi w glinie i wciąż poszukuje nowych twórczych pól do swoich działań. Pomyślała, że fajnie byłoby tymi pasjami podzielić się z innymi. – Chcę zachęcić społeczeństwo do tworzenia i pokazać, że rękodzieło nie jest przestarzałe, dlatego nie stawiam na twórczynie ludowe w prowadzeniu warsztatów. Zapraszam ludzi, którzy tworzą w zaciszu domowym i stare rzemiosło wykorzystują w inny, współczesny sposób – mówi.
Choć wiele osób mówiło jej, że w Tomaszowie brakuje takich aktywizacji, i ona, i panie ze Stowarzyszenia EWA, które jest współrealizatorem projektu, z niedowierzaniem patrzyły na gromadę kobiet – od nastoletnich dziewczynek po seniorki – które w sobotnie przedpołudnie, mimo gorąca i pory, w której raczej robi się zakupy i przygotowuje obiad, przyszły, by wziąć udział w warsztatach. Mimo różnych oczekiwań i umiejętności, a także różnicy wieku szybko stworzyły wspólnie działającą grupę, a właściwie dwie. Jedna poznawała podstawowe, a potem i bardziej zaawansowane sploty szydełkowe (uczyły je panie ze Stowarzyszenia EWA i K. Maciaszczyk-Bednarek). Druga – tajniki filcowania wełny metodą na sucho, które przekazywała im Alina Wodzińska. – Zajmuję się tym od 2015 roku. Mój syn mi powiedział, że już w XI wieku wikingowie i Słowianie robili tego typu rzeczy, to znaczy filcowali wełnę za pomocą rybiej ości, i mnie tym zaintrygował. Oczywiście teraz służą do tego igły, ale sama technika jest podobna – wyjaśnia pani Alina.
Materiały uczestniczkom zapewniły organizatorki. Niektóre panie, obeznane już trochę z szydełkowaniem, przyniosły też swoje szydełka. Efektem warsztatów były zaczątki serwetek, szaliczków, bransoletki, kordonkowych kwiatków, a także filcowane misie.
W warsztatach wzięła udział m.in. 11-letnia Natalia (na zdjęciu bocznym). – Szydełkowaniem zainteresowałam się już w zeszłym roku. Uczyłam się z Internetu, parę splotów pokazała mi babcia. Po szydełko sięgam wtedy, gdy się nudzę. Nie zawsze mam jednak cierpliwość, by zrobić coś do końca. Ale wydziergałam sobie np. maskotkę – mówi, pokazując śmiesznego żółtego stworka. Robi też bransoletki ze wstążek.
Pani Ania z kolei przyznała, że w trakcie warsztatów miała szydełko pierwszy raz w rękach. – Na szczęście prowadząca warsztaty zlitowała się nade mną i dała mi grubszą włóczkę, bo tą cienką nitką nie byłam w stanie nic zrobić. Ale już mi się to podoba. Może zrobię sobie szalik – śmieje się i dodaje, że organizacja takich spotkań to bardzo dobry pomysł.
Kolejne warsztaty odbędą się w sobotę, 26 lipca w Muzeum im. A. hr. Ostrowskiego, które jest partnerem projektu. W planach jest tkanie na ramkach. 2 sierpnia na placu Kościuszki będzie można nauczyć się robić makramy, a 30 sierpnia na Przystani nad Pilicą poznać tajniki haftowania.
– Ostanie spotkania planowane są w muzeum. 13 września będzie to "Kreatywny upcykling", czyli warsztaty, na których będziemy wykorzystywać powstałe prace do tworzenia nowych kreacji ze starych ubrań. Natomiast 27 września odbędzie się podsumowanie projektu i wystawa, na której pokażemy to, co udało nam się stworzyć – informuje Kinga Maciaszczyk-Bednarek.
MarMajs



Komentarze