Wiosna sprzyja porządkom na działkach i w ogrodach. Sprzyja też paleniu odpadów zielonych (i nie nie tylko), choć zabraniają tego przepisy. Nie każdy ich jednak przestrzega.
Palenie liści i gałęzi w ogródkach czy na działkach to od dawna powszechny proceder w kraju. Wielu mieszkańców nie wyobraża sobie bez tego wiosennych czy jesiennych porządków w ogrodach, a nawet jest to pewna tradycja. Przy porządkowaniu działek i posesji ludzie robią przecież czasem ogniska, połączone ze spotkaniami towarzyskimi, relaksem na łonie natury itd. – Co roku palę odpady zielone na działce i jeszcze nikt nie miał o to pretensji. Dbam o nią, mam też kompostownik – mówi jeden z tomaszowian, który ma działkę w popularnych tomaszowskich Rodzinnych Ogrodach Działkowych.
Sporo osób pali też gałęzie i inne odpady na posesjach jednorodzinnych. – Wszystko zależy chyba od sąsiadów. Moi podczas robót porządkowych na działce też czasem coś spalają i leci dym, ale to trwa krótko. Mnie to nie przeszkadza, to nie jest przecież plastik – mówi jedna z tomaszowianek. Inni jednak mają odrębne zdanie, zwłaszcza że niestety czasem oprócz gałęzi i chwastów palą się także inne rzeczy (na pewno nie biodegradalne). – Dym leci nie tylko na moją posesję, ale na całą okolicę – denerwuje się mieszkaniec Białobrzegów. Do takiego wypalania doszło np. na cmentarzu w tej dzielnicy, co mieszkańcy zgłosili Straży Miejskiej. – Interwencja była przeprowadzona przez Straż Miejską w oparciu o zgłoszenie obywatela. Na miejscu ujawniono ugaszone palenisko, lecz nikogo nie zastano. Przeszukanie pobliskiego terenu zakończyło się wynikiem negatywnym. Na miejscu wykonano dokumentację fotograficzną. W ramach dalszych czynności ustalono sprawcę wypalania śmieci, którego 12 marca ukarano mandatem karnym w wysokości 500 zł – mówi Sławomir Wieruszewski, komendant Straży Miejskiej w Tomaszowie Mazowieckim. Zarówno w 2024, jak i w pierwszym kwartale tego roku, nie odnotowano już żadnej innej interwencji spalania śmieci na tomaszowskich cmentarzach.
Spalanie odpadów naturalnych też może grozić mandatem. W Polsce obowiązuje – i to już dość długo – zakaz palenia liści i innych zielonych odpadów z działki czy ogrodu, ale nie każdy o tym pamięta. Już w 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Weszła ona w życie 1 stycznia 2012 roku i m.in. nałożyła na gminy obowiązek podjęcia uchwał wprowadzających zmiany w systemie gospodarowania odpadami. Przed wejściem zmian prawo pozwalało na spalanie organicznych części roślin, czyli gałęzi i liści, pod warunkiem, że nie powodowało to nadmiernej emisji dymu i nie utrudniało życia sąsiadom. Obecnie osoba, która spala odpady zielone w ogródku lub na działce, może zostać ukarana mandatem w wysokości do 500 zł.
– U nas nie ma takiego problemu, ludzie raczej boją się wypalać odpady na działce, bo raz jeden z działkowców to zrobił i zostało to zgłoszono. Przyjechała Straż Miejska – mówi Sabina Matuszewska, prezeska ROD Siedmiodomki. – Zresztą ja mieszkam w wieżowcu na ósmym piętrze i widzę z balkonu cały ogród. Jakby się pojawił dymek, to od razu bym reagowała i ludzie o tym wiedzą – uśmiecha się pani Sabina. Zauważa, że ludzie zaczęli się dostosowywać do nowych przepisów. – Każdy musi mieć teraz na działce kompostownik, co wynika z naszego statutu. Poza tym na inne odpady mamy pojemniki, dostępne od kwietnia do października – informuje.
J.D



Komentarze