W minioną niedzielę w centrum Spały już zapachniało świętami, a za sprawą specjałów z Podhala również Krupówkami. Mikołajkowo-świąteczny jarmark ściągnął tysiące osób. Przez prawie 20 lat jarmarki zrobiły ze Spały najbardziej znaną miejscowość turystyczną w naszym regionie.
Wiosną przyszłego roku minie 20 lat od organizacji pierwszego Spalskiego Jarmarku Antyków i Rękodzieła Ludowego. Od prawie dwóch dekad, od kwietnia do października (raz w miesiącu w niedzielę), do Spały ściągają tłumy. Zjeżdżają wystawcy i turyści z całej Polski. – Organizacja takiej imprezy była dla nas dużym wyzwaniem. Od początku robiliśmy to z pasji, z przyjemności. Jarmark zawsze był okazją do spotkania wielu wyjątkowych ludzi, którzy w swoich dziedzinach są niezwykli. Przyjeżdżają do nas z różnych miejscowości, dzielą się swoimi pasjami, profesjami – mówił w rozmowie z nami Robert Papis, pomysłodawca i organizator spalskiego jarmarku, który w 2007 r. został wyróżniony przez Polską Organizację Turystyczną certyfikatem za Najlepszy Produkt Turystyczny Roku.
Dzięki takim inicjatywom jak Spalski Jarmark Antyków i Rękodzieła Ludowego Spała podniosła się z turystycznej zapaści, w którą wpadła w latach 90 ub.w. W tej miejscowości nie ma kąpieliska, aquaparku, spektakularnych czy cennych zabytków (najstarszym zachowanym z czasów carskich jest kapliczka stojąca przy DK nr 48). Jest dobrym miejscem na spacer, wypad na lody czy gofry (zimą grzańca czy jakiś obiad) i wyciszenie się w okolicznych lasach. Można się zintegrować, wyspać. "Spałem w Spale, piłem w Spale", parafrazując tekst utworu Artura Andrusa. – Miejsce jak każde inne. Trochę się dziwię tym, którzy tak często tutaj przyjeżdżają. Przecież w Spale nie ma właściwie żadnych atrakcji – twierdzi jeden z mieszkańców.
Magnesem przyciągającym turystów stał się jarmark, który zmienił postrzeganie Spały. Nie kojarzy się już tylko z turystyką biznesową czy weekendową. Impreza Roberta Papisa zawsze zachwyca swoim klimatem, proponuje coś nowego i ściąga tłumy.
- Światełka, ozdoby, muzyka, a przede wszystkim ludzie
Znakomicie sprawdziła się też świąteczna formuła jarmarku zorganizowanego w minioną niedzielę. Swoje zrobiła muzyka, stylowe oświetlenie, ozdoby, stroiki, zapachy potraw, ale przede wszystkim rozmowy i spotkania. Organizatorzy stworzyli magiczny nastrój. W Spale już zapachniało świętami, ale też zakopiańskimi Krupówkami. Na jarmark przyjechali goście ze swoimi specjałami ze stolicy Tatr. Nie mogło zabraknąć tradycyjnych oscypków, ale też mocniejszych produktów.
Spała może spokojnie konkurować z Zakopanem, a nawet być lepsza. Klimat spalskiego jarmarku jest niepowtarzalny. – Wszyscy uśmiechnięci, serdeczni. Może niektórzy wypili coś mocniejszego, ale symbolicznie, żeby się rozgrzać. Żadnych pijaków słaniających się na nogach nie było. Dla mnie przyjazd na jarmark do Spały jest zawsze swoistą terapią, wyjściem do ludzi. Z każdym można porozmawiać – mówiła zachwycona jedna z turystek.
Nie byłoby Spały bez jarmarku. Tę opinię podziela Bogdan Kącki, burmistrz miasta i gminy Inowłódz. – Na stałe wpisał się do naszego kalendarza, za każdym razem przyciąga tłumy. Do małej Spały przyjeżdżają zawsze tysiące ludzi. A pomysł z formułą świąteczną był strzałem w dziesiątkę – uważa B. Kącki.
Goście jarmarku chcieliby więcej, zostać na dłużej w Spale. – Szkoda, że impreza nie była dwudniowa albo jeszcze za tydzień. Już nie mogę doczekać się przyszłego roku – powiedział nam jeden z gości.
- Bawiło się 800 dzieci
Dobrym pomysłem było też połączenie tego samego dnia jarmarku ze Spalskimi Mikołajkami (tę imprezę zorganizowano już piąty raz), na których bawiło się prawie 800 dzieci. Brali udział w grze terenowej polegającej na odnalezieniu drogi do mikołaja w Parku Prezydentów II RP. Były też inne zabawy, nagrody, dyplomy, upominki, nie mogło zabraknąć ręcznie zdobionych pierników.
Impreza została zorganizowana przez Fundację Centrum Inicjatyw Społecznych Carpe Diem we współpracy z Carską Wieżą, gminą Inowłódz, Towarzystwem Przyjaciół Dzieci w Inowłodzu i Lasami Państwowymi – Nadleśnictwem Spała.
1 grudnia do Spały przyjechało wielu zmotoryzowanych gości. Niektórzy niepotrzebnie pchali się do ścisłego centrum, zamiast zostawić pojazd na parkingach na błoniach nad Pilicą (tam były wolne miejsca). Korkowała się droga krajowa nr 48 na odcinku do Tomaszowa. Jeszcze raz potwierdziło się, że alternatywna trasa w kierunku Ciebłowic jest szczególnie w takich dniach niezbędna.



Komentarze