Wypalenie zawodowe to szereg oznak wycieńczenia psychicznego, (...) depersonalizacji oraz obniżonego poczucia dokonań własnych (...). Tak więc spadek energii i zaangażowania w pracę, poczucie rosnącej frustracji, nieustanne narzekanie na los to mogą być pierwsze objawy tego stanu.
Myślisz sobie... Przeciętny Kowalski narzeka tak dla zasady... Ale czy na pewno to tylko użalanie się nad sobą? Czy faktycznie powinniśmy lekceważyć takie symptomy? Otóż nie! Z czasem ta postawa pogłębi się, a spadki kreatywnego myślenia i zaangażowania będą eskalować problem. Dojdą do tego zaburzenia funkcji poznawczych (między innymi kłopoty z koncentracją i z pamięcią), negatywne emocje w kontaktach z innymi ludźmi, agresja werbalna wobec współpracowników i klientów, wahania nastroju, drażliwość, brak cierpliwości w kontaktach z domownikami,wycofywanie się z życia towarzyskiego, objawy somatyczne (bóle i zawroty głowy, zaburzenia snu, kołatanie serca, uczucie duszności, alergie).
Ostatnia faza to już niestety stany depresyjne, czasem ucieczka w uzależnienia (nadużywanie substancji psychoaktywnych, hazard, nałogowe kupowanie przedmiotów), a nawet myśli o porzuceniu swojej pracy/zawodu.
Historia z życia wzięta
Pani Małgorzata to 38-letnia mieszkanka powiatu tomaszowskiego. Przez 10 lat pracowała w firmie zajmującej się sprzedażą ubezpieczeń, a przez 5 lat zajmowała w niej stanowisko kierownicze. To jedna z prężnie rozwijających się firm w naszej okolicy, dlatego też pani Gosia była dobrze ustawiona finansowo. Na pierwszy rzut oka wszystko układało się idealnie. Przystojny mąż, dwójka dzieci, dobrze płatna praca. Znajomi jej zazdrościli.
Sygnały wypalenia zawodowego długo w jej przypadku nie dawały o sobie znać i przyszły podstępnie. Zazwyczaj uświadamiamy sobie, że coś jest nie tak, gdy jest już za późno i tak też było w jej sytuacji. Zapytałam panią Małgorzatę, kiedy zorientowała się, że może przechodzić wypalenie zawodowe? Po jakim czasie pracy w zawodzie? - Nie miałam siły wstać rano do pracy i czerpać radości z jej wykonywania. Bardziej był to mus niż chęć. Stało się tak po trzech latach pracy na stanowisku menadżera. Nowe obowiązki początkowo sprawiały mi przyjemności, mogłam pracować non stop, ale im więcej z siebie dawałam tym większe były oczekiwania - mówi.
Jeśli chodzi o okoliczności w pracy, jakie towarzyszyły temu zjawisku, to: presja nakładana przez pracodawcę, aby osiągać coraz większą sprzedaż. Z mojej strony natomiast było to narastające zniechęcenie, frustracja podczas rozmowy z podwładnymi, poczucie braku widoków na dalszy rozwój, a z tej drugiej strony bezradność oraz świadomość braku reakcji (pomocy), co do spadku motywacji do dalszej pracy. Liczył się tylko cel, a nie ja i moje odczucia.
Objawy, jakie zauważyła u siebie nasza bohaterka, to głównie był to stres przed rozpoczęciem pracy, permanentne podenerwowanie, duszności, a nawet koszmary senne o tym, że czegoś nie dopilnowała.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to szara rzeczywistość, ale nie możemy pozwolić na to, aby stres i to, co dzieje się w pracy przejmowało kontrolę nad naszym życiem. Dlatego niezmiernie ważne jest, co z takim stanem rzeczy zrobimy. Jak opowiada nasza rozmówczyni: na początku postanowiłam wprowadzić do mojego życia więcej aktywności, długie spacery, bieganie, które początkowo pomagały rozluźnić napięcie, ale po powrocie do pracy wszystko wracało. Później uświadomiłam sobie, że problem jest w mojej głowie i że sama sobie z nim nie poradzę. Dużo rozmawiałam z najbliższymi o tym, co mnie męczy i przeszkadza (niestety tego nie rozumieli!). Próbowałam szukać pozytywnych stron pracy, którą wykonuję, a po powrocie do domu odcinać się od spraw zawodowych. Niestety to się nie udawało. Ostatecznie po konsultacji ze specjalistą postanowiłam zmienić zawód.
To, co bardzo smuci, to reakcja otoczenia, kiedy sygnalizujemy problem i tak też było w przypadku pani Małgorzaty. Jak wspomina - nawet najbliżsi tego nie rozumieli i tłumaczyli mój stan usprawiedliwianiem się w obliczu niedopełnienia przeze mnie obowiązków. Uważali, że nie chce mi się pracować, bo przecież mnie znają i wiedzą, że stać mnie na dużo więcej, sądzili, że zwalam winę na chorobę, zamiast przyznać się, że nie daję z siebie wszystkiego. Tak naprawdę jedynie współpracownicy to rozumieli. Przełożeni niekończenie.
Obecnie nasza bohaterka czuje się bardzo dobrze, znów się uśmiecha, zmieniła pracę i otoczenie, odcięła się od tego, co było. Jej relacje z rodziną też są lepsze. Stało się tak, bo udała się po pomoc do psychologa, który pomógł jej odnaleźć przyczynę złego samopoczucia, a także doradził rozwiązanie (zmianę pracy). Pani Gosia i jej rodzina skorzystali też z terapii.
Jeśli więc i ty masz podobne problemy jak nasza bohaterka, nie bój się zgłosić po pomoc i zawalczyć o swoje życie.
Katarzyna Kotela



Komentarze