- Zniszczyli mi życie, moją karierę. Zabrali mi moją największą miłość, latanie - mówi 30-letni podporucznik Krzysztof Miko, pilot 7. dywizjonu
25. Brygady Kawalerii Powietrznej, który został ciężko pobity podczas zabawy z kolegami we Wrocławiu. Teraz zaczyna się proces, który ma wyjaśnić, dlaczego i jak doszło do tego dramatu.
Noc z 24 na 25 marca 2018 r. dla Krzysztofa, młodego i zdolnego żołnierza z Tomaszowa, który rozpoczynał wojskową karierę, stała się koszmarem. Jeden z kolegów tomaszowianina, także pilot wojskowy, miał wtedy wieczór kawalerski. Krzysztof brał w nim udział. Po kilku godzinach imprezy w jednym z wrocławskich klubów w centrum miasta mężczyzna postanowił wrócić do hotelu. Odprowadzał go jeden z kolegów, także żołnierz. Zaraz po wyjściu z klubu tomaszowianie zobaczyli idących naprzeciw trzech mężczyzn. Jak mówi Krzysztof, zostali przez nich zaczepieni. Tomaszowianie jednak nie zareagowali, szli dalej. - Odwróciłem się dopiero wtedy, gdy usłyszałem, że oni za nami idą. Zostałem mocno uderzony w twarz, przewróciłem się. Potem jeden z kolegów agresora, jak się okazało lekarz z wrocławskiego szpitala, zaczął mnie kopać po głowie. Kolega próbował się bronić, ale też został uderzony, miał złamany nos. Na pomoc przybiegli koledzy, z którymi wcześniej byliśmy w klubie, ale tamci trzej uciekli - wspomina tomaszowianin. Tego, co było dalej, nie pamięta. Miał tak rozległe obrażenia, że przez niemal pięć tygodni utrzymywano go w śpiączce farmakologicznej. W jego mózgu na skutek pobicia zrobił się krwiak. Przeszedł trepanację czaszki. Jej część została wycięta, żeby nie doszło do rozsadzenia głowy przez ciśnienie.

Czytała(e)ś wstęp naszego artykułu ? Spodobał Ci się ?
Kliknij aby wykupić Pełny dostęp już od 2,50 zł



Komentarze