Tamtego środowego popołudnia, 4 września, dwóch chłopców w wieku 10 i 11 lat z Tomaszowa długo albo nigdy nie zapomni.
Tuż przed godz. 15 przy placu zabaw w okolicach
ul. Granicznej przewróciła się na nich stara latarnia.
Na szczęście przeżyli. Miasto sprawdzawszystkie słupy oświetleniowe,a ludzie pytają: dlaczego dopiero teraz?
Myślałem, że ktoś zginął
Początek roku szkolnego, ruch na osiedlach, przy boiskach i placach zabaw duży. W okolicy Przedszkola nr 14 i Szkoły Podstawowej nr 1 zebrało się sporo dzieci i młodzieży. Dwóch chłopców wybrało się na dwór, by pojeździć rowerem
i hulajnogą. Gdy byli przy placu zabaw, między blokami, prawdopodobnie jeden z nich lekko oparł się o latarnię stojącą w pobliżu, a ona przewróciła się na nich. Całkowicie wypadła
z ziemi. Ludzie wybiegli przed klatki schodowe i na balkony, zaczął się krzyk i raban. Zaalarmowano służby ratunkowe. Szybko przyjechały trzy zastępy JRG PSP w Tomaszowie, policja i pogotowie. - Kiedy dowiedziałem się, co się stało, wybiegłem przed blok. Byłem prawie pewny, że ktoś zginął, skoro przygniótł go taki słup. To było straszne - mówi jeden z mieszkańców. Pozostali też byli w szoku i strachu. - Miałam niedługo przed tym wypadkiem wypuścić wnuka na dwór, bo mnie prosił, że chce wyjść z kolegami. Nie wiem, co mnie tknęło, chyba intuicja, ale powiedziałam, że wyjdzie dopiero, jak jego mama wróci i mu pozwoli, potem usłyszałam te straże
i pogotowie - mówi zdenerwowana starsza kobieta. - To mógł być on - dodaje. Inna tomaszowianka też była przerażona. - Moja wnuczka mieszka w tym bloku
i przechodziła tamtędy z 21-miesięcznym synkiem trzy minuty wcześniej z placu zabaw. Gdy doszła do Dino, usłyszała syreny - opowiada.

Czytała(e)ś wstęp naszego artykułu ? Spodobał Ci się ?
Kliknij aby wykupić Pełny dostęp już od 2,50 zł



Komentarze