Uporczywe twierdzenie Dariusza Szymanowskiego, prezesa Stowarzyszenia "Wizna 1939", że pod posadzką inowłodzkiego kościoła św. Idziego spoczywają ludzkie szczątki, znalazło potwierdzenie. Niestety nie będą to kości mjra/płka Henryka Dobrzańskiego ps. Hubal.
Od lat D. Szymanowski szuka szczątków Hubala w różnych miejscach, jak na razie bez powodzenia. Jak przypuszczam, nawet IPN Oddział w Łodzi odpuścił sprawę tych poszukiwań. Doszli chyba do wniosku, że bardziej prawdopodobny jest fakt, że szczątki Hubala leżą w anonimowym i trudnym do ustalenia grobie na cmentarzu wojennym w Tomaszowie. Stało się tak po źle prowadzonej ekshumacji z pierwotnego pochówku koło tomaszowskich koszar i równie byle jak urządzanego cmentarza przy ul. Smutnej, gdzie nagrobki nie pokrywają się z mogiłami (pisaliśmy już o tym).
Więc co z tymi kośćmi w kościele na inowłodzkim wzgórzu? Na powrót do tematu naprowadziła mnie p. Jolanta Widulińska, interesująca się wszystkimi zdarzeniami z historii Inowłodza. Dociekliwa regionalistka doszukała się w archiwach dokumentów z czasów odbudowy i renowacji świątyni w Inowłodzu w latach 1936–1938. Renowacja ta z inicjatywy Prezydenta RP Ignacego Mościckiego prowadzona była bardzo fachowo i skrupulatnie. Zatrudniono profesjonalnych architektów, korzystano z opracowań historyków i artystów.
Pani Jolanta nakierowała moją uwagę na wyszukany przez nią w archiwum biuletyn historii sztuki i kultury, kwartalnik wydawany przez Zakład Architektury Polskiej i Historii Sztuki Politechniki Warszawskiej, w którego numerze 1 z marca 1938 r. znalazł się duży materiał autorstwa Wilhelma Karola Henneberga (1891–1963). Autor był głównym realizatorem renowacji kościoła. Ten absolwent Politechniki Warszawskiej z 1922 r. był członkiem Stowarzyszenia Architektów Polskich, a w latach 1937–1939 generalnym konserwatorem zabytków. To on sporządził arcydokładną inwentaryzację tego, co zostało ze świątyni po latach istnienia i zniszczeniach wojennych w początkowym okresie I wojny światowej, kiedy front rosyjsko-niemiecki stanął na rubieży rzeki Pilicy pod koniec 1914 r. Autor sięgnął do materiałów wcześniej opisujących kościół pióra Władysława Łuszczkiewicza (1828–1900), który był malarzem i historykiem sztuki, członkiem krakowskiej Akademii Umiejętności (AU), profesorem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, a od 1884 r. do śmierci dyrektorem Muzeum Narodowego w Krakowie. Zajmował się architekturą średniowiecza. Henneberg sięgnął też do opracowania Mariana Wawrzenieckiego (1863–1943), malarza, rysownika, archeologa, historyka sztuki, również członka AU. W opracowaniu Henneberga znalazło się wiele fotografii, planów i szkiców, wszystko dokładnie opisane.
A co do kości, to w opracowaniu czytamy: "Cały niemal kościół pod poziomem posadzki wypełniony był szkieletami ludzkimi, tu i ówdzie znaleziono resztki trumien drewnianych najprostszych, części ubrań lub broni nie znaleziono". Tyle i aż tyle, co powinno zaskoczyć Dariusza Szymanowskiego. Jest jednak pytanie, czyje są te kości i dlaczego w kościele? Rozmawiałem o tym z p. Widulińską, która sobie także to pytanie zadaje. Poszukiwanie odpowiedzi doprowadziło ją do wniosku, że są to szczątki mniszek (zakonnic) ze zgromadzenia benedyktynek sakramentek od nieustającej adoracji Najświętszego Sakramentu. Zakon ten był obecny w Polsce od 1687 r. Czy grzebano je w kościele sukcesywnie, po naturalnej śmierci, czy może po zarazach, które trapiły ziemie polskie w tamtym okresie? Odnalezione szczątki po ich zebraniu złożono z szacunkiem pod posadzką kościoła w czasie jego odbudowy. Gdyby je ponownie wydobyto, byłoby dużo do zbadania pod kątem DNA, czy to nie kości Hubala.
Na zdjęciu bocznym: Tak wyglądał kościół św. Idziego w trakcie prac jesienią 1937 r. (fot. M. Moraczewska)



Komentarze