Wtorek, 28 maja 2024, Imieniny: Augustyna, Ingi, Jaromira

wojna mWojna w Ukrainie trwa już ponad 500 dni. 500 dni strachu, bólu, ucieczek za granicę, tęsknoty za bliskimi... 500 dni układania sobie życia na nowo. Także w Tomaszowie. Jak żyje się teraz Ukraińcom w naszym mieście i co mówią o sytuacji w swojej ojczyźnie?


  • Żyliśmy w piwnicy, teraz jesteśmy bezpieczni

Język ukraiński słychać w Tomaszowie wszędzie - na ulicy, w sklepach, na placach zabaw czy w autobusach oraz w miejscach, które kiedyś były bazą hotelową dla weselników czy turystów, a teraz są tymczasowymi "domami" wielu Ukraińców.

Takim miejscem jest np. hotel Malinowa. Jak mówi jedna z pracownic, mieszka tam ok. 50 osób obywatelstwa ukraińskiego, prawie wszyscy to kobiety z dziećmi. - Żyją spokojnie, nie ma z nimi problemów - zauważa. Odwiedziłam je w piątek, 21 lipca. Hotel jest skromny, przed nim znajduje się niewielkie podwórko z piaskownicą, przy której bawią się dzieci. Zaciekawione mówią mi najpierw, po polsku, "dzień dobry", a potem "do widzenia".

W hotelu spotykam Tatianę z Kijowa, która jest w Tomaszowie od 25 marca 2022 r. Przyjechała wraz z dwiema córkami: pięcio- i ośmioletnią oraz z teściową. Mąż musiał zostać w Ukrainie. - Już pracuje w wojsku, ale nie na froncie - powiedziała mi. Ma z nim tylko kontakt telefoniczny i przez Internet. Kiedy o nim mówi, w jej oczach pojawiają się łzy. - Muszę tę rozłąkę wytrzymać, co mogę zrobić? - pyta wzruszona. Kiedy zapytałam, jak się w Polsce czuje, odpowiada jedno: bezpiecznie. Jest cicho, spokojnie, bomby nie latają nad głowami. - Po wybuchu wojny miesiąc żyliśmy w piwnicy naszego wieżowca. Tam nie było normalnego życia. W parku stał sprzęt do strącania rakiet. Nie można było z dziećmi wyjść, trudno było zrobić zakupy, robiły się kolejki, a ceny bardzo wzrosły. Jak pojechaliśmy do teściowej, to koło nas jeździły czołgi. Trzeba było wyjechać, tak mówił mój mąż, matka, teściowa - wspomina Tatiana. Dla niej to było bardzo ciężkie, bo nigdy wcześniej nie wyjeżdżała z kraju. Jej rodzice zostali w Kijowie. Tatiana mówi, że żyje się im tam strasznie. Dom teściowej został zniszczony przez bombę, nie ma okien. Od godziny 20 ludzie nie mogą wyjść z domu, muszą się ukrywać.

  • Boimy się wojny domowej

Dzieci Tatiany nie chodziły do tomaszowskich placówek oświatowych, starsza uczyła się online, z Ukrainy. - Cały czas nie wiedziałam i nie wiem, co będzie dalej. Na początku myślałam, że wojna się szybko skończy i wrócimy do domu - słyszę od Ukrainki. Cieszy się, że jej córka już w miarę dobrze mówi i pisze po polsku. Dzieci w ogóle dobrze odnalazły się w nowej, trudnej przecież dla wszystkich, sytuacji. Sama też pracuje nadal w swojej ukraińskiej firmie, tylko zdalnie. Kontroluje pracę innych. W Kijowie pracowała normalnie w biurze. Teraz normalności tam nie ma. W Tomaszowie Tatianie się podoba. Mówi, że jest cicho, spokojnie, a ludzie są mili, ale ona wierzy, że wróci do Ukrainy. Zrobi to, jak tylko będzie to bezpieczne. To nie jest przecież migracja z wyboru, kiedy planujesz wyjechać, zarobić i masz zawsze możliwość powrotu. To jest ciągła niepewność.

Do tego dochodzi coś, o czym moi różni ukraińscy rozmówcy nie mówili wcześniej. - Boję się tego, że jak się zakończy u nas ta wojna, to zacznie się wojna domowa. Jest zła atmosfera między moimi rodakami. Ludzie się kłócą o pieniądze, mogą walczyć ze sobą osoby z różnych stron kraju i z tymi, którzy będą wracać, bo już teraz krytykowani są ci, którzy wyjechali z Ukrainy - sądzi Tatiana.

W Malinowej mieszkają same kobiety i dzieci. Jest tylko jeden mężczyzna, mąż jednej z nich, ale nie jest on Ukraińcem. Ukrainki, jak mówi moja druga rozmówczyni, pracują głównie w Chipicie, Megatechu, w zakładach drobiarskich, Pepsico, przy kosmetykach w Strykowie, na kuchni w Malinowej... Z Ukrainy przyjeżdżają też ludzie dobrze wykształceni, ale - według mojej rozmówczyni - nie znajdują pracy w zawodzie, bo nie uczą się języka polskiego. - Nie myślą, że tutaj zostaną na dłużej, myślą, że na miesiąc, dwa, trzy. Jest tylko niewielka grupa ludzi ucząca się intensywnie języka polskiego, która przetłumaczyła swoje dyplomy i inne dokumenty ważne w pracy - twierdzi Natalia.

  • Ludzie w Ukrainie się zmienili

Natalia jest wdową. Pochodzi z Zaporoża, miasta w południowo-wschodniej części Ukrainy nad Dnieprem. Do Tomaszowa przyjechała 11 marca 2022 r. z dwiema córkami: sześcio- i dwunastoletnią. Później dołączyła do niej matka. Jedna córka, Liza, chodzi do Przedszkola nr 5 przy ul. Niskiej, a starsza, do SP nr 9. Tatiana pracuje, także online, zatrudnia pracowników z Ukrainy. Radzi sobie dobrze, ale też tęskni za krewnymi w Ukrainie. To siostry, dziadkowie, znajomi. - Starsi ludzie nie chcą wyjeżdżać, moja mama wahała się pół roku, musiałam ją namawiać, a przecież Zaporoże leży przy froncie, tam znajduje się elektrownia - opowiada Ukrainka.

Nie planuje wracać na Ukrainę i to nie tylko dlatego, że jest tam niebezpiecznie. - Ludzie się przez wojnę zmienili, bo tam żyją, i ja wiem, że tam życie jest ciężkie i straszne. Byłam tam dwa tygodnie. To wszystko zostaje w głowie, choć oczywiście ludzie mówią, że się przyzwyczaili, ale tak naprawdę nie wymaże się wojny i tych przeżyć z pamięci. Chłoną to wszystko też dzieci - zauważa Natalia. Jej młodsza córka ani razu nie powiedziała, że chce do domu, starsza na początku nie chciała uczyć się języka polskiego, przeżywała wyjazd z Ukrainy, ale potem przyzwyczaiła się, mówi po polsku i żyje jak inne nastolatki. Natalia myśli o swoim domu w Zaporożu. Stoi pusty, doglądają go sąsiedzi. Na szczęście nie został zniszczony. - Strzelają, ale koło miasta - informuje.

W Tomaszowie jej się podoba. Czasami wyjeżdża z rodziną na wycieczki, do Krakowa, Warszawy, Energylandii... Chcą żyć w miarę normalnie. W wakacje dzieci siedzą raczej w "domu", ale miały też rozrywki.- Obóz dla dzieci w Zakościelu robiła fundacja Proem. Dzieci skorzystały - cieszy się Natalia.

  • Mają dużą pomoc

Ukraińcy z Malinowej są zakwaterowani tam przez miasto. Ale nie tylko tam. Jak dowiedzieliśmy się w magistracie, w obiektach zbiorowego zakwaterowania zorganizowanych przez urząd przebywa 106 uchodźców z Ukrainy (stan z 17 lipca br.). - Gmina miasto Tomaszów Mazowiecki od czerwca 2022 r. na polecenie wojewody łódzkiego i po podpisaniu stosownych umów zgłosiła gotowość przyjęcia około 180 obywateli z Ukrainy. Liczba zmieniała się na przestrzeni kolejnych miesięcy wraz ze zmianą lokalizacji obiektów - mówi Joanna Budny, rzeczniczka prasowa UM. W 2023 r. Ukraińcy zakwaterowani są u nas w czterech obiektach. To Kręgielnia, Przystań, KS Lechia - obiekty prowadzone przez Tomaszowskie Centrum Sportu oraz Malinowa. - Maksymalna liczba miejsc w tych obiektach został ustalona z Urzędem Wojewódzkim na poziomie 120 osób z możliwością zwiększenia wraz z zaistniałą potrzebą. Urząd Miasta podpisał z zarządcami tych obiektów umowy na świadczenie usługi zakwaterowania i wyżywienia zgodnie z zasadami określonymi w umowie z wojewodą łódzkim - dodaje.

Na realizację powyższego zadania magistrat otrzymuje z Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi środki finansowe z Funduszu Pomocy w wysokości 70 zł na osobę na dobę realizowanych świadczeń. Zgonie z aktualnie obowiązującymi przepisami osoby korzystające z miejsc zakwaterowania po upływie 120 dni są zobowiązane do pokrycia 50% kosztów pomocy, a po upływie 180 dni 75% kosztów pomocy. Zapisów tych nie stosuje się do obywateli, którzy na mocy ustawy zostali zwolnieni z tychże dopłat. W Tomaszowie największą grupę osób przebywających w obiektach miasta stanowią matki z małoletnimi dziećmi lub prawnymi opiekunami oraz osoby starsze (powyżej 60. roku życia).

- Część osób dorosłych podjęła pracę na terenie Tomaszowa i okolic, są osoby, które pracy poszukują, inne mają problemy z pracą, bo nie mogą z nikim zostawić swoich małoletnich dzieci - mówi Joanna Budny. Rotacja osób jest raczej umiarkowana, część wyjechała do innych miast lub dalej za granicę, jeszcze inni wrócili do Ukrainy. - Osobom zakwaterowanym na bieżąco przekazywane są informacje i udzielana pomoc w zakresie spraw pobytowych. Korzystają z pomocy placówek oświatowych, ochrony zdrowia i pomocy społecznej - dodaje.

  • Nie wiemy, co będzie dalej

Moje ukraińskie rozmówczynie za najtrudniejsze dla nich uważają to, że nie wiedzą, co przyniesie przyszłość. - Mamy mętlik w głowie. Kiedy jesteś w swoim domu, wiesz, co będzie dalej, możesz coś zaplanować na dwa, trzy lata, a tu nie wiesz nic, czy zostajesz, czy masz wracać do domu - mówi Natalia.

Tatiana też boi się powrotu do domu. - Nie wiem, czy Ukraińcy się ucieszą na nasz widok. Już teraz słyszymy, że oni żyją tam pod ostrzałem, a nam tu tak dobrze, spokojnie - powiedziała mi. - Jak na przykład wstawimy zdjęcia na Facebooku, to od razu zaczynają pisać z Ukrainy, że oni są na wojnie, a my mamy tak świetnie. Zawsze mówimy, że też przecież mogą wyjechać, a my wyjechaliśmy, by chronić dzieci - dodaje Tatiana.

Joanna Dębiec

Pin It


TIT - Tomaszowski Informator Tygodniowy
Agencja Wydawnicza PAJ-Press

ul. Długa 82
97-200 Tomaszów Mazowiecki,
tel. 44 724 24 00 wew. 28 (biuro ogłoszeń)
tel. kom. 609-827-357, 724-496-306

WYRÓŻNIONE

- uważa Mateusz Grabarz, zastępca n...

Pisaliśmy i zachęcaliśmy do realizo...

Śledztwo w sprawie pożaru ze skutki...

Siatkówka młodzieżowa w wydaniu ogó...

Rozjeżdżony przez parkujące samocho...

Ponad 1,5 tys. osób z całej Polski ...

W marcu informowaliśmy, że powiat...

W poniedziałek, 20 maja na drogach ...

W szkołach trwają matury, a wiele o...

Na przykolejowych terenach w Tomasz...

NAJNOWSZE

Zamknięte przejazdy kolejowe w lasa...

Siatkówka młodzieżowa w wydaniu ogó...

W miniony poniedziałek na swojej dr...

Gminne spółki wodne z Będkowa i R...

Na przykolejowych terenach w Tomasz...

Pisaliśmy i zachęcaliśmy do realizo...

W marcu informowaliśmy, że powiat...

W tomaszowskim szpitalu potężna dot...

Rozjeżdżony przez parkujące samocho...

W niedzielę, 19 maja kilkaset osób ...

 

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI