Znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Bał się o zdrowie swoje i swojej rodziny. Niestety inni tomaszowianie nie pomogli mu. Na portalach społecznościowych rozsyłali jego wizerunek, oskarżając o nieodpowiedzialność. W e-mailu do naszej redakcji pan Konrad opowiada o tym, czego doświadczył w ostatnich tygodniach.

Za granicą przebywam już od około 3 lat. Są to wyjazdy po 3-4 tygodnie. Jestem kierowcą zawodowym. Tak moja praca wygląda.

W krajach, do których jeżdżę, a są to najczęściej Niemcy i Holandia, mam styczność z różnymi ludźmi, którzy tam pracują, ale też i z innymi kierowcami, którzy jeżdżą po całej Europie. Gdzie mogłem złapać tego wirusa? Nie mam pojęcia. Jest to niemożliwe do ustalenia.

Kończąc swój 3-tygodniowy wyjazd, wróciłem do domu. Był to piątek, 6 marca. Wróciłem w godzinach wieczornych, ale jeszcze nie tak późno, żeby nie móc się spotkać ze znajomymi. Pierwsze objawy, jakie zauważyłem u siebie, wystąpiły dopiero w poniedziałek, 9 marca po południu. Była to wysoka gorączka, dochodząca nawet do 38,5°C. Postąpiłem tak, jak pewnie każdy z nas by zrobił, zażyłem leki przeciwgorączkowe i położyłem się do łóżka. Temperatura mojego ciała wahała się przez cały wtorek od 37°C do 38,5°C.

W środę natomiast było już wszystko pod kontrolą, ale media zaczęły nagłaśniać sprawę koronawirusa i zacząłem się obawiać o domowników, szczególnie o ojca, który choruje na cukrzycę. Zadzwoniłem do sanepidu i wyjaśniłem, jak moja sytuacja wygląda. Dostałem od sanepidu informacje, że to należy sprawdzić i wykonać mi badania, więc udałem się do Łodzi do szpitala imienia Biegańskiego. Dojechałem na miejsce, gdzie spędziłem około 4 do 5 godzin na pobranie wymazu i krwi do badań. Oczywiście od razu zostałem przeniesiony na salę izolacyjną.

Wynik badania otrzymałem następnego dnia przed północą, czyli jakieś 30 godzin od pobrania wymazu z gardła i krwi. Niestety okazał się pozytywny. Hospitalizowany byłem przez 6 dni - do 17 marca, dostawałem tabletki dwa razy dziennie o nazwie Arechin. Wypuścili mnie do domu, tzn. na działkę obok mojego miejsca zamieszkania, która należy do mojej rodziny. Aktualnie nikt tam nie mieszka. Nie mogłem wrócić tam, gdzie przebywają inni ludzie, z uwagi na konieczność przestrzegania zasad kwarantanny domowej.

Fizycznie czułem się cały czas bardzo dobrze. Zarówno przez cały okres hospitalizacji, tak jak i do tej pory. Psychicznie - wiadomo - było to dla mnie szokiem, bo przecież nie każdy dowiaduje się, że ma wirusa, o którym za dużo nie wiadomo. Nie mogłem też nie zauważyć, jaka fala hejtu poszła na moją osobę w Internecie, ale jestem bardzo pozytywną osobą i te wszystkie komentarze mało mnie obchodzą. Każdy jest mądry, jak jego to nie dotyczy. Najłatwiej jest atakować w Internecie. Jeśli chodzi o służbę zdrowia i przemiłe panie z sanepidu, nie mogę powiedzieć złego słowa, bo dostaję do tej pory po kilka telefonów dziennie z pytaniami: jak się czuję, czy mi czegoś nie potrzeba, czy mam środki do życia, bo jak wiadomo, nie mogę opuszczać domu.

Dodaj komentarz
Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

Kod antyspamowy
Odśwież

Kalendarz wydarzeń

Marzec 2020
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Pogoda

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI

Giełda

Waluty