hiszp40 000 zakażonych i ponad 2500 zgonów w Hiszpanii.

- Mieszkam w Hiszpanii od 5 lat. Pochodzę z Sulejowa. W Tomaszowie mieszka moja siostra wraz z mężem i córką. Odwiedziłam wasze miasto w sierpniu ub.r. Chciałabym to jeszcze zrobić. Niestety nie wiem, kiedy będę mogła - mówi Sandra Zawadzka. W rozmowie telefonicznej z redakcją relacjonuje sytuację w Hiszpanii.

Zadając sobie pytanie, kiedy się to wszystko zaczęło tutaj, w Hiszpanii, ciężko jest mi dokładnie na nie odpowiedzieć. Wszyscy słuchaliśmy w telewizji o koronawirusie, który rozpanoszył się w Chinach, już od pierwszych tygodni tego roku.

Nie pamiętam, kiedy wykryto w Hiszpanii pierwszy przypadek, ale, choć było to do przewidzenia, nikt nie myślał, że dotrze tutaj aż tak szybko.

Hiszpania jest jednym z najpopularniejszych celów turystycznych na świecie. Co miesiąc odwiedzają nas miliony cudzoziemców, w tym Azjaci i Włosi, przez co tragedia była nieunikniona. Część społeczeństwa bardzo wcześnie (nawet półtora miesiąca temu) zaczęła się zaopatrywać w maseczki, żele do dezynfekcji rąk, puszki konserw, przewidując, że już niedługo może tego wszystkiego zabraknąć w sklepach i w aptekach. Inni podchodzili do tego spokojniej.

Najgorsze dni to chyba tydzień między 6 a 12 marca, kiedy teoretycznie mogliśmy jeszcze żyć normalnie, choć koronawirus był dla nas wszystkich nie tylko głównym tematem rozmów, ale już też zagrożeniem. Mieszkam w Oviedo, stolicy Księstwa Asturii na północy Hiszpanii, niewielkiego regionu z nieco ponad milionem mieszkańców. Główne ogniska zarażeń w tamtych dniach skupiały się w innych częściach kraju: zwłaszcza w regionie Madrytu, ale też w Kraju Basków i w La Rioja. Te dwa ostatnie regiony były poszkodowane na skutek ogniska zarażeń pochodzącego z pewnego pogrzebu w stolicy Kraju Basków.

Hiszpania jest krajem regionalnym, co oznacza, że jej regiony (odpowiedniki polskich województw) mają dużą autonomię działań. Dlatego region Madrytu i Kraj Basków mogły zamknąć szkoły i uniwersytety na kilka dni zanim zrobiły to inne części kraju. Niestety wtedy stało się to, co musiało się stać. Bo Hiszpanie to nie Chińczycy. Co robi Hiszpan, kiedy ma wolne? Idzie do baru na piwo albo na kawę ze znajomymi. Dzieci nie chodzą do szkoły, więc idą tam razem z rodzicami. Ogródki barów i restauracji na placach i na ulicach wypełniają się po brzegi. Dwa buziaczki na przywitanie, dwa na pożegnanie, dużo kontaktu bezpośredniego, dotykanie się nawzajem, kolacja w dwadzieścia osób... Tak żyją Hiszpanie, to ich definicja, a zwłaszcza tych z Madrytu. Inni z kolei w jakiś pokrętny sposób zrozumieli, że mają urlop. Więc zorganizowali wyjazdy całą rodziną na narty do Andory albo na wybrzeże (madrytczycy, pozbawieni dostępu do morza, szukają go zawsze, gdy tylko mają wolne) i plaże regionów, takich jak Murcja, Walencja, Katalonia wypełniły się rodzimymi turystami, których nikt tam już wtedy nie chciał.

Wszystko to działo się w ciągu kilku dni, podczas gdy reszta kraju wstrzymywała oddech. Najlepiej znany jest mi przypadek obszaru edukacji, gdyż odbywałam właśnie praktyki w tutejszym liceum. Wszyscy chcieliśmy, by nasze placówki zostały zamknięte. Przebywanie w tysiąc osób w zamkniętym budynku przez kilka godzin codziennie było dla nas udręką. W międzyczasie w innych częściach kraju nakazywano zamykanie lokali właścicielom barów i restauracji. To był pierwszy - i w przypadku Hiszpanów - najważniejszy podjęty krok, bo póki jeden bar w mieście będzie otwarty, będzie w nim pełno ludzi.

Ostatecznie, 12 marca, rząd centralny ogłosił wprowadzenie stanu alarmowego, stanu przewidzianego w hiszpańskiej konstytucji jako odpowiedź na stan klęski żywiołowej lub sanitarnej. Hiszpania na czas jego trwania staje się państwem scentralizowanym, o wszystkim decyduje teraz rząd centralny. Mieszkańcy mają ograniczone prawo do przemieszczania się, co jest kontrolowane przez policję i inne służby porządkowe. Wojsko wspomaga policję na ulicach i lekarzy w szpitalach.

Większość firm została zamknięta na czas trwania tego stanu, przez co tylko nieliczni muszą przemieszczać się do pracy i - by móc to zrobić - potrzebują specjalnego upoważnienia. Osoby, które bez powodu znajdują się na ulicy, są zagrożeniem dla innych i stara się je "wyłapać" policja. Jest względnie mało takich delikwentów, ale codziennie słyszy się w radiu o kilkudziesięciu mandatach: bo ktoś spacerował z psem za daleko od miejsca zamieszkania, bo ktoś miał ochotę pospacerować po plaży, bo ktoś jeździł rowerem po parku. Te czynności są teraz zabronione i na szczęście znakomita większość społeczeństwa potrafi się zastosować do nowych regulacji. Życie przeniosło się do Internetu i do okien naszych bloków. Codziennie o dwudziestej sąsiedzi widzą się w oknach i na balkonach, gdzie wychodzą, by oklaskiwać lekarzy i pielęgniarki, których na razie szczęśliwie jeszcze nie brakuje. W Asturii wirus postępuje, owszem, ale na szczęście nie w takiej skali jak w innych częściach kraju. Choć wszystko jeszcze przed nami.

W Madrycie tymczasem sytuacja jest poważna, gdyż tam skupia się około połowa zachorowań całego kraju. Liczby rosną z dnia na dzień i, choć są przerażające, i tak robimy wszystko co możemy. Codziennie rząd wydaje nowe instrukcje dla społeczeństwa, uszczegóławia swoje własne reguły, by jeszcze lepiej chronić przed zarażeniem lub wspomóc tych, którzy są zagrożeni. W ostatnich dniach najbardziej niepokoi sytuacja w domach starców w całym kraju, które stają się nowymi ogniskami zarażeń i zgonów z koronawirusem. Rząd reaguje teraz z dnia na dzień na te nowe sytuacje. Jednak nie da się zaprzeczyć, że jego działania na początku, w trakcie tego czarnego tygodnia od 6 do 12 marca, były nieporadne i spóźnione. W Polsce zamknięto wszystkie szkoły mniej więcej w tym samym czasie jak tutaj, ale liczba przypadków była tu o wiele większa (mówiono już o tysiącach i przypadki śmiertelne nie były pojedyncze). Oznacza to, że rząd "zagapił się" i zamiast powstrzymać rozprzestrzenienie się wirusa, musiał podjąć z nim walkę, kiedy był już silny.

W ostatnich dniach wprowadzane są coraz to nowe udogodnienia dla obywateli, by ci nie musieli wychodzić z domów. Testy na koronawirusa są przeprowadzane u wszystkich, którzy mają nawet lekkie objawy. Stawiane są szpitale polowe, gdzie przeprowadza się te testy i również pierwsze rozpoznanie u pacjentów, odciążając tym sposobem specjalistów pracujących w dużych szpitalach. Obywatele również dobrowolnie odciążają system służby zdrowia, nie chodząc do lekarza, jeśli nie jest to całkowicie nieodzowne. Zdaje się, że prawie wszyscy rozumieją zaistniałą sytuację.

Mimo że to wbrew ich naturze, Hiszpanie prawdopodobnie po raz pierwszy w swojej historii spędzają w domu więcej czasu niż ten potrzebny na sen i śniadanie. O przyszłości mówią wszyscy, ale każdy w inny sposób. Nie da się nic przewidzieć. Nie wiemy, ile potrwa nasza izolacja, nie wiemy, kiedy przestanie zwiększać się drastycznie liczba nowych przypadków i zgonów. Żyjemy w zawieszeniu, pracując w domu, wychodząc tylko po chleb i bojąc się, że w kolejce po bochenek złapiemy coś i zaniesiemy to coś do domu. Potem w domu bierzemy do ręki telefon i otwieramy memy i nagrania, które nieskończona kreatywność naszych znajomych i sąsiadów tworzy z dnia na dzień, komentując tę bezprecedensową sytuację z rewelacyjnym poczuciem humoru.

Dodaj komentarz
Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

Kod antyspamowy
Odśwież

Kalendarz wydarzeń

Marzec 2020
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Pogoda

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI

Giełda

Waluty