Światowa pandemia i jej skutki spędzają sen z powiek właścicielom firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Rozmawiając z tomaszowianami prowadzącymi działalność gospodarczą w różnych branżach, dowiedzieliśmy się, jak wygląda obecnie kondycja finansowa ich firm i jak wyobrażają sobie swoją przyszłość.

Niepokój w gastronomii

Właściciele tomaszowskich firm z branży gastronomicznej znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. - Decyzja rządu spadła na nas jak grom z jasnego nieba! Wszyscy mają siedzieć w domach, bo tak jest bezpieczniej. Zamykać przedsiębiorstwa - bo bezpieczniej. Tylko co dalej? My podjęliśmy decyzję, że jednak zostawiamy naszą pizzerię otwartą i serwujemy dania na wynos i dowozy. Bo mamy taką możliwość - mówi Monika Dobrowolska, kierowniczka pizzerii "Fiero".  - Jedni pracownicy zostali z nami, inni zrezygnowali z przyczyn osobistych i siedzą w domach, jeszcze inni nie mają wyjścia, bo mają dzieci - muszą z nimi zostać, bo nie ma kto.
M. Dobrowolska zwraca uwagę, że mimo niezaprzestania działalności firma odczuwa skutki pandemii. Obroty spadają z dnia na dzień. Dla wieloletnich pracowników "Fiero" zorganizowało generalne porządki, odświeżanie pizzerii. - Bo co innego robić w gastronomii, kiedy nie ma zamówień? Całe szczęście, że pogoda nam sprzyja i możemy prace remontowe wykonywać na zewnątrz. W przeciwnym razie nawet i tego byśmy nie mogli robić - twierdzi kierowniczka.

Właściciele pizzerii obawiają się o to, jak długo kondycja finansowa firmy pozwoli na jej funkcjonowanie. Kadra została zmniejszona o połowę. Prace porządkowe skończą się w ciągu tygodnia. - I co dalej? Skąd wziąć na pensje? Skąd wziąć na podatki, na ZUS i wiele innych opłat? - zastanawia się M. Dobrowolska.

Prowadzący pizzerię podkreślają, że czują się odpowiedzialni za swoich pracowników i sami nie wiedzą, co przyniosą najbliższe tygodnie. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że pracownicy liczą na nas i oczekują pomocy. Tylko skąd my tę pomoc zapewnimy, skoro sami jej potrzebujemy? Co z tego, że gwarantują nam odroczenie kredytów i składek ZUS, skoro i tak będziemy musieli je zapłacićMamy nadzieję, że ta pomoc jednak będzie bardziej pomocą, a nie rozciągnięciem czegoś w czasie. Liczymy na rząd i polityków, mamy tylko nadzieję, że się nie przeliczymy - dodaje.

Fryzjerzy nie wiedzą, co mogą

Nie najlepiej powodzi się również właścicielom zakładów fryzjerskich. - Już teraz mamy poważne straty, a co będzie dalej? Nikt tego nie wie. Ja i większość moich znajomych po fachu zawiesiliśmy swoje działalności  - mówi Marta Robet, fryzjerka. - Pracuje nas pięć, więc nie jesteśmy w stanie rozdzielić sprawiedliwie umówionych wizyt, tak żeby każda klientka była przyjmowana osobno. Sanepid nie zaleca świadczenia i korzystania z tego typu usług, ponieważ niemożliwe jest zachowanie bezpiecznej odległości. My klienta dotykamy. Inaczej się nie da. Siedzenie nawet w sterylnych warunkach w salonie i czekanie na klienta też się nie sprawdziło, bo około 70% osób odwołało wizyty.

Pani Marta zwraca uwagę, że jej pracownicy też się boją kontaktu z ludźmi i nie chcą narażać wszystkich dookoła. - Każdy wytrzyma tydzień, dwa. Potem zaczniemy popadać w potężne długi. Wiemy też, że nie będziemy w stanie tego odpracować, gdy epidemia ustąpi. Oczywiście będą piętrzyły się też kolejne płatności - twierdzi.

Właścicielka zakładu fryzjerskiego spodziewa się dziecka, więc musi redukować ilość pracy, a nie ją powiększać. Żyje w ogromnym stresie, nie wie, jak to wszystko będzie wyglądało. - Zwracamy się do polskiego rządu o pomoc. Chcemy wrócić do swoich miejsc pracy bez długów. Nie mówiąc już o jakimkolwiek wynagrodzeniu, po prostu bez długów. Uważam, że składki ZUS powinny być umorzone i jakkolwiek dofinansowane wynagrodzenia dla pracowników. Dla wszystkich firm, a nie pod konkretne kryteria!

Kosmetyczki boją się o tym mówić głośno

Pracować nie możemy, nie zachowamy 2 m odległości od klienta, a nawet jak by nam się to udało, to kto rozsądnie myślący zechce podjąć to ryzyko? - mówi.  Kosmetyczka zwraca uwagę, że nie może świadomie narazić swoich pracowników na kontakt z potencjalnie chorym klientem. - Sumienie mi nie pozwala. A klient jak to klient. Nie zawsze powie prawdę.
Właścicielka gabinetu kosmetycznego negatywnie ocenia działania rządu. - "Tarcza antykryzysowa" działa dla ludzi, którzy żyją na koszt państwa. Rozdawane są pieniądze niepracującym, niechcącym kalać się ciężką pracą. Czy jest to sprawiedliwe? Nie. Dochodzę do wniosku że w naszym kraju nie opłaca się pracować, bo i tak nic nam z tego nie zostanie. Podatki, ZUS-y, koszty utrzymania działalności nie dają satysfakcji, a teraz w dobie pandemii, kiedy nie wiemy, w jakim czasie skończy się ta tragedia, zostajemy na lodzie - mówi. Zwraca również uwagę, że odroczenie płatności ZUS nie jest żadną pomocą. Jej zdaniem spowoduje to jeszcze większe popadanie w długi.
 
Średnie przedsiębiorstwa też mają problem
 

Wchodzimy w epidemię koronawirusa, zatrzymując produkcję. To wprawdzie nie decyzja ostateczna, lecz pozwalająca na izolację pracowników na jakiś czas. Dzisiaj, tj. 23 marca, rozpoczynamy pracę dwoma wydziałami, izolując stanowiska - informuje Adam Miernik, prezes zarządu Zakładów Przemysłu Wełnianego "Tomtex". Zarząd wraz z dyrekcją podjął decyzję o zatrzymaniu w pracy wszystkich pracowników, co będzie wiązało się z dużymi wydatkami.

Czego oczekuje spółka? - Liczymy na pomoc władz państwa i samorządu, gdyż utrzymanie 115 pracowników to miesięczny wydatek 366.000 zł - mówi A. Miernik. Przy ograniczonej produkcji i sprzedaży, aby wypełnić to zobowiązanie, "Tomtex" podjął decyzje, zgodnie z którymi zarząd wstrzymuje swoje własne zarobki do chwili osiągnięcia płynności finansowej. Ponadto dyrekcja i średni personel otrzymają tylko część swoich wynagrodzeń. - Liczymy na wstrzymanie płatności ZUS-u oraz na dopłaty do wynagrodzeń pracowniczych, jak i obniżenie do minimum podatku od nieruchomości lub jego likwidację na jakiś czas. Przyjmiemy jakąkolwiek pomoc, gdyż sytuację mamy krytyczną. Tkaniny wełniane to nie produkt do sprzedaży w czasie epidemii - oznajmia zarząd spółki.

Najbardziej oczekiwaną decyzją dla "Tomteksu" jest ogłoszenie państwowych przetargów publicznych na mundury służbowe i płaszcze, które dawałyby możliwość uczestnictwa w nich polskim firmom produkcyjnym, takim jak "Tomtex". - Gdyby tak postanowiono wcześniej, to dzisiaj moglibyśmy utrzymać zakład przez sześć miesięcy - twierdzi A. Miernik.

23 marca nastąpiło otwarcie przetargu na mundury w PKP PLK z opcją wykonania 13 tys. mb. tkaniny. - Chcemy to robić. Jak to załatwić, by wygrywający konfekcjoner zamówił u nas tkaninę, a nie kupował z importu? - pyta retorycznie prezes "Tomteksu", stwierdzając, że jest to jedyną formą utrzymania zakładu.

Co na to władze Tomaszowa?

- Urząd Miasta wychodzi z pomocą do przedsiębiorców z terenu miasta. W związku z zagrożeniem epidemią koronawirusa i wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego, który dotyka w szczególny sposób osoby prowadzące działalność gospodarczą, miasto proponuje szereg rozwiązań, które są dostępne w obecnym stanie prawnym - informuje Joanna Budny, rzeczniczka Urzędu Miasta. - Przedsiębiorcy, którzy znajdą się w trudnej sytuacji finansowej z powodu epidemii, będą mogli liczyć na pomoc, jeżeli chodzi o obciążenia związane z lokalnymi podatkami i opłatami. Pozostali podatnicy, którym pogarszająca się z powodu epidemii sytuacja finansowa nie pozwoli na bieżące regulowanie należności podatkowych, również będą mogli ubiegać się o ulgi - uzupełnia.

W ramach swoich uprawnień, w trybie przepisów ustawy Ordynacja podatkowa, z uwagi na ważny interes podatnika lub interes publiczny, prezydent miasta na wniosek podatnika, może udzielać ulg w spłacie zobowiązań podatkowych w postaci umarzania, odraczania terminu płatności lub rozkładania na raty należności z tytułu podatku od nieruchomości, rolnego, leśnego, podatku od środków transportowych. - Niezależnie od tego, analizowana jest obecnie forma uchwały, która dopuszczałaby zwolnienie od podatku od nieruchomości - wyjaśnia Joanna Budny.

- Rozważamy także aneksowanie umów dzierżaw. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą ulgi w opłatach podatków i opłat będą rozpatrywane indywidualnie na podstawie złożonych wniosków, zgodnie z  obowiązującymi przepisami i po wykazaniu, że ograniczenia wprowadzone na terenie kraju w związku z koronawirusem generują straty i zagrażają dalszej działalności firmy - informują władze miasta.

Urząd Miasta prosi wszystkie zainteresowane osoby o kontakt telefoniczny z Wydziałem Podatków i Opłat od poniedziałku do piątku w godzinach od 7.30 do 15.30 pod numerami telefonów: 44 726 25 94, 44 726 25 51 bądź e-mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

- Jesteśmy do państwa pełnej dyspozycji. Jeżeli numer będzie zajęty, prosimy o cierpliwość lub kontakt e-mailowy. Na wszystkie zapytania odpowiemy - zapewnia rzeczniczka UM.Poprosiliśmy także o komentarz prezydenta Tomaszowa Maz. - Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc przedsiębiorcom z Tomaszowa Mazowieckiego, w ramach naszych możliwości prawnych. Wiąże się to niestety z wieloma trudnymi decyzjami. Pomoc oznacza zmniejszenie wpływów do budżetu, a to na pewno będzie skutkowało zmniejszeniem do minimum wydatków miasta - mówi Marcin Witko. - Czeka nas trudny czas oszczędności, bo najważniejsze w tej chwili są podstawowe potrzeby mieszkańców i  pomoc przedsiębiorcom w tej ciężkiej dla nich sytuacji. Tak jak stanowią oni o sile państwa, tak stanowią też o sile miasta. Apeluję też do wszystkich o ostrożność i odpowiedzialność. Od naszego zachowania będzie w ogromnej mierze zależeć to, jak długo będziemy z tymi problemami się zmagać - dodaje.

Radny, który jest przedsiębiorcą

Co można zrobić lokalnie, aby poprawić sytuację? O tym mówi w rozmowie z redakcją radny miejski Piotr Kucharski. - Widząc, co zaproponował premier Mateusz Morawiecki, oferując kredyty, dając dodatkowe środki dla banków komercyjnych z oprocentowaniem 1,1%, proponując przesunięcie płatności w podatkach o 3 miesiące, jako przedsiębiorca wiem, że to odroczony wyrok, a nie pomoc - mówi. - Prezydent Marcin Witko zastanawia się nad umorzeniami w podatkach od nieruchomości oraz w opłatach za dzierżawę, a jednocześnie zamyka mały handel na targowisku i po kilku dniach wycofuje się pod naporem niezadowolonych mieszkańców. W tym czasie beneficjentem takich nieprzemyślanych działań stają się duże sieci handlowe - dodaje.

Zdaniem radnego potrzebne są szybkie decyzje. Uważa, że lokalne firmy transportowe powinny być zwolnione z lokalnych podatków, kupcy na targowisku, punkty usługowe, cały sektor turystyczny - również. Stoi na stanowisku, że przedsiębiorcy powinni mieć możliwość uzyskania takiego zwolnienia po wykazaniu spadku w obrotach o 20-25%.

P. Kucharski  uważa również, że wszystkie zaplanowane wydatki w budżecie na 2020 r. powinny zostać zrewidowane. Jego zdaniem, drobne remonty, zakupy, które nie są pilne, powinny być usunięte z budżetu. Uwolniony strumień środków powinien w porozumieniu ze starostą i zgodnie z przepisami iść na pomoc doraźną dla służby zdrowia. - Na dziś walka o życie i zdrowie mieszkańców jest naszym priorytetem i obowiązkiem - mówi Piotr Kucharski.

Dodaj komentarz
Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

Kod antyspamowy
Odśwież

Kalendarz wydarzeń

Marzec 2020
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Pogoda

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI

Giełda

Waluty