morsy mLodowata temperatura wody i powietrza dla wielu osób jest odstraszająca i chłodne dni wolą spędzać pod ciepłym kocem w domu. Inni właśnie taką aurę kochają i to nie tylko w dobie pandemii, podczas której morsowanie stało się modne.

Endorfiny w zimnej wodzie

Niedziela, 21 lutego, zimowe przedpołudnie. Jedni oglądają telewizję, drudzy szykują obiad, jeszcze ktoś inny idzie pobiegać. Na przystań nad Pilicą w Tomaszowie ciągną zaś grupki roześmianych osób w różnym wieku. Najwięcej jest chyba w przedziale 30-50 lat, ale są też dzieci, seniorzy, młodzież. Za chwilę rozbiorą się i wskoczą w zimny nurt rzeki, póki co rozgrzewkę przeprowadzi z nimi wysportowana i pogodna Aneta Cyniak, która morsować kocha od lat.

- Sekcja morsów działa u nas od 2009 r. Zaczęło się od Dariusza Cyniaka, pierwszego morsa w Tomaszowie (mąż pani Anety - przyp. red.). Do niego dołączyły kolejne osoby - wspomina Aneta Cyniak. - Mamy około 400 osób, które zamorsowały choć jeden raz - dodaje.

Co niedzielę na wspólnych kąpielach bywa 50, 60 osób. Łącznie w sekcji jest ich obecnie około 200. Oprócz tomaszowskich morsów są jeszcze np. morsy z Tresty, Wolborza, Sulejowa, Opoczna, Piotrkowa. Odwiedzają się i często zażywają wspólnie kąpieli. Aneta Cyniak przez kilka lat obserwowała wyczyny męża z brzegu. W 2011 r. po raz pierwszy zanurzyła się w zimnej wodzie i było to w Mielnie. Do dziś uwielbia morsowanie w morzu. - Różni się ono od tego w rzece, zalewie czy we własnym basenie. Tam są prądy, inna woda i wrażenia - mówi.

W Tomaszowie do takiej aktywności też są jednak bardzo dobre warunki. Mamy rzeki i chętnych. Grupy morsów nie złamał ani remont przystani, ani pandemia, ani to, że musieli kąpać się na dzikiej plaży. Jest to zresztą przecież hartowanie organizmów. Aneta Cyniak przyznaje, że w 2020 r. przybyło dużo nowych morsów. Nad Pilicą można ich spotkać nie tylko w niedzielę, ale i w środy. Są osoby, które chciałyby zażywać takich kąpieli codziennie, bo to wciąga. - Kto raz wszedł do zimnej wody, to już morsuje - twierdzi A. Cyniak. - To daje endorfiny, hormony szczęścia, wspaniałe samopoczucie i wzrost odporności. Ujędrnia skórę. Jednak jeśli ktoś chce zacząć morsować, powinien to skonsultować z lekarzem, zwłaszcza kardiologicznie - dodaje. Warto też wiedzieć, że niebezpiecznie jest wchodzić do wody samemu. Nigdy nie wiadomo jak zareaguje organizm. Do zimnej wody wchodzą też dzieci, ale nie można ich do tego zmuszać. - Mamy takiego maluszka, który niedługo skończy roczek i też ma moczone nóżki. Ale mama jest doświadczonym morsem - opowiada nasza rozmówczyni. Po konsultacjach z lekarzem morsują nawet kobiety w ciąży.

Myślałam, że to wariaci

W ostatnią niedzielę na przystani nad Pilicą można było też spotkać inną fankę chłodnych kąpieli, Annę Goździk, która tego bakcyla połknęła w 2011 r. Jest w zarządzie Klubu Sportowego Amber, przy którym działa sekcja. Morsowanie nie było wtedy aż tak popularne. - Kolega przyprowadził mnie nad wodę w mroźną zimę. Śnieg był po kolana. Byłam owinięta w szalik pod sam nos. Tymczasem nad Pilicę zaczęli ściągać ludzie, którzy w tak niską temperaturę zaczęli ściągać ubrania i wchodzić do wody. To było dla mnie całkiem nowe, nie wiedziałam, że takie morsowanie w ogóle w Tomaszowie jest - mówi.

Przyjeżdżała co tydzień i patrzyła na te wyczyny. - Myślałam o nich wtedy, że to wariaci - śmieje się. Z czasem zaczęła jednak rozmawiać z morsami i czytać o tym. Dużo chorowała, co roku miała grypę, poważne przeziębienia. Od momentu, w którym zaczęła wchodzić do zimnej wody, jej zdrowie znacznie się poprawiło. Teraz razem z Anetą Cyniak i Tomaszem Łucką jest przedstawicielką sekcji morsów. Dbają o organizację morsowych spotkań i imprez.

Podczas pandemii żadnych przykrych incydentów czy przyjazdów policji nie było. - My też staramy się zachowywać obowiązujące zasady bezpieczeństwa, choć wiadomo, że nie wszystkich się upilnuje. Uczulamy się nawzajem, by ktoś, kto ma jakieś objawy chorobowe, nie przychodził - zapewnia Anna Goździk. Klub zaleca, aby każdy zgłaszający się na morsowanie miał na czas kąpieli obuwie na stopach (oprócz klapek). - Chodzi o to, że jak wchodzimy do wody, nasze komórki stopniowo się do tego przyzwyczajają, poza tym nie wiemy, co się znajduje na dnie, może być to przecież szkło - informuje tomaszowianka. Morsy przeważnie zakładają też czapki, zwłaszcza gdy zaczynają dopiero swą przygodę z zimną wodą lub gdy jest zimny wiatr. Nie moczą raczej rąk, choć są i tacy, którzy nurkują i moczą wszystko. Wśród morsujących są ratownicy i instruktorzy kajakowi, pielęgniarki, lekarze, którzy (w razie czego) mają wiedzę z zakresu udzielania pierwszej pomocy.

Najważniejsza jest przyjaźń

Ale wśród morsów żadnego strachu nie widać. Wszyscy mają się dobrze. Na twarzach uśmiechy i wspólne zdjęcia. Wśród radosnych pań kochających zimną wodę jest też Marzena Wójcik, która morsuje od czterech lat.

- Opiekowałam się chorą na Alzheimera mamą. Przez pięć lat byłam zamknięta w domu. Później zobaczyłam kolegę, który morsuje. Kupili mi buty, zabrali do Piotrkowa na kąpielisko Słoneczko i wsadzili do wody przy minus 17 st. C. Poczułam wtedy taką fajną radość - opowiada Marzena Wójcik. - Poznałam tu cudownych ludzi, najważniejsza jest ta przyjaźń. Spotykamy się nie tylko zimą, ale o każdej porze roku - dodaje. Nie przygotowywała się do morsowania. - Głowa w ogóle nie myśli o tym, że się wchodzi do zimnej wody, ta woda nie jest zimna, jest fajna - śmieje się. Dzięki tej aktywności uporała się z problemami, zaczęła być szczęśliwa. Zauważa, że dzięki morsowaniu łatwiej jest ludziom przeżyć ciężki czas pandemii.

Morsować może (prawie) każdy

W zimnej wodzie nie mogło też zabraknąć oczywiście legendy tomaszowskiego klubu Amber i wieloletniego morsa Andrzeja Ambroziaka.  - Zaczynaliśmy morsowanie w cztery osoby, najpierw kilka lat sam morsował Darek Cyniak. 18 stycznia 2009 r. powstała sekcja morsów. Szybko zaczęły się dołączać kolejne osoby, m.in. ratownicy, instruktorzy kajakowi, osoby związane z wodą. Okazało się, że w Tomaszowie dużo jest zimnolubnych ludzi - wspomina były prezes klubu Amber.  Kąpiele robiono w Pilicy oraz w Zalewie (np. słynna akcja "Morsy w Zalewie", na którą zjeżdżało co roku mnóstwo osób z całego kraju). - Jeździmy też co roku na zlot Mielna, gdzie stanowiliśmy największą grupę w Polsce. Autokarami wybierało się tam aż 120 osób - dodaje. Tomaszowskie morsy kąpią się także w Szwecji, Norwegii, biorą udział w hardcorowym "przeciąganiu" Smoka w Krakowie. Byli przy znajomym morsie, Michale Rosiaku z Piotrkowa, który kilka lat temu nieoficjalnie pobił rekord Guinnessa, kąpiąc się w lodowatej wodzie ponad 2 godziny. - Ogółem morsowanie powinno jednak trwać od 3 do 5 minut. Tu bicie rekordów nie jest wskazane - zaznacza A. Ambroziak, który uważa, że to m.in. dzięki morsowaniu od lat ciężko nie choruje np. na grypę. Uważa, że ta aktywność jest niemal dla wszystkich osób sprawnych fizycznych i gotowych na to psychicznie. - Zamorsować może każdy, czy młody czy stary, chudy, gruby, byleby nie miał ciężkich chorób kardiologicznych, zatorowości - mówi A. Ambroziak.

Morsy w zalewie

Podczas gdy w niedzielne przedpołudnie tomaszowskie morsy raczyły się wodą i endorfinami w Pilicy, już od rana taką samą rozrywkę uprawiono w Starej Wsi nad Zalewem Sulejowskim. Co się tam zresztą nie dzieje tej zimy. Grupa zapaleńców uruchomiła m.in. sporty zimowe, takie jak hokej na lodzie. W Starej Wsi udzielają się m.in. Tomasz Łucka i Sylwester Kucharski. - Morsuję od przełomu lat 1989/90. Zaczynałem od kąpieli w rzece Jeziorce w Konstancinie-Jeziornie, gdzie uczęszczałem do Technikum Leśnego, i szybko się wciągnąłem, bo zobaczyłem, że w zimnej wodzie wszystko się jakby w człowieku otwiera, że po wyjściu z niej czujesz się jak nowo narodzony - opowiada nam. Zapomina się o bólach kręgosłupa czy innych dolegliwościach. Poprawia się kondycja fizyczna i psychiczna. Uchodzi stres. - Dziewczyny chciałyby morsować codziennie, bo poprawia się wygląd skóry, znikają zmarszczki - śmieje się. Radzi, by osoby chcące spróbować swoich sił, najpierw pomorsowały w... domu, wchodząc do wanny z zimną wodą. - Tam poczujemy się bezpiecznie, przełamiemy barierę strachu, bo wszystko siedzi w głowie - uważa S. Kucharski. On morsuje tak długo i dużo, że nie zakłada już do tego butów. - Spełniają one funkcję izolacyjną, ale też psychiczną. Każdy inaczej odczuwa - zauważa.

W wodzie nie stosuje żadnych sztywnych norm czasowych, wychodzi z niej wtedy, gdy czuje dyskomfort. Pamięta pewnego mroźnego sylwestra kilka lat temu. Spędzał go ze znajomymi nad zalewem. - Przed północą weszliśmy do wody. Było zimno, około cztery, pięć stopni na minusie. Wiał wiatr, aż fale biły o beton. Wrażenia były niesamowite, bo najlepiej jest morsować, kiedy jest naprawdę zimno, gdy jest różnica temperatury między wodą a powietrzem. Kiedy wyszliśmy z wody, było nam ciepło, bo organizm mocno pracował, by wyrównać temperaturę, ci, co zostali na brzegu w kurtkach, trzęśli się z zimna - wspomina.

Najlepiej jednak morsować w morzu, zwłaszcza mocno zasolonym, a Bałtyk u nas taki nie jest. Piękną kąpiel przeżył kiedyś w morzu na Łotwie. - W pierwszym momencie po wejściu czułem, jakby miało mi rozerwać wszystkie pachwiny, a potem już jak młody Bóg. Wspaniałe przeżycie - mówi S. Kucharski. Jego córka weszła do zimnej wody jak miała 6 lat. - Wchodzą też ludzie po siedemdziesiątce. Wiek nie ma znaczenia, chodzi o pokonanie psychicznej blokady - twierdzi.

Pokonać lęk i cieszyć się życiem

Od listopada 2020 r. morsuje też Anna Gawarzyńska. Nie zmobilizowała ją do tego bynajmniej ani pandemia, ani moda. Myślała o tym od kilku lat. Na początku nie miała jednak odwagi. - Chciałam spróbować m.in. dlatego, że zawsze byłam zmarzluchem, mam słabe krążenie i niskie ciśnienie. Zawsze miałam zimne stopy i ręce. Chciałam to krążenie pobudzić, poza tym zwiększyć swoją odporność - powiedziała nam. Jej córka była zdziwiona tym pomysłem. - Mamo, przecież ty nawet latem do basenu wchodzisz na 10 razy, tak ci zimno - mówiła jej.

Ale pani Anna się nie poddała. Dużo czytała o tej formie aktywności,a w końcu zaczęła podglądać morsowanie znajomego policjanta i jego żony. Na wstawianych przez nich na Facebooka zdjęciach zawsze byli bardzo radośni. Też chciała poczuć tę radość i w listopadzie ub. roku po raz pierwszy weszła do zimnej wody. Większym problem niż to było samo rozebranie się przy niskiej temperaturze. Okazało się, że morsowanie nie jest takie trudne, trzeba się tylko przełamać. - Kiedy wyszłam z wody, byłam taka szczęśliwa, mówiłam do męża: udało się, udało, dałam radę - cieszy się. Teraz morsuje już co tydzień. Najlepiej lubi, jak jest mróz. Czuje się wtedy, że woda jest cieplejsza, przyjemna. - Wchodzę na 5, 10 minut, po wyjściu nie jest mi zimno, nie muszę się szybko ubierać. Wcześniej zresztą biegam, rozgrzewam się - opowiada. Najwspanialsze według niej jest właśnie wyjście z wody. Zalewa fala endorfin. - Teraz namawiam do morsowania rodzinę i znajomych - śmieje się osoba, której kiedyś zawsze było zimno. Obecnie jej krążenie się poprawiło, już nie cierpi na lodowatość kończyn, mało choruje. - Warto pokonać własne ograniczenia i mieć z tego satysfakcję.

Morsy 2021Pokaż galerie

 

Joanna Dębiec

Pin It
Dodaj komentarz
Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

Pogoda

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI

Giełda

Waluty