tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Grupa Balex Metal to międzynarodowa organizacja z ...
czytaj dalej »

REUMATOLOG specjalista internista ANNA GŁOWA - ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »
 
Aktualności

 Prosta metoda na sinice

 
Czy kąpiel w Zalewie Sulejowskim będzie kiedyś możliwa?






Od kilku tygodni w tomaszowskiej części zbiornika sulejowskiego woda nie nadaje się do kąpieli. Zakwit sinic zaczął się znacznie wcześniej niż w latach ubiegłych. Wygląda na to, że kolejny sezon nad zalewem jest stracony. Władze i naukowcy tylko od lat mówią o problemie. Przedsiębiorca i wynalazca z Łodzi twierdzi, że ma prostą metodę na glony i inne zanieczyszczenia. Nie ma jednak z kim o problemie rozmawiać.


Wypoczynek nad naszym sztucznym jeziorem od dawna nie ma sensu. Odczuwają to dotkliwie przedsiębiorcy, świadczący rozmaite usługi na terenie wokół zbiornika. Sinice wypędziły letników, a tomaszowianie zajeżdżają tam rzadko.
Problem glonów narasta od kilkunastu lat. Główną tego przyczynę specjaliści upatrują w przenawożeniu wód zbiornika. Pilica niesie tony nawozów mineralnych, a i z pól położonych nad zalewem też spływa ich niemało. Latem, gdy nadchodzą upały, woda zakwita i robi się aż gęsta od roślin. Wśród nich najbardziej niebezpieczne są sinice. Glony te wydzielają toksyny, które mogą okazać się dla człowieka zabójcze. Ich szkodliwość już dość dawno udowodnili naukowcy z katedry ekologii stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego. Oni też prowadzą stały monitoring wód zalewu i ciągle biją na alarm.
Sanepid nie bada już wody w miejscach zwyczajowo wykorzystywanych do kąpieli, jak to robił przez kilkadziesiąt lat. Teraz pozostaje nam oceniać czystość wody "na oko". Nie ma z tym problemu. Już z daleka widać, że w zbiorniku zamiast wody jest zielonobrunatna breja. Kto ma problem ze wzrokiem, poczuje zagrożenie nosem. Smród jest coraz większy.
Zbiornik najbardziej zanieczyszczony jest w części leżącej na terenie powiatu tomaszowskiego. Południowe wiatry spychają glony i śmieci pod zaporę oraz w okolice mola i Tresty. W górze zalewu woda wygląda na czyściejszą, ale nie powinno to mylić amatorów kąpieli. Sinice są wszędzie, tylko innych glonów tam jest nieco mniej.
Niestety, sinice zahamowały rozwój terenów wypoczynkowych nad zbiornikiem. Zakaz kąpieli przyniósł za sobą poważne skutki ekonomiczne dla naszego rejonu. A przecież powinno tu być centrum sportów wodnych i wypoczynku. Zalew długi na 17 km ma aż 2700 hektarów powierzchni. Niestety, już dawno z atrakcji turystycznej regionu zamienił się w bajoro.
Ochrona Zalewu Sulejowskiego od dwudziestu lat spędza sen z powiek władzom naszego kraju. Już w połowie lat 90. ubiegłego wieku, jeszcze za czasów województwa piotrkowskiego, powstał "Program Pilica". Wydano dziesiątki milionów złotych, z których część zmarnowano. Na przykład - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli - piotrkowski "Eko-Consulting" tak wadliwie realizował funkcję koordynatora "Programu", że straciliśmy 8 mln euro z funduszu PHARE (unijne fundusze przedakcesyjne).
Gdyby te miliony dostały samorządy lokalne, to być może woda w zbiorniku byłaby w miarę czysta. Nie zlikwidowano by wprawdzie sinic całkowicie, ale ograniczono by ich występowanie na tyle, że znów można byłoby się kąpać w zalewie.

Do naszej redakcji przybył Arkadiusz Brzeski, który twierdzi, że wynalazł prostą metodę na oczyszczenie zalewu z sinic. I nie chodzi o likwidację przyczyny, lecz łagodzenie skutków. Przedsiębiorca i wynalazca z Łodzi, który wśród swoich patentów ma "piec Brzeskiego" i generatory wodorowe do aut, mówi, że sinice bardzo łatwo można wyławiać sieciami. Po prostu trałuje się zbiornik lekkimi sieciami, które zgarniają wszystko, co pływa po powierzchni wody i tuż pod nią. Tak oczyszcza się stawy, a nawet jeziora, często trałuje się akweny w marinach. Także u nas to już praktykowane. Sieciami oczyszczono z glonów zatokę w Bronisławowie.
Nie sam połów sinic jest problemem, lecz ich utylizacja. Glony gwałtownie zamierając, wydzielają wiele groźnych substancji. W swej ogromnej masie na brzegu mogą być poważnym zagrożeniem dla środowiska. I na tej sprawie skupił się Arkadiusz Brzeski. Wynalazł urządzenie, w którym glony zostaną odgazowane i pozostanie z nich zupełnie niegroźny - ale za to bogaty w substancje mineralne - nawóz. System jest prosty. To potężne pojemniki metalowe, do których wrzuca się wypełnione sinicami sieci i szczelnie zamyka. Sam proces odgazowania na dziś jest objęty tajemnicą. Trwa postępowanie rejestracyjne w Urzędzie Patentowym.
Jak mówi wynalazca, walka z sinicami przy zastosowaniu jego metody nie będzie zbyt kosztowna. Urządzenia nie powinny być drogie. W grę nie wchodzą miliony złotych, więc pieniądze nie powinny być przeszkodą. Tak samo jest z sieciami, które może ciągnąć niezbyt wielki statek. Chodzi przede wszystkim o decyzje, a tych brak. Nie ma nawet z kim o problemie rozmawiać.
Brzeski twierdzi, że próbował zainteresować swoim wynalazkiem nadpilickie samorządy, ale nikt nie podjął tematu. Uznał, że sprawą najbardziej zainteresowany powinien być powiat tomaszowski, bo w rejon zapory spychane są wszystkie zanieczyszczenia. Wybrał się więc do starostwa. Udało mu się porozmawiać tylko z naczelniczką od ochrony środowiska, która obiecała sprawą się zająć. Nic z tego. Władze powiatu o wynalazku usłyszały dopiero od nas.
I tu tkwi główny problem. Nikt w samorządach nie chce zajmować się zalewem, bo dbanie o czystość rzek i akwenów nie jest ich zadaniem. Pilica to jedna z większych polskich rzek, które podlegają regionalnym zarządom gospodarki wodnej, czyli administracji państwowej. Samorządy lokalne mogą więc o sprawie mówić, ale działać już nie zamierzają. Nie mają na to pieniędzy.
A decyzji rządowych nie możemy się doczekać. Na początku XXI wieku powstał "Wojewódzki Program Pilica". I co? I nic. Od jego przyjęcia przez Sejmik Województwa Łódzkiego minęło dwanaście lat, a sinic w zalewie jest coraz więcej. Naukowcy też nie przedstawiają ciekawych rozwiązań. Niektórzy na zanieczyszczeniu zalewu i walce z nim zrobili doktoraty i kariery naukowe, a problem glonów narasta.
Metoda odławiania sinic nie rozwiąże problemu zanieczyszczenia zalewu mikrobiologicznego ani chemicznego, nie zahamuje nawożenia, ale może przywrócić zbiornik letnikom i amatorom sportów wodnych. Sinice stanowią największe zagrożenie, a do tego kożuch glonów odstrasza ludzi swym wyglądem. Doprowadzenie wody do stanu jakiej takiej przejrzystości, może przywrócić życie na brzegach zbiornika. Mowa o tysiącach letników, a zatem gospodarce, przedsiębiorczości, o rozwoju terenów wiejskich. Czy te sprawy też nie należą do zadań samorządów?


Ryszard Pożyczka   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 29 (1200) z dnia 19 Lipca 2013r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator