tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
JERZY RATAJSKI - pediatra, neurolog dziecięcy, ...
czytaj dalej »

NAPRAWA AGD - lodówki, zamrażarki, pralki ...
czytaj dalej »

remonty kompleksowo tel. ...
czytaj dalej »
 
Kultura

 Rawskie w ogniu (1863)

 


Powstanie styczniowe 1863 r., którego 150. rocznica przypada w tym roku, wplotło się na stałe w życiorysy wielu mieszkańców naszego miasta. Zarówno Tomaszów, jak i tomaszowianie, wykazali się wielkim zaangażowaniem w walkę, mającą przywrócić Polsce niepodległy byt. W poniższym, krótkim opisie, zawarte zostały informacje, dotyczące tym razem typowo militarnego wymiaru poruszanego przez Redakcję TIT i pracowników tomaszowskiego Archiwum Państwowego tematu.
Na nastroje panujące w społeczeń-stwie Tomaszowa Mazowieckiego ogromny wpływ miały niewątpliwie wiadomości o bitwach i potyczkach, jakie stoczyły oddziały powstańcze w okolicy miasta.
Pierwszą potyczkę na ziemi rawskiej stoczył 26 stycznia niewielki oddział, liczący około 30 ludzi, pod dowództwem Stanisława Tyszkiewicza w okolicach miejscowości Strzybodza, położonej zaledwie 7 km od Skierniewic. Oddział ten zaatakował Rosjan eskortujących rekrutów i odbił ich. Był on częścią grupy powstańców rawskich, organizowanej przez hrabiego Władysława Strojnowskiego. On też, wraz ze Stanisławem Tyszkiewiczem i Józefem Lenieckim, zamierzali uderzyć na Rawę Mazowiecką, jednak projektu tego nie udało im się zrealizować.
Dokonał tego dopiero oddział dowodzony przez wojennego naczelnika powiatu rawskiego, pułkownika Antoniego Jeziorańskiego. Wcześniej był on uczestnikiem powstania węgierskiego i wojny krymskiej. Oddział Jeziorańskiego liczył 374 osoby. W okolicach Rawy przyłączył się do niego oddział liczący 200 osób pułkownika Józefa Śmiechowskiego. Atak na Rawę przeprowadzony w nocy 4 lutego 1863 r. przez słabo przeszkolonych powstańców nie był łatwy. Dowódca wysłał sześciu strzelców z przewodnikiem na zwiady. Wkrótce dowiedział się od nich, że na ulicach miasta jest spokój, ale w koszarach panuje duży ruch. Wobec tego pułkownik Jeziorański rozkazał strzelcom podejść pod koszary bez otwierania ognia. Gdy tylko pojawili się na wzniesieniu, Rosjanie zaczęli do nich strzelać. Zluzowawszy strzelców pułkownik A. Jeziorański pchnął na pierwszy ogień kosynierów pod dowództwem majora Śmiechowskiego. Dostali oni zadanie podpalenia drewnianych budynków przy pomocy słomy i łuczywa. Żwawo ruszyli do dzieła, niosąc w jednej ręce paliwo, a w drugiej kosę. Za nimi dopiero szli strzelcy. Kosynierzy, gdy doszli do budynku, poodrywali okiennice, wybili okna i podpalili budynek. W jednej chwili cały drewniany budynek stanął w płomieniach. Żołnierze rosyjscy zaczęli wybijać drzwi. Tak się wewnątrz zatarasowali, że wydostać się szybko z budynku nie mogli. Wyskakiwali z okien pierwszego i drugiego piętra. Powstańcy zaczęli ciąć Rosjan kosami. Wkrótce Polacy opanowali całkowicie sytuację, odnosząc zwycięstwo.
Dwa dni później pułkownik Jeziorański wraz ze swoim oddziałem przybył do Lubochni. W godzinach popołudniowych 6 lutego posłaniec przyniósł wiadomość o zbliżającym się wojsku rosyjskim w sile 1000 ludzi. Powstańcy, których było 400, znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Oddział obstawił od wewnątrz mur wozami, drabinami i innym sprzętem. Dowódca kazał strzelcom wejść na niego, ale tak, by byli niewidoczni, natomiast bramy kazał otworzyć, ogniska rozpalić, wszystkiemu nadać pozór, jakby nie wiedzieli o nadchodzącym wojsku. Podstęp się powiódł. Antoni Jeziorański tak opisuje bitwę w Lubochni: "Gdy kawaleria nieprzyjacielska znajdowała się nie więcej jak trzydzieści kroków od murów folwarcznych, za danym znakiem strzelcy moi dali do nich ognia: kilkunastu kawalerzystów zsunęło się z koni - reszta zaczęła w nieładzie uciekać. W pogotowiu będąca kawaleria moja poszła w pogoń za nimi. Dałem rozkaz strzelcom jedną, a kosynierom drugą bramą wychodzić z folwarku. Sam dosiadłszy konia galopem ruszyłem za kawalerią, aby ją wstrzymać od za dalekiego zapędzenia się za nieprzyjacielem, po czym wróciłem do piechoty".
Gdy Rosjanie byli już na dziedzińcu, posypały się na nich strzały. Zaskoczenie było całkowite, a w szeregach wojska carskiego powstało zamieszanie. Cofającego się wroga ścigała kawaleria, a za nią atakowała piechota. Rosjanie, mając liczebną przewagę, okopali się w pobliskim lesie. Tymczasem do walki włączyli się, zdążający do oddziału Jeziorańskiego, strzelcy z okolicznych wsi, którzy zaatakowali od tyłu siły moskiewskie. W tej sytuacji Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu. Po tej bitwie oddział pułkownika Jeziorańskiego, w obawie przed spotkaniem większych sił rosyjskich, zaszył się w lasach koło Studzianny w powiecie opoczyńskim.
Rawa Mazowiecka po raz drugi została zdobyta 9 lutego 1863 r. przez oddział powstańczy dowodzony przez hrabiego Władysława Strojnowskiego. Zabrali oni z kasy miejskiej za pokwitowaniem Rządu Narodowego 33000 zł.
Ale powstańcy odnosili nie tylko zwycięstwa. 24 lutego 1863 roku oddział dowodzony przez łęczyckiego lekarza Józefa Dworzaczka, w wyniku dekonspiracji został zaatakowany przez kolumnę wojsk rosyjskich. Doszło do krwawej bitwy, w wyniku której 70 powstańców zostało zabitych, a wielu rannych. Znaczna część dostała się do niewoli. W bitwie tej na pewno walczyła grupa tomaszowian.
W końcu czerwca 1863 r. naczelnikiem wojskowym powiatów warszawskiego i rawskiego został Ludwik Żychliński. Został także dowódcą oddziału "Dzieci Warszawy". W dniu 10 lipca 1863 r. oddział ten odniósł efektowne zwycięstwo w bitwie pod wsią Ossa w powiecie opoczyńskim. Po niej Żychliński ze swoim oddziałem skierował się w stronę Budziszewic. Gdy dotarł do wsi Brenica koło Lubochni, został zaskoczony i wprowadzony w zasadzkę. Chcąc się ratować, rzucił przeciwko trzem sotniom kozaków i szwadronowi dragonów swoich strzelców i żuawów. Sam zajął pozycję w pobliskim lesie, oczekując na odpowiednią chwilę. Walka ciągnęła się z górą trzy godziny i prawdopodobnie zakończyłaby się zwycięstwem Polaków, gdyby nie nagłe zjawienie się nowego oddziału piechoty rosyjskiej, z konnicą zaopatrzoną w trzy działa. Pułkownik zarządził odwrót. Nastąpił popłoch i tumult nie do opisania. Wszyscy rzucili się do ucieczki, ale droga była zamknięta. Trzeba było siłą przebić się przez pierścień nieprzyjaciela. Dowódca w otoczeniu szefa sztabu, kapelana, cudem przedarł się w bezpieczne miejsce. Znaczna część powstańców, cofając się, szukała schronienia po stodołach i chatach. Tam też znalazła w płomieniach bohaterską śmierć. Tak więc jedni legli od kul i szabel, a drudzy w ogniu i dymie. Powstańcy w bitwie stoczonej 14 lipca 1863 r. ponieśli klęskę. Żychliński zebrał po niej 140 piechurów i 64 jeźdźców i udał się w stronę Warszawy.
Powstanie styczniowe zakończyło się wiosną 1864 roku klęską. Było ono szkołą organizacji i źródłem doświadczeń dla całego społeczeństwa polskiego. Rosła świadomość narodowa, poczucie własnej wartości, ambicji i dumy narodowej. W miesiącach walk powstańczych cały wysiłek skierowany został na czynne poparcie walki przeciwko zaborcy. Obowiązek wobec ojczyzny w 1863 r. zawierał się w haśle: bić się za Polskę.



Walki pod Brenicą. Grafika autorstwa Wiery Rudź.



Antoni Jeziorański


Andrzej Wróbel   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 12 (1183) z dnia 22 Marca 2013r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator