Na bieżąco

Nigdy nie zobaczymy już wielkich umiejętności, precyzji, gracji i delikatności konia Egista, który wraz z Anną Zenl zdobywał najwyższe trofea sportowe i wzruszał publiczność podczas pokazów. Jest jednak szansa, że znajdzie się jego zabójca. Za pomoc w jego wskazaniu wyznaczono nagrodę. W sprawę zaangażował się m.in. Krzysztof Rutkowski.

O pani Annie i jej rasowym koniu o imieniu Egist, którego nazywała pieszczotliwie Gumisiem, pisaliśmy na łamach TIT. Ich zdjęcie zdobiło też okładkę naszego tygodnika. Nic dziwnego - rzadko zdarza się przecież, żeby człowiek i zwierzę tak się ze sobą rozumieli i potrafili zrobić takie show jak oni. Można ich było oglądać m.in. na spalskich Hubertusach Jeździeckich. Ich pokazy bawiły i wzruszały do łez. Na każdy z nich pani Anna zakładała piękne suknie z dawnych epok, kapelusze, koronki i tiule, a koń zachowywał się niczym rumak z bajki.

Kłaniał się, kładł, stawał na dwóch nogach, śmiał, przytulał, podawał kopyto... Ludzie się tym zachwycali. Pani Anna trenowała z Gumisiem mało znaną, ale efektowną dyscyplinę sportu, jaką jest jazda bez ogłowia. Odnosili duże sukcesy. Dwukrotnie zdobyli złoty medal Mistrzostw Świata w Jeździe Konnej bez Ogłowia (w latach 2017 i 2019). Para miała też w swej kolekcji dwa srebrne medale mistrzostw Polski - jeden w trailu, dyscyplinie zręcznościowej na czas, a drugi w ujeżdżeniu. W ujeżdżeniu Egist wyszkolony został do poziomu Grand Prix.

Te i inne osiągnięcia były konsekwencją wieloletniej pracy Anny Zenl, zwanej zaklinaczką koni. Sama, jako 15-letnia dziewczyna, uzbierała pieniądze na zakup wymarzonego wierzchowca. Był wtedy źrebakiem. - Od małego układałam go naturalnymi metodami. Moje pierwsze jazdy na nim odbyły się właśnie ze sznureczkiem na szyi, na oklep - wspomina kobieta. Oboje połknęli bakcyla. Siedem lat temu pani Anna postanowiła, że będzie jeździć wyłącznie na cordeo, czyli nie posługując się żadnymi ograniczeniami na głowie konia, tylko za pomocą linki. Powiedziała nam, że nie ma nic piękniejszego niż głowa konia wolna od rzemyków, pasków i metalu w pysku. Jej wybór i determinacja opłaciły się. Oprócz wspaniałego konia do realizowania swoich pasji i osiągania sukcesów zyskała też najlepszego przyjaciela. Takiego, który potrafi rozbawić do łez. - Pewnego razu, gdy wieszałam pranie, podszedł do mnie Gumiś. Nagle zaczął wyjmować i po kolei podawać mi z miski uprane ubrania. Tylko jedne jeansy mu upadły. Poprawił się i podniósł. Niestety nie potrafił ich otrzepać - wspomina pani Ania. Takich pięknych chwil było oczywiście więcej.

Ale one nigdy już nie wrócą. Wszystko skończyło się w połowie sierpnia br. Anna Zenl, która od niedawna mieszka pod Kampinosem (dokąd przeprowadziła się w lutym z Olszowej w gminie Ujazd), przebywała wówczas z Egistem w Budzowie-Kolonii na Dolnym Śląsku. Tam znajduje się gospodarstwo agroturystyczne wraz z hotelem dla koni. Przygotowywali się do pokazu w Karpaczu i Wrocławiu. Co ciekawe, pani Anna przez cały pobyt spała w aucie na parkingu stajni. Trenowała z Gumisiem od godz. 7 do 9 i od godz. 21 do 23. Tamtej feralnej nocy, 16 sierpnia, nie mogła jednak spać i ok. godz. 1 pojechała do pensjonatu. Rano dostała telefon z informacją, że jej koń został postrzelony. Miało się to stać, kiedy przebywał na padoku. Zaklinaczka koni przeżyła prawdziwy szok. Zginął jej najlepszy przyjaciel i jednocześnie zrujnowane zostały marzenia sportowe i zawodowe. - Egist leżał w kałuży krwi z ogromną, prawie siedmiocentymetrową dziurą koło serca, paroma draśnięciami na ciele i krwią przy pysku - mówi. - Mogłam sama stać się ofiarą przypadku albo niewygodnym świadkiem sytuacji - dodaje zrozpaczona.

Sprawą śmierci Egista zajmuje się policja i prokuratura. Ustalono m.in., że arab został postrzelony z broni długiej. Zabezpieczono wszystkie książki polowań, ponieważ istnieje podejrzenie, że to właśnie myśliwy oddał strzał do konia. Jednak jak dotąd sprawca nie został ujęty. W jego poszukiwanie zaangażowano Krzysztofa Rutkowskiego. Wyznaczono nagrodę w wysokości 5.000 zł za wskazanie przestępcy. Anna Zenl zapowiada, że nie podda się, dopóki nie pozna całej prawdy dotyczącej uśmiercenia Gumisia. - Ktoś odebrał mi nie tylko największą miłość, ale i marzenia, idee, plany. Zniszczył mi życie - mówi kobieta. Na mówieniu się bynajmniej nie kończy. Zaraz po wypadku starała się poruszyć niebo i ziemię, by dowiedzieć się, co stało się z Egistem. - Walczyłam o niekremowanie go bezpośrednio po sekcji, o dostęp do ciała niezależnych weterynarzy oraz eksperta balistyki, jak również o chłodnię do przewozu, o zdjęcia rtg, wykrywacz metalu, o wszystko... - wymienia.

ania mPani Anna poświęciła kilkanaście lat na wytrenowanie Gumisia. Teraz go nie ma, a ona nie ma innego konia, by jeździć. - Mam kucyki, ale są one za niskie, żeby trenować je tak jak Egista - mówi zrozpaczona. Dodaje, że aby ułożyć konia, potrzeba wielu lat. - On już był do wszystkiego przygotowany. Świat stał przed nami otworem, to jest dla mnie wielka tragedia - płacze pani Anna. W rozmowie z nami zdradziła, że przygotowywała z nim specjalną ofertę, żeby pokazywać go jeszcze częściej, w stajniach i na dużych imprezach jeździeckich. - Mieliśmy zrobić projekt, w którym brałby udział Gumiś i kucyk. Ja występowałabym w sukniach księżniczek. Projekt byłby realizowany w warszawskich przedszkolach i szkołach podstawowych. Chciałam zaszczepiać miłość do tych zwierząt dzieciakom - dodaje.

Przyjaciele Anny Zenl zorganizowali zbiórkę charytatywną (można ją znaleźć na portalu pomagam.pl). Zebrane pieniądze zostaną wykorzystane na profesjonalną pomoc prawną, opłacenie niezależnych biegłych, inne koszty sądowe, prawne czy detektywistyczne, a także na pomoc finansową dla niej, bo przecież razem z koniem utraciła źródło dochodów. - Koń nie był ubezpieczony. Stajnia za to, co się stało, nie odpowiada. Też nie ma ubezpieczenia, a poza tym takie jest niestety prawo - mówi smutno pani Anna. Wierzy jednak, że prawda ujrzy światło dzienne i zabójca Gumisia poniesie konsekwencje. Wartość konia wyceniła na około pół miliona złotych, ale tak naprawdę on był dla niej bezcenny.

Jeśli ktokolwiek ma informacje o sprawcy postrzelenia Egista, proszony jest o kontakt z policją lub Biurem Rutkowski pod numerem tel. 600-007-007.

Joanna Dębiec

Dodaj komentarz
Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

Pogoda

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI

Giełda

Waluty