Zarządzenie nr 37/2024 Prezydenta Miasta Tomaszowa Mazowieckiego to przejaw jawnej dyskryminacji i dzielenie mieszkańców na lepszych i gorszych!
Mieszkają pod tym samym dachem. Jeżdżą tymi samymi ulicami. Korzystają z tego samego miasta. To tutaj jest ich codzienność, szkoła, praca, podatki, zakupy, znajomi i całe życie. Ale kiedy przychodzi do Karty Tomaszowianina, Tomaszów Mazowiecki stawia między nimi granicę. Nie granicę miasta. Granicę obywatelstwa. Anna-Larsa Malinovska od ponad 20 lat jest związana z Tomaszowem Mazowieckim, a od 14 lat tutaj mieszka. Tu pracuje. Tu płaci podatki. Tu wychowuje córkę. Ma prawo stałego pobytu. Tomaszów jest jej domem. Jej córka ma polskie obywatelstwo. Jest więc uprawniona do Karty Tomaszowianina i związanych z nią miejskich ulg. Jej matka nie. Dlaczego?
Dlatego, że nie posiada polskiego obywatelstwa. I właśnie w tym miejscu historia jednej rodziny przestaje być tylko prywatną sprawą. Staje się pytaniem o to, kogo władze Tomaszowa uznają za Tomaszowianina?
Trudno znaleźć bardziej obrazowy przykład administracyjnego dyskryminowania i podziału ludzi na tych, którzy "należą", i tych, którzy – mimo lat życia wśród nas – mają nadal pozostać kimś z zewnątrz. A przecież tak miało nie być.
Kiedy w Tomaszowie przedstawiano mieszkańcom ideę Karty Tomaszowianina, zasada była prosta. Oficjalne materiały z 2017 roku informowały, że kartę może otrzymać każdy mieszkaniec miasta, który rozlicza podatek dochodowy w Tomaszowie Mazowieckim i wskazuje Tomaszów jako miejsce swojego zamieszkania. O wymogu posiadania obywatelstwa polskiego nie było tam mowy.
Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego, opisując tomaszowski program i wskazując jako jego podstawę uchwały Rady Miejskiej nr XXIX/283/2016 oraz XXXIV/312/2016, również pisał, że program skierowany jest do osób zamieszkałych w Tomaszowie Mazowieckim, a kartę może otrzymać "każdy z mieszkańców", jeżeli rozlicza PIT w Tomaszowie.
Jeszcze w materiale opublikowanym na oficjalnej stronie programu w 2021 roku zapisano, że Tomaszowska Karta Mieszkańca jest skierowana do mieszkańców miasta i ma między innymi zachęcać ludzi do osiedlania się w Tomaszowie.
- Marcin Witko zmienia zasady!
I nagle pojawia się paszport. 2 lutego 2024 roku wydano Zarządzenie nr 37/2024 Prezydenta Miasta Tomaszowa Mazowieckiego. I właśnie w regulaminie stanowiącym załącznik do tego zarządzenia pojawia się zapis, który zmienia sytuację zasadniczo.
Co ciekawe, ten sam dokument najpierw mówi, że: "Karta Tomaszowianina adresowana jest do mieszkańców Gminy Miasto Tomaszów Mazowiecki". A następnie określa jej użytkownika jako osobę "posiadającą obywatelstwo polskie". Jedno słowo – "polskie”. A za tym jednym słowem stoją konkretni ludzie. Ludzie, którzy mogą w Tomaszowie mieszkać od dziesięciu, piętnastu czy dwudziestu lat. Mogą tu pracować. Mogą tu prowadzić firmy. Mogą tutaj płacić podatki. Ich dzieci mogą chodzić do tomaszowskich szkół. Mogą opiekować się sąsiadami, działać społecznie, robić zakupy w lokalnych sklepach i codziennie dokładać swoją cegiełkę do funkcjonowania miasta. Ale w chwili składania wniosku o Kartę Tomaszowianina mogą usłyszeć: nie jesteś wystarczająco "tomaszowski", bo nie masz polskiego obywatelstwa.
Sprawa robi się jeszcze bardziej niezrozumiała, gdy zajrzymy na aktualną stronę Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. MZK nadal informuje, że Kartę Tomaszowianina może otrzymać każdy mieszkaniec miasta, który rozlicza PIT w Tomaszowie Mazowieckim i deklaruje Tomaszów jako miejsce zamieszkania. Wśród wymienionych tam warunków nie ma obywatelstwa polskiego. Która informacja jest właściwa? I przede wszystkim: dlaczego człowiek, który spełnia wszystkie warunki wskazane mieszkańcom przez MZK, może zostać odrzucony z powodu paszportu? Co na to prawo?
Ustawa o samorządzie gminnym zaczyna się od bardzo prostego zdania: "Mieszkańcy gminy tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową". Nie: "obywatele polscy". Nie: "Polacy". Mieszkańcy. To fundamentalna różnica.
Co więcej, art. 30 tej samej ustawy stanowi, że wójt – a w mieście prezydent – wykonuje uchwały rady gminy, a do jego zadań należy między innymi określanie sposobu ich wykonywania. I dlatego pojawia się kolejne pytanie, którego nie wolno zbyć wzruszeniem ramion: czy w zarządzeniu wykonującym program przyjęty przez Radę Miejską można było wprowadzić dodatkowe kryterium, które w praktyce wyłącza część mieszkańców miasta?
To pytanie powinno zostać poddane rzetelnej analizie prawnej. Bo "określenie sposobu wykonania uchwały" nie jest tym samym co dowolne zmienianie kręgu osób, do których skierowany jest program.
Historia Anny obnaża problem, który znacznie wykracza poza jedną plastikową kartę i darmowy autobus. Bo w istocie nie rozmawiamy już o karcie.
- Rozmawiamy o dyskryminacji
I właśnie dlatego trzeba bardzo poważnie zapytać, czy uzależnianie miejskich praw mieszkańca od obywatelstwa nie staje się formą przemocy symbolicznej – administracyjnego wskazywania, kto jest "swój", a kto mimo lat wspólnego życia nadal pozostaje "obcy". Takie kryterium ma charakter dyskryminujący. Czy wprowadzenie podziału według obywatelstwa jest zgodne z pierwotnym celem programu? Czy było wolą Rady Miejskiej? Kto zdecydował o wpisaniu tego warunku? Na czyj wniosek? Jakie było jego uzasadnienie prawne? Czy przeprowadzono analizę konsekwencji dla cudzoziemców legalnie i od lat mieszkających oraz płacących podatki w Tomaszowie? Ilu mieszkańcom odmówiono z tego powodu wydania Karty Tomaszowianina? Mamy prawo poznać odpowiedzi. Bo miasto nie jest rubryką "obywatelstwo". Miasto to ludzie.
Dlatego ta sprawa wymaga dziś odpowiedzi na jedno, bardzo niewygodne pytanie: Czy jest to jeszcze Karta Tomaszowianina? Czy już Karta Polaka?
Bo jeśli o tym, kto jest Tomaszowianinem, ma ostatecznie decydować Zarządzenie nr 37/2024 Prezydenta Miasta Tomaszowa Mazowieckiego, to może powinniśmy przynajmniej uczciwie powiedzieć mieszkańcom, że nazwa programu przestała odpowiadać jego zasadom. A jeżeli Karta rzeczywiście ma być Kartą Mieszkańca – najwyższy czas przypomnieć sobie, co znaczy słowo "mieszkaniec".
AKCh



Komentarze