Są historie, które trudno opowiedzieć słowami, bo żadna opowieść nie jest w stanie oddać emocji, ogromu pracy i dobra, które wydarzyły się po drodze. Historia poprawy warunków życia i remontu nowego mieszkania dla rodziny zmagającej się z niepełnosprawnościami i jakby pozostawionej samej sobie w tym problemie, rodziny Pani Urszuli Ślarzyńskiej jest właśnie taką historią. Przedstawiam ją taką, jaką była naprawdę.
Ta historia ma trzy szczególne wymiary, każdy ważny i każdy jest moim przekazem dla Was: Po pierwsze – diametralną zmianę warunków życia rodziny. W miejsce, w którym podstawowe potrzeby sanitarne były ogromnym problemem, powstał dom, w którym można żyć godnie, bezpiecznie i z poczuciem, że życie może nieść więcej radości. Po drugie – ogrom bezinteresownej pomocy. To setki godzin poświęconych na pracę, remont, transport, organizację, pomoc medyczną, a także niezliczone darowizny finansowe i materialne. Każda z nich, niezależnie od wielkości, była ważną cegiełką tej historii.
Po trzecie – przekonanie, że naprawdę można dokonać rzeczy pozornie niemożliwych. Potrzeba tylko ludzi, którzy zamiast powiedzieć "nie da się", powiedzą: "spróbujmy". Ludzi z empatią, otwartym sercem i gotowością, by poświęcić swój czas, siły i środki dla drugiego człowieka.
- Wszystko zaczęło się od jednego spotkania
Panią Urszulę i jej synów poznałam podczas wolontariatu w programie "Szlachetna Paczka" w 2025 roku. Odwiedziłam rodzinę, aby przeprowadzić wywiad i dokonać kwalifikacji do programu. Decyzja była oczywista.
Warunki, w jakich mieszkała Pani Urszula z synami, wstrząsnęły mną tak bardzo, że po pierwszym spotkaniu długo nie mogłam dojść do siebie. Brak łazienki i ciepłej wody, bardzo zaniedbane warunki mieszkaniowe, niepełnosprawność wszystkich członków rodziny, a przy tym ogrom codziennej pracy matki, dbającej o higienę dorosłych już synów i mimo tego wszystkiego – uśmiech, życzliwość i niezwykła serdeczność… moich emocji po tym spotkaniu właściwie nie da się opisać.
Bardzo szybko udało się koordynatorce "Szlachetnej Paczki" Ani Walczak znaleźć darczyńców. Okazały się nimi Nina Dziedzińska i Joanna Grejber wraz z zespołem z Bistro "Się Je Je". Pomoc, którą wtedy otrzymała rodzina, była ogromnie ważna.
Po finale "Szlachetnej Paczki" nadal odwiedzałam Panią Urszulę i jej synów. Wiedziałam jednak, że sama pomoc świąteczna nie rozwiąże ich największego problemu. Nie widziałam wtedy żadnej realnej szansy na spektakularną poprawę ich warunków życia.
Do działania ponownie zmotywowały mnie Nina i Asia. Nie przestały interesować się rodziną, a nawet codziennie dowoziły jej ciepłe posiłki. – Tak być nie może. Idźmy z tym do telewizji – mówiły.
I właśnie wtedy zaczęła we mnie rosnąć myśl, że być może naprawdę można zrobić coś więcej, a na pewno trzeba spróbować!
- Zrobimy ten remont
Wiedziałam, że same sobie nie poradzimy. Poprosiłam więc o pomoc zaprzyjaźnione przedstawicielki władz samorządowych: radną powiatu – Alicję Zwolak-Plichtę oraz radną miasta – Beatę Szczukocką. I wtedy zaczęło się dziać jeszcze większe dobro.
Odbyło się wspólne spotkanie z panią prezes TTBS, która zaproponowała rodzinie zmianę mieszkania. Od razu pojechałyśmy je obejrzeć.
Nie było idealnie. Było jednak zdecydowanie lepiej, przede wszystkim ze względów sanitarnych – mieszkanie posiadało osobne pomieszczenie z wanną i sedesem. Problem był jeden: mieszkanie wymagało kapitalnego remontu.
Wtedy z pomocą wkroczył Marcin Wilczyński – człowiek, który zawsze pomaga, nawet w beznadziejnych sytuacjach. Nie był w bieli, ale zdecydowanie dodał mi skrzydeł i wiary, że uda się pomóc "naszej" Rodzinie. – Zrobimy ten remont – powiedział.
I wówczas po raz pierwszy pomyślałam: razem naprawdę damy radę, uwierzyłam w sukces! Przekonałam Panią Urszulę, że możemy zmienić to mieszkanie w lepszy i bardziej funkcjonalny DOM. Z Marcinem zarwaliśmy kilka nocy, zastanawiając się, od czego zacząć i jak w ogóle ogarnąć skalę tego wyzwania.
Ruszyła internetowa zbiórka na remont prowadzona za pośrednictwem portalu Siepomaga.pl. Równolegle w Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym ukazał się artykuł o sytuacji rodziny Ślarzyńskich. To był kolejny przełom. Pieniędzy przybywało, okazało się, że w ludziach nadal jest ogrom dobra i empatii. Wraz z każdą wpłatą rosła nasza wiara, że cel, który jeszcze niedawno wydawał się nierealny, naprawdę jest w naszym zasięgu. Zebraliśmy ponad 30 tysięcy złotych.
- Remont, który miał być prosty…
Zabraliśmy się do pracy. I wtedy okazało się, że remont mieszkania w przedwojennym budynku może być niekończącą się historią niespodzianek.
Miało być zwykłe malowanie. Po pierwszym stuknięciu odpadła jednak połowa tynku ze ściany. Miała być wymiana wanny na prysznic. Za wanną znaleźliśmy grzyb, sparciałą cegłę i odpływ wody prowadzący pod fundamenty.
Zamiast prostej wymiany pojawiła się konieczność rekonstrukcji instalacji hydraulicznej, ścian i kolejnych elementów mieszkania.
Prace, które początkowo wydawały się minimalistycznym planem remontowym, stały się ogromnym wyzwaniem dla niejednego specjalisty. Na szczęście pojawiali się kolejni ludzie gotowi do pomocy.
Marcin poświęcał większość swojego wolnego czasu, aby koordynować prace i krok po kroku doprowadzić mieszkanie do stanu, którego obecnie pozazdrościć może niejeden gospodarz.
Marcin, Ty wiesz, że Cię kocham?!
A kiedy po artykule w TIT o akcji na rzecz rodziny Ślarzyńskich rozdzwoniły się telefony od osób oferujących materiały, usługi i własną pracę, poczuliśmy, że naprawdę jesteśmy coraz bliżej celu, a realność tego celu jeszcze bardziej motywowała nas do pracy.
- Dobro zaczęło się mnożyć
Niestety przydarzyło się po drodze nieszczęście i Pani Urszula trafiła do szpitala, a synowie do DPS-u. Ta sytuacja na miesiąc zamroziła remont mieszkania, bo nie było wiadomo, czy Pani Urszula stanie na nogi i będzie gotowa dalej zajmować się synami. Do tego wszystkiego podczas zaplanowanej wizyty Sylwka u okulisty okazało się, że on również w znacznym stopniu utracił wzrok i niezbędna będzie operacja! Upór i determinacja Pani Urszuli, w tym, aby być "na swoim" razem z synami, na nowo uruchomił akcję remontową. Wtedy poprosiłam Beatkę Szczukocką, aby zaopiekowała tematy pomocy medycznej dla Roberta i Urszuli. Pomoc Beaty w tym momencie była kluczowa, wzięła na siebie ciężar umawiania wizyt i transportu chłopaków do specjalistów! Zarówno Robert (niewidzący od 2021 roku), jak i Sylwek są już w pełni zdiagnozowani i w ciągu miesiąca zostaną zoperowani. Beata, dziękuję! I tak zadanie wyremontowania mieszkania stało się projektem znacznie większym, szerszym w pomocy "naszej" Rodzinie. Było początkiem kolejnych działań, kolejnych spotkań i kolejnych wyciągniętych dłoni.
Dobro zaczęło się mnożyć.
- Dotychczas anonimowi bohaterowie
Kończąc ten – być może przydługi w odbiorze, a jednocześnie zdecydowanie zbyt krótki w stosunku do ogromu wydarzeń – wywód, chciałabym przedstawić bohaterów tej historii.
Bohaterów, którzy do tej pory byli anonimowi, a zawalczyli o stworzenie bardzo dobrych warunków mieszkaniowych dla Pani Urszuli i jej synów, pomagali bezinteresownie:
WSPARCIE CZASEM PRACY I/LUB DOŚWIADCZENIEM
Marcin Ślifarski
Tomasz Przybysz
Robert Rudzki
Andrzej Maciejec
Beata Szczukocka
Przemysław Przybysz
Karol Goździk
Marcin Jachimowski
Paweł Cymerman
Mariusz Wróblewski
Daniel i Katarzyna Dyszyńscy
Igor Jabłoński
Robert Kubacki
Piotr Kucharski
Michał Grad
Hydraulicy Sebastian i Artur
Piotr Dębicki
Sławomir Król
Krzysztof Wilczyński
Cezary Przywara
Gabriela Wojciechowska
WSPARCIE MATERIAŁOWE I FINANSOWE
Marcin i Aneta Sobczyńscy (ANMAR SYSTEM)
Stanisław Fila (JOKA)
Tomasz Kowalski (MEBLE KOWALSKI)
CERAMIKA PARADYŻ
Nina Dziedzińska i Joanna Grejber (SIĘ JE JE)
Renata Mielnik (EZBUD)
Barbara Czechowska
Maria i Henryk Wilczyńscy
Adrian Klimek (KLIMEX)
Jerzy Pazurek (TERBUD)
CERAMIX
Beata i Przemysław Kawaciuk
Alicja Zwolak-Plichta
Marcin Ślifierski
Robert Rudzki
Arkadiusz Krześlak
WSPARCIE MEDIALNE
Redakcja TIT
- Ponad 500 osób, których nie znamy z imienia
Ogromnie żałuję, że nie mogę wymienić tutaj wszystkich osób, które przyczyniły się do sukcesu. Jest ich po prostu zbyt wiele.
Ponad 500 anonimowych osób wpłaciło pieniądze na internetową zbiórkę prowadzoną za pośrednictwem portalu Siepomaga.pl.
Każda wpłata była ważna. Każda dawała nam nadzieję, że uda się zrobić coś, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało się niemożliwe. Wszyscy ci darczyńcy są częścią tej historii.
- To jeszcze nie koniec
Jest jeszcze jedna bardzo ważna wiadomość. Nie wydaliśmy wszystkich pieniędzy ze zbiórki, tylko dzięki ofiarności firm, które w dużej mierze działały pro bono, pozostało nam około 10 tysięcy złotych, które zostaną przeznaczone na leczenie i rehabilitację Urszuli, Sylwka i Roberta Ślarzyńskich, bo ta historia nie kończy się wraz z ostatnią załataną dziurą, pomalowaną ścianą, zamontowanym prysznicem czy wniesionym meblem.
Dom to nie tylko cztery ściany, ale poczucie bezpieczeństwa i możliwość spokojnego życia wśród najbliższych.
Pamiętajcie, że czasem wystarczy, jak jedna osoba powie: "Spróbujmy", druga odpowie: "Pomogę", a trzecia i kolejne dołączą. I wtedy rzeczy niemożliwe zaczynają się dziać naprawdę.
Dziękuję wszystkim, którzy uwierzyli, że warto. Dziękuję tym, którzy nie pytali, czy się da, tylko pytali: "Co mogę zrobić?".
To jest Wasza historia równie mocno, jak historia drogi ku lepszemu życiu rodziny Ślarzyńskich.
art. 8012_26



Komentarze