"Wiadomości o mojej śmierci są mocno przesadzone" – rzekł niegdyś Mark Twain. Niedawno podobne pogłoski miał okazję dementować Tomaszowianin Sebastian "Sebi" Zys, założyciel i lider discopolowej formacji Mr Sebii.
– Być może część mieszkańców naszego miasta uważa, że nie żyję, bo jestem na Ukrainie. Ale oświadczam: nadal żyję i nadal mam zamiar grać koncerty. Mimo że ktoś mnie uśmiercił, wciąż będę dla was grał. Pozdrawiam z Odessy.
Zdjęcie dołączone do tekstu to grafika, jaka pojawiła się w piątek, 8 maja o godz. 9.39 na profilu Spotted Gmina Lubochnia na Facebooku. Nieco ponad 40 minut po tym, jak na oficjalnym fanpage'u grupy, a następnie samego muzyka opublikowany został plakat z terminarzem najbliższych występów. O wypadku nie było ani słowa. Nie zwróciło to jednak specjalnej uwagi – praktycznie natychmiast pod wspomnianą grafiką pojawiły się reakcje: smutne buźki i komentarze, udostępnienia...
Czy internetowa publikacja miała być głupim dowcipem bądź złośliwością? Czy może, równie niespecjalnie mądrym, sposobem na promocję (wedle zasady: nieważne, co mówią i piszą, byleby mówili i pisali)? Wiemy jedno. Czymkolwiek, według intencji twórcy, miał być wspomniany post, na pewno to (kolejny) dowód na to, że do sensacyjnych wiadomości i rozpowszechniania ich trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. Rozpowszechnianie informacji jest dziś niezwykle łatwe. Dużo trudniej to "odkręcić", zdementować, gdy okażą się fałszywe.
wk



Komentarze