Z Mateuszem Włodarczykiem, świetnym wokalistą z Tomaszowa, który został półfinalistą programu The Voice of Poland, o śpiewaniu, marzeniach i o tym, że każdy kryzys, można pokonać, rozmawia Joanna Dębiec.
Joanna Dębiec: – Śpiewasz od 11. roku życia. Jak to się zaczęło? Czy masz jakiegoś nauczyciela śpiewu, któremu najwięcej zawdzięczasz?
Mateusz Włodarczyk: – Zacząłem śpiewać już jako dziecko. Brałem wtedy grzebień albo dezodorant i udawałem, że śpiewam do mikrofonu. Od 11. roku życia zacząłem chodzić na zajęcia wokalne do Katarzyny Goljat. Pod jej okiem zdobywałem wiedzę i tajniki wokalne. Jestem jej ogromnie wdzięczny za ogrom pracy i wiedzę, którą mi przekazała. To dzięki niej stawiałem pierwsze kroki na scenie muzycznej. Bardzo dużo jej zawdzięczam. W międzyczasie szkoliłem się też u innych trenerów, takich jak: Piotr Goljat, Iwona Kmiecik, Anna Grabek. Dzięki tym osobom mój głos brzmi teraz tak, jak brzmi.
– Czy teraz masz jakiegoś nauczyciela śpiewu?
– Dzięki programowi The Voice of Poland miałem możliwość pracować ze znakomitymi trenerami wokalnymi: z Krzysztofem Wojciechowskim oraz Martą Dywicką. Mają wieloletnie doświadczenie. Krzysztof Wojciechowski kształcił się w Stanach Zjednoczonych. Dzięki nim w bardzo krótkim czasie mogliśmy nauczyć się bardzo trudnych wokalnych rzeczy.
– Czy rodzina i przyjaciele wspierają twoją pasję?
– Rodzina, głównie moi rodzice oraz babcie, zawsze wspierała moją pasję. Byli ze mną podczas konkursów, festiwali muzycznych. Nawet teraz, po latach, rodzice nadal mi kibicują i bardzo wierzą, że osiągnę ogromny muzyczny sukces. Starają się być ze mną podczas występów scenicznych. Kibicowali mi też na żywo podczas półfinału w The Voice of Poland.
– Jako dziecko śpiewałeś kolędy podczas wigilii i na innych uroczystościach?
– Występowałem, gdzie się dało. Uwielbiałem to, choć zawsze podczas występów towarzyszył mi stres. Teraz jest on jeszcze większy, ale jest bardziej mobilizujący do działania i dania się z siebie jak najwięcej podczas występów. Jeżeli chodzi o śpiewanie kolęd podczas wigilii, nigdy za tym nie byłem. Bo byłoby to zawsze "na siłę", bo śpiewam, bo rodzina mi kazała. Muzyka to moja miłość, pasja i nie będę jej robił z przymusu. Te święta spędzę w spokojnej atmosferze z rodzicami i będziemy słuchać przepięknych kolęd i piosenek świątecznych wykonywanych przez gwiazdy polskiej sceny muzycznej.
– Co uważasz za swój największy sukces wokalny?
– Oczywiście to, że zostałem półfinalistą programu The Voice of Poland. Było to moim ogromnym marzeniem, żeby trafić do tego etapu i nagrać swoją piosenkę i pokazać ją światu. Wcześniej miałem mniejsze i większe sukcesy. Po moim powrocie do muzyki w zeszłym roku wygrałem wiele prestiżowych konkursów i festiwali. Dzięki nim miałem możliwość poznać i być ocenionym i wyróżnionym przez takie gwiazdy jak: Doda, Kayah, Kasia Wilk, Kuba Szyperski, Grażyna Łobaszewska, Krzysztof Kiliański, Magda Steczkowska i Marysia Sadowska.
– Ale wielkie sceny dalej stają przed tobą otworem. O czym marzysz?
– Aby nagrywać swoją muzykę, koncertować jak najwięcej i żyć z muzyki w stu procentach. Chciałbym nagrać wspólną piosenkę z jedną z gwiazd polskiej sceny, ale nie zdradzę z kim, ponieważ chcę zachować to w tajemnicy. Będę robił wszystko, aby się to spełniło.
– Wróćmy jeszcze do udziału w The Voice of Poland. Po latach ponownie pojawiłeś się w tym programie. Jak tym razem to potraktowałeś, czy były duże zmiany? Kiedy lepiej się tam czułeś?
– Wróciłem do programu po 11 latach. Minął szmat czasu. Ja już jestem w innym miejscu, jestem innym człowiekiem, wiele przeszedłem w życiu, zmieniłem się, ale przede wszystkim mój głos się zmienił. Jestem pewniejszy siebie w wokalu, o wiele więcej wiem, dużo więcej się nauczyłem. Powrót do programu potraktowałem jako mój nowy start. Postawiłem na muzykę, szczerość, prawdę. Zauważyłem wiele zmian, które nastąpiły w programie. Pierwszą różnicą była produkcja programu, która teraz dawała nam dużo wolności. Wielu ludzi uważa, że programy są ustawione i bardzo reżyserowane. A było wręcz przeciwnie, jako uczestnicy czuliśmy się bardzo dobrze, byliśmy zaopiekowani. Mieliśmy duży wpływ na nasze występy, mieliśmy trenerów wokalnych z najwyższej półki. Trenerzy programu, czyli Michał Szpak i cała ekipa dawali nam dużo czasu i wsparcia. Staliśmy się ze wszystkimi jedną wielką rodziną. I jestem pewien, że relacje, które zbudowaliśmy, będą na lata.
– A jak walczyłeś ze stresem?
– Moje występy w programie zawsze wywoływały u mnie ogromny stres, jeszcze większy niż 11 lat temu. Może to przez większe oczekiwania, już większe obycie i świadomość tego programu. Ale zawsze starałem sobie wytłumaczyć, że to jest właśnie to, co chcę robić na co dzień, chciałem być w tym miejscu i jestem z tego dumny. Bardzo się cieszyłem z każdego występu.
– Co było w tej edycji dla ciebie najważniejsze? Co sprawiło największą frajdę?
– Ta edycja była wyjątkowa. Przede wszystkim ludzie, których poznałem, zarówno uczestnicy, jak i produkcja programu. Ale najważniejsze było nagranie własnej piosenki. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się dojść do półfinału i wykonać swój utwór. Pracowałem nad nim z dwoma utalentowanymi producentami, muzykami – z Piotrkiem Zaborowskim i Bartkiem Barszałkiem. Produkcja programu wraz z wytwórnią Universal Music Polska wybrała mi dwie podobne osoby do mnie. Współpracowało nam się rewelacyjnie. Mieliśmy bardzo mało czasu na stworzenie utworu. Udało się nam w jeden dzień. Jest to w stu procentach utwór, który oddaje moją osobę, jestem z niego dumny. Stworzyliśmy go od zera. Przyszedłem do studia i Bartek zaczął grać na pianinie. Zaczęła tworzyć się melodia i za kilka chwil już mieliśmy początek utworu. Razem z chłopakami napisaliśmy tekst, który nazwaliśmy "Puste kartki". Można go słuchać m.in na.: Spotify czy Apple Music, a także na YouTubie.
– Jakie masz plany na przyszłość? Czy dajesz koncerty?
– Pracuję nad stworzeniem własnej marki, nad przygotowaniem piosenek, materiału na koncerty oraz szukaniem odpowiednich ludzi z branży, którzy pomogą mi poprowadzić moją karierę muzyczną. Chcę, aby moje występy były już na dużo wyższym poziomie. Chcę śpiewać nie tylko covery, a przede wszystkim swoje piosenki. Już kilka mam gotowych, ale jeszcze dużo pracy przede mną. Obserwujcie moje media społecznościowe. Tam będę zamieszczał wszystkie informacje o najbliższych wydarzeniach, w których będę uczestniczył. Jeśli ktoś jest zainteresowany, abym wystąpił podczas jakiegoś wydarzenia, zapraszam do kontaktu (Instagram: @mateusz_wlodarczyk bądź Facebook: Mateusz Włodarczyk).
– Jakiej muzyki najchętniej słuchasz?
– Uwielbiam prawie każdy rodzaj muzyki i cieszę się, że nasz polski rynek muzyczny idzie w coraz lepszą stronę. Znakomici muzycy zapełniają już stadiony, ludzie pragną dobrej muzyki, a nie tylko weselnego disco polo. Słucham od popu, przed soul, R&B aż po muzykę alternatywną czy hip-hop.
– Czy masz też jakąś inną pasję?
– Frajdę sprawia mi dekorowanie wnętrz, często zmieniam wystrój mieszkania. Ale najważniejsze jest śpiewanie.
– Widzowie mocno ci kibicują. Doszedłeś bardzo daleko, choć było ci ciężko w życiu...
– Przez wiele lat zmagałem się z depresją. Walczyłem o każdy dzień. Wygrałem. Zachorowałem przez wydarzenia w życiu, które mnie dotknęły. Był to mobbing w pracy, dramatyczne zachowania ze strony kierownictwa. To wszystko doprowadziło mnie do stanu, w którym byłem. Każdy moment w życiu to było myślenie o pracy, co będzie jutro, co się wydarzy. To był ciągły strach, ciągła niepewność. Wracałem wycieńczony, marzyłem tylko o położeniu się. Patrzyłem w ścianę. Nie miałem chęci do życia. Przez to skończyłem z muzyką, nie miałem na to siły i przestrzeni. Nic nie sprawiało mi radości. Po latach walki, ale także terapii psychologa i psychiatry, postanowiłem, że odchodzę z pracy. Postawiłem na siebie i na swoje zdrowie psychiczne. Pierwsze miesiące były ciężkie, ale pozbyłem się tego ogromnego ciężaru. Zacząłem żyć na nowo, wróciłem do muzyki, zmieniłem pracę. I tak krok po kroku do dziś staram się spełniać i żyć pełnią życia.
– I tego spełnienia oraz zdrowia ci życzę. Co daje ci śpiewanie?
– Dziękuję. To moja miłość. Daje mi ono wolność, poczucie bycie sobą. Kiedy zaczynam śpiewać, przenoszę się w zupełnie inny świat. Świat bez zmartwień, bez nienawiści, bez hejtu. Nawet jakbym śpiewał 24 godziny na dobę, nie czułbym zmęczenia, bo po prostu to kocham. To prawda, że jak kochasz swoją pracę, to będziesz się czuł, jakbyś nie przepracował ani jednego dnia. Każdemu polecam odnaleźć swoją drogę, bo wtedy każdemu będzie żyło się lepiej.
– Dziękuję za rozmowę.



Komentarze