tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
AUDI A3 8p 1.9 TDI (03), tel. ...
czytaj dalej »

NAPRAWA AGD - lodówki, zamrażarki, pralki ...
czytaj dalej »

PARKIET-PLAN
- układanie, cyklinowanie, ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Teren

 Zwyczajni - niezwyczajni

 



Akcja poszukiwawcza w Młynku.


- Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy włączyli się w poszukiwania mojej mamy: policjantom, strażakom i mieszkańcom okolicznych miejscowości. Przeżyłam trzy dni grozy, jak w dreszczowcu. Dzięki ofiarności i zaangażowaniu wielu wspaniałych ludzi zakończonych happy endem - mówi wzruszona Krystyna Jóźwiak, córka Anny Krzywańskiej, odnalezionej po trzech dniach poszukiwań.
O trzydniowej akcji poszukiwawczej w lesie pod Młynkiem koło Wykna pisaliśmy na łamach TIT tydzień temu. Wracamy do tej sprawy, żeby pokazać tych, którzy przyczynili się do odnalezienia 84-letniej grzybiarki i tym samym uratowali jej życie. Nie sposób wymienić z imienia i nazwiska wszystkich, którzy brali udział w akcji (samych policjantów było ponad stu). Jednak każdemu, kto bezinteresownie ruszył na pomoc zaginionej w lesie kobiecie, należą się duże słowa uznania i podziękowania.

Ruszyli w las
mimo burzy
Młynek to mała miejscowość położona koło Wykna w gminie Ujazd. Wokół niej rosną gęste lasy. Kilkanaście domów, cisza, spokój sprawiają, że jest to idealne miejsce do odpoczynku. Na stałe mieszka tam tylko siedem osób (dwie rodziny), pozostali mieszkają tam sezonowo. Pani Anna należy do tej drugiej grupy. Co prawda dzieciństwo i młodość spędziła w Młynku, ale w latach pięćdziesiątych wyjechała do Łodzi. Co roku wraca w rodzinne strony. Uwielbia zbierać grzyby. Lasy wokół Młynka zna jak własną kieszeń. Jednak w poniedziałek, 16 sierpnia nie przewidziała, że w lesie zastanie ją burza. W strugach deszczu staruszka nie potrafiła znaleźć drogi do domu. Zabłądziła i zasłabła. Jeszcze tego samego dnia na pomoc ruszyli jej policjanci i strażacy, ale również zupełnie bezinteresownie mieszkańcy okolicznych wsi.
Nie zważając na deszcz, w poszukiwaniach brała udział sześcioosobowa grupa z Młynka. Następnego dnia (we wtorek)do akcji dołączyli następni. Grupa rozrosła się do ponad 20 osób. Byli w niej mieszkańcy Wykna, Zaosia, Łaznowskiej Woli, Rokicin, Jankowa i Niewiadowa.
- Kurtki przeciwdeszczowe niewiele dały. Przy takiej nawałnicy byliśmy po kilkunastu minutach mokrzy. Pierwszego dnia chodziliśmy po lesie przez 2,5 godziny, skończyliśmy około 23.30. Przeszukiwaliśmy najbliższą okolicę. Następnego dnia, kierujący akcją (podinspektor Jacek Pietrzak - przyp. red.) powiedział, że w poszukiwaniach mogą brać udział chętni z rowerami. Nie trzeba było długo czekać. W ciągu kilku godzin zjechali się ludzie z okolicznych wsi, którzy przecież nie znają pani Anny - mówi spędzający w Młynku wakacje Włodzimierz Czurak, który wraz z rodziną przez trzy dni brał udział w poszukiwaniach.
Nieformalnym przywódcą ludności cywilnej biorącej udział w poszukiwaniach był Tadeusz Zimnicki, mąż Barbary, pani sołtys Młynka i Wykna (jedno sołectwo). Były policjant, z zamiłowania myśliwy, bardzo dobrze zna wszystkie leśnie ścieżki i zakamarki. Skutecznie potrafił współpracować z policją i strażą pożarną oraz informował i mobilizował do poszukiwań mieszkańców okolicznych miejscowości. - Nie czuję się bohaterem. Po prostu starałem się pomóc jak inni. Pracowałem kiedyś w policji, znam tereny wokół Młynka, mogłem się do czegoś przydać. Ważne było to, żeby przy tak dużej grupie poszukujących, nie przeszkadzać sobie wzajemnie - mówi pan Tadeusz.

Wiadro
- istotny ślad
- Las w okolicach Młynka jest bardzo gęsty i nieprzejrzysty. Na rowerach jeździliśmy więc tylko po leśnych drogach, a później dalej pieszo, kawałek po kawałku, przemierzaliśmy las - mówi pan Włodzimierz. We wtorek około godz. 19.30 grupa mieszkańców znalazła wiadro grzybiarki, które, jak się później okazało, było bardzo istotnym śladem pozwalającym zawęzić teren poszukiwań.
Nie można zapomnieć też o ludziach, którym choroba nie pozwoliła przemierzać kilometrów po lesie, a jednak brali udział w akcji. Ich rola również była bardzo ważna. Przygotowywali kawę, herbatę, a nawet gotowali zupę dla zmęczonych poszukiwaczy. - To była niesamowita mobilizacja. Przecież są jeszcze żniwa, każdy ma swoją robotę, a mimo to ludzie rzucali wszystko, żeby spieszyć na pomoc potrzebującej. To rzadko już dzisiaj spotykana solidarność i wrażliwość ludzka. Znakomicie układała się współpraca z policjantami i strażakami. Czułam się wśród nich jak dobra znajoma. Nieszczęście jednoczy ludzi i sprawia, że zapominają o sztywnych relacjach. To było coś wspaniałego - mówi Wiesława Kaczmarek, mieszkanka Jankowa w gminie Rokiciny.
Kiedy jednak po dwóch dniach i dwóch nocach, mimo mozolnego przeszukiwania lasu, chora na Parkinsona staruszka, bez leków, jedzenia i ciepłego ubrania nie została odnaleziona, zaczęły pojawiać się pierwsze objawy zwątpienia. - Nadzieja umiera ostatnia, ale w środowy poranek już coraz bardziej we wszystkich wygasała. Jednak zebraliśmy siły i wznowiliśmy poszukiwania. Kiedy nadeszła wiadomość, że pies znalazł żywą panią Annę, wszyscy ze szczęścia zaczęli płakać. Przecież niektórzy ludzie nawet jej nie znali, a łzy spływały im po policzkach - mówi Anna Czurak, żona pan Włodzimierza.
- Gdyby nie ten pies, nie miałaby żadnych szans. Tyle godzin bez leków bez jedzenia, wody - dodaje pani Wiesława.

Sagan bohater
Wychłodzoną grzybiarkę, leżącą na mchu w gęstych leśnych zaroślach, znalazł Sagan, pies wchodzący w skład Grupy Ratownictwa Specjalistycznego Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi, która została wezwana do akcji trzeciego dnia poszukiwań. Zespół, liczący 10 ludzi i 6 psów rasy labrador retriever i golden retriever, rozpoczął poszukiwania o godz. 9.30 w miejscu, gdzie dzień wcześniej znaleziono wiaderko pani Anny. Już o 11.53 Sagan znalazł grzybiarkę. - Na szczęście dotarliśmy na czas, bo kobieta była skrajnie wycieńczona. Szkolimy psy ratownicze, które często są mylone z psami tropiącymi. Stosujemy metodę górnego wiatru, ustawiając się bokiem do jego kierunku. Ważne, żeby w terenie, w którym potencjalnie znajduje się poszukiwana osoba nie było innych ludzi. Musieliśmy wyprosić z lasu napotkanych grzybiarzy i inne grupy poszukujące na tym obszarze, żeby wyeliminować z powietrza inne zapachy. Sagan wyczuł zapach tej pani i dzięki temu do niej dotarł. Szczekając dał znak, że odnalazł poszukiwaną osobę. Przez radiostację wezwałem pomoc, podając koordynaty GPS. To, że kobieta spała na mchu, mogło mieć wpływ na utrzymywanie ciepłoty ciała - mówi Edward Rosiak, naczelnik GRS OSP z Łodzi, opiekun Sagana.
- Mama to mocny, przedwojenny rocznik, ale kolejnej nocy w lesie mogłaby już nie przeżyć. Była wychłodzona i miała lekkie zadrapania. W szpitalu szybko jednak odzyskała siły, badania nie wykazały żadnych dolegliwości i po kilku dniach została wypisana. Jestem pełna uznania i wdzięczna wszystkim, którzy brali udział w poszukiwaniach. Całe wydarzenie przypominało dreszczowiec, ale na szczęście dobrze się skończyło - mówi przez łzy pani Krystyna.
Bohaterski pies to 2,5-letni biszkoptowy labrador, który wcześniej brał już udział w akcjach poszukiwawczych, w których odnaleziono również żywych ludzi. 9 sierpnia w Izabelinie (gmina Aleksandrów Łódzki) i 16 sierpnia w Łodzi. Jego opiekunem jest 45-letni strażak z 20-letnim stażem, pracujący na co dzień w Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi. Szkoleniem psów zajmuje się od 10 lat. Sagan jest drugim psem, którego prowadzi. W służbie jest jeszcze 10-letni Nord, który odchodzi już w tym roku na zasłużoną emeryturę. - Imię Sagan pochodzi ze słownika strażackiego. Tak określano kiedyś topór strażacki - wyjaśnia pan Edward.

Spieszą
na ratunek zaginionym
Grupa Ratownictwa Specjalistycznego Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi powstała w maju 2006 r. Stworzyli ją ludzie zaangażowani w ratownictwo w straży pożarnej oraz grupy przewodników z psami, działające wcześniej w ramach innych organizacji (od 2000 r.). Liczy 24 osoby i 15 psów. Wszyscy ratownicy są wolontariuszami. - Nie czerpiemy z naszej działalności żadnych korzyści materialnych. Są wśród nas zawodowi, emerytowani strażacy, ale też ludzie nie związani ze strażą pożarną: taksówkarze, studenci, pedagodzy, którzy poświęcają swój wolny czas. Każdy przyszły przewodnik uczestniczy w 2-3-miesięcznych zajęciach z psami. Nasza grupa to nie tylko przewodnicy i psy, ale również osoby koordynujące działania, które zajmują się m.in. zbieraniem informacji o terenie, w którym prowadzona jest akcja. Współpracujemy też z policją, aby uzyskać szczegółowe informacje na temat osoby poszukiwanej - wyjaśnia pan Edward.
W sekcji ratowniczej szkolonych jest 15 psów rasy labrador retriever, golden retiever i border collie, w tym trzy wyspecjalizowane do poszukiwania osób żywych. - Nasze psy są wykorzystywane do poszukiwań ludzi w trudno dostępnych miejscach, tj. pola, łąki, lasy, tam gdzie nie ma skupisk ludności. W 8-10-godzinnej akcji pies pracuje intensywnie na obszarze 5-10 hektarów przez około 30 minut, później musi odpocząć i znowu wraca do akcji. Lepiej pracują nocą, gdyż jest chłodniej i wtedy wolniej się meczą. Przewodnik podczas akcji pokonuje około 20 km - tłumaczy opiekun Sagana.
Psy testowane są już w szóstym tygodniu życia, w ósmym trafiają na szkolenie, gdzie od początku są przyjaźnie nastawiane do ludzi. - Nagrodą za dobrze wykonane zadanie jest zabawa. Odwiedzamy szkoły, przedszkola. Piesek musi zapoznać się z ludźmi. Szkolenie ma sprawić, że będzie lgnął do nich. Zapach człowieka musi powodować w nim przyjazne nastawienie, żeby chciał go szukać. Bardzo ważna jest też odpowiednia współpraca psa i przewodnika. Muszą działać jako zespół, dlatego nie mogą różnić się temperamentem - mówi pan Edward.
Zakup szczeniaka z predyspozycjami ratowniczymi to koszt około 2.000 zł, a dwuletnie utrzymanie takiego czworonoga kosztuje 5.000 zł. Specjalistyczną grupę z Łodzi w szkoleniu Sagana i innych psów wspiera firma Velvet, której wizytówką jest szczeniak - biszkoptowy labrador. W łódzkiej grupie specjalistycznej obok sekcji ratowniczej działa również sekcja dogoterapii. Działalność GRS OSP w Łodzi możliwa jest w dużej mierze dzięki wsparciu firm, małych przedsiębiorstw i osób prywatnych. Na stronie internetowej www.ratownicy.org można znaleźć informacje, w jaki sposób pomóc organizacji, która niesie pomoc ludziom zaginionym.


Adrian Grałek   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 34 (1049) z dnia 27 Sierpnia 2010r.