
Temperatury poniżej 30 stopni Celsjusza nocą, w dzień minus 15, warstwa śniegu ok. 20 cm. Czy ktoś zastanawia się, jak w tych warunkach radzą sobie leśne zwierzęta? Nie radzą sobie. Potrzebna jest pomoc ludzi.
Wiemy o tym dzięki Miśkowi, bo tak koledzy z koła łowieckiego PZŁ „Błękitne Źródła” zwracają się do Mieczysława Jaskulskiego. Zatelefonował we wtorek, 26 stycznia, proponując wyjazd do lasu w rejon Kolonii Zawady, Wiaderna, Swolszewic.
Pojechaliśmy w objazd paśników i innych miejsc wykładania karmy dla leśnych zwierząt, zobaczyć, jak trudne są warunki tegorocznej zimy. W lesie znaleźliśmy się ok. 11.00. Piękny, słoneczny dzień, bez wiatru, tylko ten mróz szczypiący w policzki. Do pierwszego paśnika od przejezdnej drogi (ubity kołami śnieg) ok. 50 m. Mietek bierze z worka w bagażniku ok. 5 kg kukurydzy. Z wprawą stąpa po wydeptanej, ale nierównej i oblodzonej ścieżce. Sam ją wydeptał. On i zwierzęta, których tropy bez trudu odczytuje. Zostawiły je sarny i jelenie. Niewiele tropów zajęcy, czasem ślady lisów i dzików. W paśniku jest siano, Mietek podsypuje kukurydzy. Pokazuje coś w rodzaju dużej brykiety z trocin. To sprasowane wytłoki z owoców pozyskane z przetwórni owocowej. Z jabłek, malin i co tam jeszcze przetwórnia przerabia. Bardzo cenna karma dla saren i jeleni, z witaminami, mikroelementami. Widać smakuje zwierzynie, bo sprasowana kostka jest już dobrze nadgryziona.
Wracamy do samochodu. Wierzchnia warstwa śniegu jest mocno zmarznięta. Człowiek w butach nie zapada się mimo swojej wagi. Sarna, jeleń, dzik grzęzną, mają trudności w poruszaniu się i nie ma mowy, by spod zmarzliny coś wygrzebały do jedzenia. Inny problem to możliwość ucieczki przed atakiem wiejskich psów. To prawdziwa plaga. Psy są spuszczane z łańcuchów na noc, źle ogrodzone obejścia nie stanowią przeszkody i psy idą w lasy, na pola. Osłabiona zwierzyna nie ma szans ucieczki. Psy nie zapadają się w zmarznięty śnieg, zwierzyna tak. Myśliwi wiedzą, z których gospodarstw psy chodzą „na polowania”, widać to po śladach. Udowodnić winę trudno, ale prawo pozwala odstrzelić takie psy w określonych warunkach.
Kolejny paśnik. W jego okolicy widać kilka saren, jakby czekały na karmę, oddalają się niespiesznie. Wrócą, gdy odjedziemy. Przyzwyczaiły się, wiedzą, że się pożywią. Mietek żartuje, że gdyby nie przyjechał, nie podsypał, to przyszłyby pod jego blok w mieście. - Dokarmianiem zajmuję się już kilkanaście lat. Może mnie znają? Rozpoznają sylwetkę, zapach? - zastanawia się. Obok paśnika na drzewach wiszą w ażurowych woreczkach sprasowane z tłuszczem ziarna zbóż. To dla ptaków. - Dokarmiamy nie tylko zwierzynę łowną - mówi Mietek.
Ptaki buszują też w sianie. W paśnikach wydziobują kęski z wytłoków. Mietek sypie też ziarno na nieużytkach koło cegielni. To dla bażantów. I bażanty zostawiają ślady. Myśliwi, leśnicy potrafią je „czytać”.
Mietek Jaskulski to już czwarte pokolenie ludzi związanych z lasem - gajowi, leśnicy, myśliwi. Jego dwaj synowie to pokolenie piąte. Maciek i Jarek często pomagają ojcu w rozwożeniu karmy. Są kandydatami na myśliwych, ale, by nimi zostać, muszą zasłużyć choćby i dokarmianiem.
Kolejny paśnik, kolejne miejsce dokarmiania. Mietek trafia do nich bezbłędnie. - Zobacz, jakie ciekawe drzewo, wpół powalona lipa, z której wyrastają nowe pędzące pionowo w górę do słońca konary - opowiada, jakby znał tu każde drzewo. Bezbłędnie dostrzega sarny, jelenie ukryte w zaroślach.
Spędziliśmy z Miśkiem w lesie prawie dwie godziny. Wspaniałe doświadczenie i lekcja przyrody. - Jak będziesz pisał, to wspomnij, że pomysł z wytłokami owocowymi wyszedł od panów Włodzimierza (ojca) i Jacka (syna) Smyków, członków naszego koła PZŁ. Sami załatwili i przywieźli 4 tony wytłoków spod Rawy Mazowieckiej, mamy czym dokarmiać. Apeluję do wszystkich, którzy wybierają się do lasu na kulig, pobiegać na nartach, na spacer lub przejeżdżają drogami przez las, aby zabierali dla zwierząt suchy chleb, obierki z warzyw i ziemniaków i wykładali je choćby kilka metrów od drogi, to pomoże zwierzynie przetrwać tegoroczną ciężką zimę. Lepiej, by te odpadki trafiły do lasu niż do śmietników. Do śmietników niech trafiają butelki, worki z popiołem i inne śmieci, które też spotkać można w lesie- mówi Mietek.
I jeszcze psy wiejskie. Niech nie mają możliwości buszowania po lesie. Piszemy o tym z nadzieją, że ktoś tych rad posłucha. |