Jest mi niedobrze, gdy myślę o cierpieniu i strachu, jakie przez ostatnie trzy godziny życia towarzyszyły dzikowi, który na swoje nieszczęście zabłąkał się i trafił na ulice Tomaszowa Mazowieckiego. Osaczone, oszalałe ze strachu zwierzę nie było nawet agresywne.
Jest mi niedobrze, gdy myślę o tłumie, który oglądał widowisko zakończone śmiercią bezbronnego zwierzęcia. Służby porządkowe, weterynarze, sztab kryzysowy, Bóg wie, kto jeszcze. Wszystko to razem było jednym wielkim chaosem, popisem bezradności i bezmyślności zakończonym decyzją, żeby zabić. Ludzie opłacani i szkoleni (?) po to, by w razie sytuacji kryzysowej, zagrożenia, kataklizmu umieli podejmować szybkie, precyzyjne, trafne decyzje oparte na przećwiczonych procedurach, jedyne co potrafili uczynić, to oddać śmiertelny strzał do bezbronnego zwierzęcia.
Jak żyć, żeby czuć się bezpiecznie w takim mieście? Coraz częściej wstydzę się tego, że w dowodzie osobistym, w rubryce miejsce zamieszkania mam wpisane: Tomaszów Maz.
Gatunkowa wyższość człowieka sprowadza się wyłącznie do tego, że powinien czuć odpowiedzialność za los i życie istot, nad którymi dominuje pod każdym względem. Człowiek, najpodlejszy i najprymitywniejszy, może wyrazić swoją złość, może się poskarżyć. Zwierzę takiej szansy nie ma. To jest głos w imieniu zabitego dzika.
Przeczytaj także: zdarzenia - Zastrzelili dzika, bo nie było czym go uśpić
|