W sobotę, 7 listopada Koło Łowieckie „Borsuk” obchodziło w leśnictwie Czółna dzień swojego patrona - świętego Huberta.
 Podczas hubertusa Koło Łowieckie „Borsuk” przyjęło dwóch nowych myśliwych.
Tak jak nakazuje tradycja tego dnia myśliwi z „Borsuka” wstali wcześnie rano, by przygotować się do świątecznego polowania. Na obchody stawili się nie tylko członkowie koła, ale również wielu gości. O godzinie ósmej trzynastu myśliwych ruszyło w las. Z nieba sączyła się mżawka, mgła schodziła z łąk. Mimo to myśliwi byli zadowoleni.
- Podczas polowania są dwa rodzaje pogody - żartował Dariusz Mińszczak, prezes KŁ „Borsuk”. - Dobra albo bardzo dobra.
Mimo wilgoci myśliwi stali i czekali na zwierzynę. Tego dnia odbywało się polowanie zbiorowe, a to oznacza, że zwierza pod sztucery podprowadzała nagonka. W końcu padły starzały, a wraz z nim piękna, ponad 70-kilogramowa, łania. Nie wszystkie kule dosięgły celu i wszystkie dzikie stworzenia zlękły się nagonki.
- Dużo zwierzyny uciekło w naszą stronę - mówi Marcin Grad z Jasienia, który często bierze udział w polowaniach „Borsuka”. - Widzieliśmy jak w ten sposób umknęły cztery dziki, a i piękne łanie poszły na nas - dodaje.
O godz. 13.00 wszyscy skierowali się w stronę hubertówki, by rozpocząć oficjalne obchody. Zabrzmiały rogi. Myśliwi i wszyscy zebrani oddali hołd pokotowi i podziękowali za upolowaną zwierzynę. Mimo że na leśnych gałęziach leżała jedynie łania, polowanie było udane.
- To spotkanie z kolegami to święto i podeszliśmy do niego pokojowo - mówi z uśmiechem łowczy Józef Nowakowski. - Dzisiaj nie jest najważniejsza liczba zwierzyny, a hołd jaki oddajemy jej i całej przyrodzie.
Jak nakazuje tradycja, doceniono najcelniejsze oko. Królem polowania został Damian Pająk, wieloletni i zapalony myśliwy, to właśnie z jego ręki padła łania. Wyróżnienie otrzymał Stanisław Kołodziejczyk. Został królem pudlarzy, czyli tych którzy strzelali, ale chybili. W ten sposób tego dnia darował życie łani. Królem sezonu został prezes koła Dariusz Mińszczak.
Po tej części uroczystości nadeszła chwila dla myśliwych chyba najbardziej wzruszająca. W ich szeregi wstąpili dwaj adepci. Przez ponad rok Józef Łuczyński i Ireneusz Klimczak, jako stażyści, uczyli się nie strzelać, a pielęgnować przyrodę, naprawiać urządzenia łowieckie, paśniki, ogrodzenia, a także karmić zwierzęta. Na polowanie jeszcze przyjdzie czas. W sobotę, klęcząc ze sztucerami w ręku, ślubowali m.in. przestrzegać praw łowieckich, postępować zgodnie z zasadami etyki łowieckiej chronić przyrodę ojczystą i dbać o dobre imię łowiectwa. Na koniec starsi koledzy specjalnie dla nich podnieśli przywitanie Darz Bór.
Za zaangażowanie i pracę na rzecz okręgu łowieckiego dyplomami i książkami docenieni zostali: Damian Pająk, Tomasz Niewiadomski, Leszek Kopacz, Maciej Wołek, Józef Karp, Marcin Wawrzyńczyk, Jerzy Matysiak, Andrzej Szczur, Jacek Gil i Tomasz Kowalczyk.
Ciepłych słów myśliwym nie szczędził także kapelan koła ks. prob. Zbigniew Kowalczyk, który przywołał postać św. Huberta, pochwalił także myśliwych „Borsuka” za miłość do przyrody, nie tylko swojego łowiska.
Warto podkreślić, że w uroczystości brali udział również przedstawiciele Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Komorowie, które niedawno za swojego patrona wzięły św. Huberta. Myśliwi z „Borsuka” już od dawna, poprzez różne projekty przyrodniczo-ekologiczne, biorą udział w kształceniu uczniów.
Po części oficjalnej zgromadzeni zasiedli do stołów ustawionych wokół ogniska i posilili się bigosem i pieczeniami z dziczyzny.
Koło Łowieckie „Borsuk” w zeszłym roku obchodziło 60-lecie istnienia. Teren, o który dbają to łącznie 13 tysięcy hektarów obfitych w zwierzynę. Spotkać tu można dziki, jelenie, sarny, lisy, ale trafiają się daniele i łosie. W tym roku myśliwi ustrzelili także cztery borsuki.
O tym, że zwierzyny w „Borsuku” nie brakuje, może świadczyć fakt, że tegoroczny król polowania na hubertusie spalskim polował właśnie u nich. Strzelił jelenia, koźlaka i lisa. W kole czynnie działa 36 myśliwych. |